RECENZJE

Dismemberment Plan
Change

2001, DeSoto 8.5

Ponieważ w mojej recenzji Emergency & I nie odniosłem się bezpośrednio do fenomenu o nazwie Dismemberment Plan, jestem wam winien krótkie wprowadzenie do Change. Ok, jakby to powiedzieć... Emergency & I było zbiorem dwunastu genialnych piosenek, które kopały w tyłek z taką energią, że moglibyście po ich wysłuchaniu odbyć o własnych siłach podróż na Marsa i wrócić na miejsce z hukiem, ale bez szwanku. Chyba nigdy wcześniej rock nie brzmiał tak unikatowo i tak esencjonalnie zarazem. Emergency & I obaliło mit o tym, że każda paczka czterech napalonych świrusów musi być wtórna w stosunku do poprzedniej. Plan pokazał, na czym polega wyprzedzanie swojego czasu, czym jest zawarcie ogromu wrażliwości w czystym rockowym graniu. Kawałki takie, jak "Memory Machine", "The City", czy "Gyroscope" będą pewnie już zawsze za mną chodzić. Są zbyt niesamowite, by choć na moment o nich zapomnieć.

I oto minęły dokładnie dwa lata. Tylko, a może aż. Jest nowa płyta. Otwieram opakowanie Change, zakładam słuchawki. Zaczyna porywający bas a la "When The World Is Running Down" Police'ów na tle kosmicznych pejzaży klawiszy, kroczącego rytmu bębnów i zacinającej co chwila gitary. Travis zaczyna śpiewać swoim, a jakby nie swoim głosem: "There's no heaven and there's no hell". Zaskakujący refren sprawia, że się poddaję. "How do you know I'm not a sentimental man?" nuci sobie Travis od niechcenia, a mnie coś chwyta za gardło. Nigdy jeszcze nie brzmieli tak pięknie. Spoglądam na okładkę. "Sentimental Man".

Ale to dopiero początek. Przejście do "The Face Of The Earth" to po prostu historia rocka. Jakieś banjo, czy coś. Kogo to obchodzi. Ważne, że jest cudownie. Dramatyczny utwór, z kulminacjami i zakończeniem. Zaraz potem "Superpowers" – jak oni to robią z tymi akordami, przecież to do siebie nie pasuje (zwrotka / refren)! A jednak pasuje. "Pay For The Piano" – kto dziś potrafi z taką pasją wyciąć gitarowy odlot? Travis zabrzmiał nieco ostrzej, choć nie mogę oprzeć się wrażeniu, że z młodzieżowego "chłopaka z sąsiedztwa" zamienił się w dojrzałego człowieka. Zresztą, na to wskazywałby przekaz liryczny.

Słowa na Emergency & I były spełnieniem ideału rockowego tekstu. Prostym właściwie językiem Travis przekazał to, czego wcześniej nie potrafiły przekazać tysiące autorów. Każda głoska pasowała do siebie, każdy akcent. Koleś wyrzucał z siebie dźwięki z prędkością światła i był przy tym zrozumiały jak cholera. Change jest natomiast wyraźnym zwrotem w stronę czegoś, co należałoby chyba nazwać poezją. Mamy tu Travisa refleksyjnego, rozważającego tematy nadrzędne, doświadczonego przez życie i próbującego jakoś sobie z tym życiem radzić. Szczytem melancholii wyczuwalnej na tym albumie jest cicha ballada "Automatic" – tylko wokal i akustyczna gitara, w sensie klimatu i funkcji taki odpowiednik "The Jitters" z Emergency & I.

"Danny Carey jest najlepszym perkusistą rockowym". Ale Brent oczywiście żartował, natomiast tak naprawdę najlepszym perkusistą świata jest Joe Easley. Nie będę tu, rzecz jasna, wyliczał całego sprzętu, na jakim gra. Powiem tylko, że jego wyjątkowe partie bębnów dodają świeżości każdemu nagraniu. Co, nie wierzycie? No to polecam obszerne fragmenty Change, szczególnie zaś "The Other Side", gdzie pacjent nakręca żywe jungle własnymi rękoma! W połączeniu ze śliczną melodią i przestrzennymi partiami gitar daje to, IMHO, najlepszą piosenkę z płyty.

Na Change nie ma przerw między poszczególnymi piosenkami. Dzięki temu ani przez chwilę nie jest nudno. Dzięki temu przejście z podniosłego "Time Bomb" (ach, te harmonie) do wspomnianego już "The Other Side" wywołuje nieopisane emocje. A na koniec panowie serwują "Ellen & Ben", epicki groovy-closer, nawiązujący oczywiście do "Back & Forth" z Emergency & I. I kończy się płyta.

Porównania z E & I były nieuniknione, ale Change broni się jako oczekiwany następca. Broni się w tym sensie, że jest inny: miększy, łagodniejszy, dostojniejszy i chyba mądrzejszy. No i zawiera kilka nagrań, które z miejsca wskakują do klasyki rocka. Trudno, żeby przeskoczyli tamten krążek! Ale są wciąż nie do podrobienia. Spójrzcie tylko na okładkę. Oni tą płytą dotykają nieba! Bezbłędnie wymiatają. Nikt oprócz nich tak nie gra.

Borys Dejnarowicz    
14 stycznia 2002
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie