RECENZJE

Depeche Mode
Spirit

2017, Columbia 4.7

Najchętniej skwitowałbym ten album następującym zdaniem: "Depeche Mode też są wkurwieni, ale mają słabsze piosenki". Jest to jednak recenzja, więc dla zachowania jakiejś dziennikarskiej przyzwoitości oddam Brytyjczykom ze dwa akapity. Na potrzeby tego tekstu odświeżyłem sobie pobieżnie dyskografię Gore'a i spółki i nic nie poradzę – Ultra super płytka, ale na ten moment najwięcej radości sprawił mi kiczowaty, ale na swój sposób urokliwy debiut, na którym songwriting był jeszcze niczym nieskrępowany, a hooki troszkę upośledzone, ale dające masę frajdy. Kogo nie rusza "Just Can't Get Enough" ten pała. Na dziś z tego typu zagrywek i klimatu nie uchowało się POPULARNYM DEPESZOM niestety nic. Spirit to właściwie najbardziej zaangażowany pod względem tekstowym materiał w ich dorobku, a Gore'a i jego kompozycje ten gatunkowy ciężar w wielu momentach chyba troszkę przytłoczył. W takim "The Worst Crime" pod dystopijnymi obrazami Gahana, Gore tka dość banalne i przewidywalne gitarowe wtrącenia, a napięcie stopniuje w najbardziej sztampowy sposób. Podobnie sprawa ma się chociażby z "Cover Me", które zamyka arpeggiowa koda kojarząca się z dokonaniami formacji Muse, a to już naprawdę złe skojarzenie. Są tu na szczęście również numery takie jak "Scum", które tanecznymi, mocniejszymi bitami nieco ożywiają Gahanowskie narzekania, no i jest "You Move" – zupełnie niepasujący do reszty i przez to nieco odświeżający ten materiał.

Ciekawa była też cała otoczka związana ze Spirit, sięgająca paru miesięcy wstecz, kiedy to Richard "buła na ryj" Spencer ponoć żartobliwie nazwał zespół głosem alt-rightowej społeczności. Grupa oczywiście szybko zdementowała te powiązania, Gahan w dość niewybrednych słowach skomentował samą postać Spencera, a kiedy indziej dowiedzieliśmy się, że córka wokalisty popłakała się poznawszy wyniki wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych. Upolitycznienie tego sympatycznego składu, który oprócz paru wyjątków, raczej stronił w przeszłości od podobnych deklaracji stało się więc faktem. Członkowie DM zaprzeczają, jakoby album miałby być stricte polityczny, twierdząc, że to raczej rzecz o człowieczeństwie i jego kryzysie. Może i tak, zupełnie nie mam problemu z liryczną zawartością tego krążka i chociaż pachnie to trochę rodzajem pustych deklaracji z bezpiecznej pozycji podstarzałych milionerów, to z paroma wykrzykiwanymi tu manifestami trudno się nie zgodzić i właściwie zdecydowanie wolę ten rodzaj komunikacji wykorzystywanej przez artystów niż Maleńczuka wojującego na marszach KOD-u czy posła Piotra "Jebać mi się chce" Marca nauczającego z sejmowej mównicy jak nagrywać dobre demówki.

Stanisław Kuczok    
3 kwietnia 2017
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie