RECENZJE

D'Eon / Grimes
Darkbloom (EP)

2011, Hippos In Tanks / Arbutus 6.2

Na pierwszy rzut oka mogło się wydawać, że tę dwójkę dzieli zbyt wiele, aby przedsięwzięcie pod tytułem "nagranie wspólnej EP-ki" mogło mieć jakikolwiek sens. Główna różnica dotyczy przede wszystkim popularności (wnoszę głównie po liczbie odtworzeń i ogólnej "obecności w przekazach medialnych"), ale również okolic muzycznych, w których oboje się obracają. Twórczość Claire Boucher jest zdecydowanie bardziej mroczna – słychać u niej pewien pierwiastek niepokoju, wyciągnięty najpewniej gdzieś z czeluści katalogu 4AD, ale w tym, że dziewczyna nosi koszulki Depeche Mode też nie ma przypadku. Ubierzcie (!) to wszystko w ramy trudnej do zdefiniowania psychodelii i otrzymacie muzykę Grimes w pigułce. D'Eon z kolei to postać znana naszym czytelnikom – na przestrzeni ostatnich miesięcy ukazały się dwa pochlebne playlisty a Palinopsia u wielu otarła się o listę najlepszych albumów za rok 2010. Kanadyjczyk na swoim debiucie w pewien sposób podjął rękawicę rzuconą przez Dam-Funka, ale z drugiej strony nagrał album czerpiący nieco ze "spuścizny wschodu". Pomogły wpływy muzyki Tybetu, joga oraz siła medytacji, ale było warto, bo mieszanka tego wszystkiego zaowocowała smakowitym koktajlem synthów.

Pomimo tego, że te różnice stylistyczne pomiędzy nimi rzeczywiście zdają się być spore, to jednak mariaż sił jednej z bardziej charakterystycznych żeńskich przedstawicielek współczesnej niezal-sceny z kanadyjskim joginem przyniósł zdumiewająco koherentne efekty. Przede wszystkim – D'Eon i Grimes uczciwie podzielili się długością nośnika, zabierając dla siebie niemal równo po połowie. Oboje wyraźnie odznaczyli też swoje terytorium – część byłego mnicha jest spięta w klamrę za pomocą dźwięku zakłóceń jaki wywołują dziś często komórki. Jeśli zaś idzie o stronę muzyczną, to oboje zaskakują różnorodnością – Claire rzuca zarówno stricte popową, przywodzącą na myśl piosenki Bat For Lashes, "Vanessę", jak i trudne do zinterpretowania new age'owe wprawki pod postacią "Ivory". Ani przez moment nie wychodzi przy tym z lasu, dlatego pogodne 80sowe highlighty od Chrisa D'Eona działają tutaj niemal terapeutycznie, chociaż on również nie stroni od eksperymentów. Niespodzianką w "Thousand Mile Trench" jest nagłe wtargnięcie fragmentu jungle i równie płynny powrót jeszcze raz do refrenu. Podobne zabiegi, ale już nie tak ekstremalne, znalazły zastosowanie w "Tongues", dlatego zapodanie "Transparency" na zakończenie tego segmentu koi nawet bardziej niż zazwyczaj.

Koniec końców nie ma się do czego przyczepić – Claire i Chris, dobrzy znajomi z imprez w Montrealu, oddają w nasze ręce EP-kę na tyle ciekawą i różnorodną, że nawet ci, którzy kręcą nosem na wszystko co nowe będą musieli przyznać, że w nowej muzyce trafiają się czasem rzeczy intrygujące. Jako przystanek na drodze ku rzeczom większym oraz chwila oddechu po niedawno wydanych longplayach Darkbloom zdecydowanie spełnia swoją rolę i pewnie niejednego słuchacza uwiedzie swoim eklektyzmem.

Kacper Bartosiak    
26 lipca 2011
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie