RECENZJE

Delgados
Universal Audio

2004, Chemikal Underground 5.8

Szkocki kwartet to jeden z tych nielicznych zespołów, które najzwyczajniej w świecie darzę sympatią, bez jakiejkolwiek głębszej argumentacji. Od pierwszego zetknięcia z "Coming In From The Cold", kawałkiem w gruncie rzeczy obiektywnie słabym, spędzanie czasu z repertuarem Delgados zawsze dostarczało mi sporo nieukrywanej radochy. Na szczęście, irracjonalna sympatia dla grupy nie przekłada się w mym przypadku na zaburzoną zdolność wartościowania jej dokonań. Tak jak Great Eastern był naprawdę sporym osiągnięciem popowego songwritingu, tak wydany dwa lata temu Hate, ze wspomnianym już singlem, plasował się raczej w rejonach nieświadomie nakręcającego umilacza czasu, ostatecznie sprawdzonego wzoru solidnej gitarowej melodyki dla wszelkich startujących kapel-zrzynaczy. Tak czy siak, w przypadku chęci natychmiastowego odcięcia niepokojących strumieni myślowych, mój wzrok nadzwyczaj często kierował się w stronę niezobowiązujących krążków z nienawiścią na czele, i nie przypuszczam, by omawiane tu nagranie mogło cokolwiek zmienić.

Universal Audio nie jest bowiem zbiorem jedenastu bezbarwnych, nieprzemyślanych utworów, ani tym bardziej płytą wywracającą dotychczasowy, skrupulatnie wypracowany przez lata koncept muzyki Szkotów do góry nogami. Nie składa się z oszałamiająco energetycznych, precyzyjnych gitarowych hooków, elektro-syntetycznych, gęstych fakturowo bitów (niczym z Endtroducing...), czy do bólu szczerych w swych tekstowych deklamacjach, folkowych misteriów. Nie, Delgados nie zmienili się ani trochę, kolejny raz serwując porcję szlachetnie błogiego i urokliwego popu, o agresywnym, przesterowanym dnie i dalekim od banału przekazie. Począwszy od "I Fought The Angels", niepokojącym w swej mroczno-doniosłej atmosferze nostalgicznym hymnie, przez oczywisty w inspiracjach Flaming Lips, łagodnie instrumentalizowany "Is This All That I Came For?", bądź brit-popowy "Everybody Come Down" (czy ktoś pamięta jeszcze zespół Sleeper?), aż po stonowane, acz nieznacznie słabsze w treści balladki z "The City Consumes You" na czele, Delgados nie odrywają się od sprawdzonego schematu własnej specyfiki, eksplorując kolejny raz przestrzenie sprawnej, pop-rockowej alternatywy. Mimo braku oryginalności i niejakim kopiowaniu samych siebie, konwencja ta w sumie bardzo mi odpowiada: jest niejaką gwarancją przyzwoitego poziomu płyty i easy-listeningowego spełnienia.

Patryk Mrozek    
8 marca 2005
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie