RECENZJE

Deerhoof
Apple O'

2003, 5RC 7.5

Piąta płyta Deerhoof, która niestety nie zechciała wpaść nam w ręce przed podsumowaniem, należy do bardzo jasnych punktów poprzedniego roku. Reveille jest majstersztykiem pogodzenia podejścia eksperymentalnego z przyswajalnością i konkretem, swobodną żonglerką stylów, najczęściej zahaczającą o punk, prog i noise, a zawsze brzmiącą jak pop. To doprawdy muzyka dziwaczna, jednocześnie ani razu nie zamykająca się we własnym świecie niczym niekontrolowanych fantazji, cechująca się raczej zimną kalkulacją i emocjonalnym stoicyzmem.

Na szczęście z Apple O' brylujemy już w hamaku. Pierwszą zauważalną innowacją w stosunku do Reveille jest konstrukcja utworów, polegająca na prowadzeniu tematu przez różne instrumenty, który to zabieg w tak wyraźnej formie nie był obecny poprzednio. Motywy wchodzą oddzielnie, klarownie, rozróżnialnie. Nawet w bardziej hałaśliwych momentach, takich jak końcówka "Heart Failure", nie tworzy się żadna ściana dźwięku, wręcz przeciwnie, cała przyjemność płynąca z tego kawałka to śledzenie rywalizacji podszczypujących się gitar w przeciwległych kanałach. Noisowa gorączka udziela się sporadycznie i nawet wtedy brzmi wyrachowana, jak na przykład nowoczesny math-post-punk "My Diamond Star Car".

Na Apple O' Deerhoof zrezygnował z przerzucania się konwencjami. Nasuwa się wniosek, że jest to wynik świadomego zmierzania do ekstrakcji własnego stylu, będącego po trosze wypadkową uprawianych do tej pory gatunków, ale najsilniej ciążącego w stronę czegoś co można okreslić... nie, nie wiem jak to określić. Intelektualny punk-pop przesycony aurą japońskiej sceny awangardowej, czy po prostu klimatem chłodu i rezerwy kojarzonym z Nippon, balansujący na granicy dekonstrukcji i harmonijnych zlepków kreatywnych melodii? Jeśli oczywiście pomyślimy o terminie punk-pop nie jako o istniejącej szufladce gatunkowej (Blink 182 etc.), ale hybrydzie powstałej ze zderzenia tych dwóch jakości. I myślę sobie, że charakterystyczne ostre cięcia gitarowe, głos Satomi Matsuzaki, przejaskrawione brzmienie (rzeźbienie piłą w metalu), a od Apple O' również specyficzne podejście do budowy kompozycji, składają się na nowy, oryginalny Deerhoof.

Antytradycyjne nastawienie ilustrują utwory w rodzaju "Panda Panda Panda", który po zapodaniu wstępu aż się prosi o rozwinięcie w klasyczny rockowy epik, a zamiast niego otrzymujemy klimaty nie mniej odrealnione, niż obrazek niedźwiadka wspinającego się na gigantyczny ogryzek jabłka. Lub przyjmujący równie nieoczekiwane kierunki "L'Amour Stories", podążający od dramatycznego lamentu Matsuzaki w stronę świdrującego, zdekonstruowanego math-punka. Innym przykładem "Sealed With A Kiss", posklejany w sposób zacierający granicę pomiędzy żywym graniem, a samplowaniem, podobnie jak Solex robi to w odwrotnym kierunku. Deerhoof gustuje też w kolażach, do najlepszych tu z pewnością należą neurotyczny "Forbidden Fruits" i "Adam & Eve Connection", ten ostatni razem z "Hayley And Homer" odznacza się ponadto niezwykle interesującymi eksperymentami narracyjnymi.

Fenomen Apple O' polega między innymi na tym, że album nie zawiera jednej zmarnowanej minuty, a każdy pojawiający się motyw mógłby przy bardziej komercyjnych skłonnościach urodzić piosenkę, przed którą gawiedź padałaby na kolana. Jak na ironię jedynym ukłonem, ale what an ukłon it is, w stronę odrobinkę bardziej bezpośredniego przekazu, jest dopiero zamykający płytę "Blue Cash". Podobnie jak kilka innych fragmentów na płycie, zdradza on wpływ Stereolab, ale tak na dobrą sprawę na takie porównanie naraża się ostatnio co trzecia grupa próbująca połączyć ambicje artystyczne z easy-listeningowymi wartościami, a wyciąganie paraleli pomiędzy tymi dwiema kapelami byłoby sporym nadużyciem – w przypadku Deerhoof pod pozorami łagodności i delikatności kryje się ekwilibrystyka w zakresie dynamiki utworów, kontrolowana schizofrenia oraz skłonność do groteski.

Michał Zagroba    
6 lipca 2003
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie