RECENZJE

Decemberists
Picaresque

2005, Kill Rock Stars 6.4

Nowe Decemberists nie zaskakuje, choć w żadnym razie rozczarowaniem nie jest. Dramatyczna obniżka formy songwriterskiej Colina Meloya? Co to, to nie. Ot, kolejny zestaw pogodnych (lub mniej) alt-folkowych wariacji na tematy szantowe, z wyczuwalnym sixtiesem i punkową zadziornością; mieszanka szczególna, acz w wykonaniu Decemberists zawsze sprawdzająca się doskonale (począwszy od genialnego debiutu Castaways And Cutouts). Warto też odnotować, że wyraźne swego czasu inspiracje Neutral Milk Hotel zdają zatracać się z każdym kolejnym krążkiem formacji; obecnie punktem zaczepienia jest raczej wspomniany Castaways And Cutouts; Meloy stał się klasą samą dla siebie. W ogóle, po raz pierwszy nasz frontman tak bardzo kombinuje: poza szarą masą swego zwyczajowego kolażu (akordeonik już trochę przynudza), pojawiają się implementacje orkiestrowe (końcówka "The Bagman's Gambit"), jakieś ambientowe wstawki, kobieca wokaliza ("The Mariner's Revenge Song"), czy skręty w stronę czysto popową (mój ulubiony "The Sporting Life", choć riff przewodni brzmi tu niepokojąco znajomo). Tekstowo tematy nieco wyczerpane, marynarskie życie, tęsknota za matką etc ("We are two mariners / Our ship's sole survivors"). Sztampowo pointując, dla miłośników Decemberists kolejna brzmieniowa uczta, dla całej reszty tylko chwila przyjemnego odpoczynku od tegorocznych popowych singli.

Patryk Mrozek    
12 października 2005
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie