RECENZJE

Deadboy
Here (EP)

2011, Numbers 7.3

KFB: Zawsze przy tego typu okazjach staram się podświadomie panować nad emocjami i twardo stać na nogach. W końcu mówimy o "zaledwie" dwudziestominutowej EP-ce, więc wiadomo, wyciąganie z tego poważniejszych wniosków może nosić znamiona nadinterpretacji, jednak w tym przypadku chyba mam to gdzieś. Deadboy w trzech rozbudowanych trackach, które tu znajdziecie, penetruje różne oblicza post-dubstepu. "Wish U Were Here" podejrzanie mocno skręca w stronę typowej houserki i ma chyba największy "potencjał imprezowy" w całym zestawie, zaś pozostałe dwa numery to future r'n'b najwyższej próby. Starannie wyselekcjonowane sample wokalu stanowią przyczynek do kosmicznych wariacji, które fascynują swoją prostotą i pozostawiają słuchacza w uczuciu błogiego niedosytu. W pytę, wychodzi na to, że mamy kolejnego porcysowego miśka na brytyjskiej scenie.

MHJ: Here jest tak odurzające, że spokojnie mogłoby mieć swój fizyczny ekwiwalent w dostaniu obuchem po głowie. Po części jest to sprawa esencjonalności kompilacji, która w obszerniejszej wersji (nie daj, zakłócającej tutejszą harmonijność) mogłaby stracić swój rezon. A tak, to jest a-ku-rat. Albumik otwiera wołanie na rozstaju dróg w idealnej symbiozie z 4/4. Przez ponad 8' jest się bezwolnym wobec rzewnego apelu: "I wish u were here", unoszącego się na fali zgarażowanego house'u. "Here 4 U" już pewniej zdradza skąd przychodzimy i kim jesteśmy. Deadboy nie cacka się z łamaniem i ofiarowuje więcej jednoznacznej energii. A zetknięcie się: samplerskich fraz: "I'll be here for you" z "all the time" jest jak wykrojony na boku, bonusowy rausz. W OUTRO za to, niepozbierany 2-step profesjonalnie pogrywa z najbardziej delikatnym ścinkiem wokalnym zestawienia i w efekcie synkopowana rytmika składa się na coś a la "mglisty pejzaż"(!). Dobra, jest tak dobrze, że tylko martwić się na zapas tymi przyszłymi longplay'ami.

FK: Here, owszem, wyposażone jest w rewelacyjne brzmieniowe niuanse, które jednak nie robiłyby takiego wrażenia, gdyby nie górowała nad nimi niesamowita parkietowa energia. Na początek mamy niemal klasyczny ciężkawy house, w którym niby dzieje się niewiele, ale to "niewiele" skutecznie zapełnia ponad osiem minut plus replay. Potem, w rozwinięciu, mój faworyt – "Here 4 U", gdzie sample bębnów gryzą się z rzężącym syntezatorem albo zrytmizowanymi motywami, albo ze wszystkim naraz. Również niby niewiele, ale każdy składnik trafiony. Spokojnie ósemkowa sprawa, jedynie wokale niezbyt mi podchodzą, ale rozumiem, że jakiś przekaz potrzebny jest. Chyba najmniej działa na mnie klimatyczny closer, ale to dlatego że po kilkunastu minutach niekwestionowanego machania łapami nie wiem czy mam się wsłuchiwać w ów "mglisty pejzaż" czy machać dalej, tyle że wolniej i nie do rytmu. Nie użyję czerstwego wyrażenia o niecierpliwym oczekiwaniu na album, bo Here na razie wystarczy. Przy TAK dobrej muzyce TEGO rodzaju żałuję, że jestem przeciwnikiem kwasu.

KM: Ha, do Here to wcale nie kwas, tylko czyste MDMA. Całość indukuje wszechogarniające uczucie miłości do świata, chęć zabawy i przytulania każdego napotkanego człowieka. Chwilami obraz się rozjeżdża, ale takie momenty jak wejście bitu w połowie drugiej minuty "Here 4 U" to gigantyczne skoki przemożnej euforii. Naprawdę, robi się gorąco, goręcej, niż jest teraz na dworze.

Minister Zdrowia ostrzega: zażywanie narkotyków powoduje rozmiękczenie mózgu i problemy życiowe. Twój ulubiony serwis muzyczny pomoże Ci z nich zrezygnować poprzez zastąpienie ich zajebistymi kawałkami.

Krzysztof Michalak     Magda Janicka     Kacper Bartosiak     Filip Kekusz    
6 czerwca 2011
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja