RECENZJE

David Last
The Push Pull

2005, theAgriculture 5.3

Z czym mi się kojarzy David? Najbardziej z bohaterem "Distopian Dream Girl" (podpowiadam, że nie chodzi o ojczyma), na drugim miejscu z openerem Nellie McKay, też z psem jednym co na Pola wpada na spacery, ze znajomym śmiesznym z wydziału, z dzielnym miotaczem procownikiem, procowniczym, procmistrzem pogromcą silniejszego. I tyle, zero skojarzeń z Lastem. A dziwnym jest to, bo przecież od miesięcy starałem się zgłębić sekrety The Push Pull i choć nie było to specjalną frajdą, nie przysparzało też cierpienia. Pies pogrzebany jest w wisi mi to, rybce, ani ziębi ani grzeje, let's go bowling. Indyferencji, mówiąc bez rebusów.

Nic nie poradzę, nie kręcą mnie postmatmosowe eksperymenty ze śladową ilością przyswajalnej "treści". Może to tylko mój problem, nie potrafię czerpać rozkoszy z wypełnionej barwami, brzmieniami i ciekawymi dźwiękami czary (a może owa czara nie jest w tym przypadku aż tak bogata). Omawiane, niezorientowane, niezdecydowane tracki raczej mnie usypiają niż rzucają na kolana. Jasne, doceniam klimat, też coś w tym jest, że mimo braku motywów wrażenie po przesłuchaniu dalekie jest od zgorszenia czy nawet cięższego znudzenia, haha. Jednak to mało. Poza "Posca Kid" (Tosca też pasuje) i najfajniejszego tu "Makeout Stakeout" David skąpi popowych hooków, czy nieco bardziej focused loopów. Mamy za to kilka udanych podchodów pod klubowe bity circa Luomo. Szansę dostały też spokojniejsze, folkowe motywy, powiedzmy Califone. Ale z tej na pozór ciekawej mieszanki niewiele wynika...

Jacek Kinowski    
3 listopada 2005
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie