RECENZJE

Das Racist
Shut Up, Dude / Sit Down, Man

2010, Mad Decent 6.5

Drobne podsumowania już Wojtek każe nam robić i okazuje się, że początek tego roku upłynął mi pod znakiem szoku spowodowanego zaistnieniem Die Antwoord i rozczarowania, kiedy okazało się, że to tylko wysmakowana kreacja doświadczonych prześmiewców. Zwykle rozkiminianie muzyki na poziomie charakteru wykonawców i ich "forrealowatości" – że gdyby Yorke był ładniejszy, nie chciałby "Disappear Completely" – to zajęcie godne grubych gimnazjalistek, ale YoLandi i Ninja uoasabiali dla mnie dziecięcą wiarę – jeśli bardzo czegoś pragniesz a twoja dusza jest czysta, to niezależnie od twej inteligencji, piękne rzeczy mogą cię spotkać. A tu się okazuje, że mają profesjonalnych fryzjerów.

*


Eminem nagrywa kawałek z Lil Wayne'm na samplu z Haddaway'a. "Jak długo szukali tego sampla" – pyta Robert, a ja pytam czy Eminem jest już tak impregnowany na śmieszność jak Kazimierz Marcinkiewicz? Lil Wayne'a jeszcze można usprawiedliwić, skoro – mimo kilku świetnych tracków – wciąż pielęgnuje wizerunek debila, ale Marshall przecież jeszcze kilka lat temu naprawdę aspirował.

*


Od kilku tygodni na bandcamp.com do przesłuchania obszerne fragmenty dyskografii australijskiego Curse Ov Dialect (wyłączając pierwsze nagrania, które najprawdopodobniej zgubili przy przeprowadzce), jednego z najbardziej niedocenianych zespołów hip-hopowych, którego członkowie potrafią sensownie zarymować na samplu z dowolnego zakątka świata, nie mając prawie w ogóle flow. Ze swoją wielokulturowością próbują od kilkunastu lat przebić się do masowej świadomości. Ale najlepiej gra im się chyba na Białorusi.

*


Gdzieś w pobliżu tych wszystkich wydarzeń wyrosły dwa mixtape'y egzotycznych brooklyńczyków. Przez cały 2009 rok wypuszczali pojedyncze tracki, by w marcu tego roku pozbierać je w bezpłatny zestaw Shut Up, Dude. To pozycja reprezentująca typ poczucia humoru wciąż należący do rzadkości. Ich najpopularniejszy jak dotąd utwór – "Combination Pizza Hut And Taco Bell" – opiera się na dialogu dwóch amatorów fast foodów sieci Yum!, którzy po trzech minutach darcia japy zrozumieli, że są w tym samym miejscu. "Enter The Ninja" blednie. Trudno w ogóle o piosenkę, która byłaby gorsza w samym zamyśle. Trafi na podium roku, ale rodziła wątpliwości, czy taki styl udźwignie więcej niż siedem minut materiału.

Szczęśliwie na całym Shut Up, Dude niewiele jest równie kontrowersyjnych rzeczy, choć najmocniej rzucają się w uszy. Przemontowany okrzyk "Who's that bro-o-o-oown!" który cały mixtape w ogóle rozpoczyna, bablanie na samplu w "You Oughta Know", powolne rymowanie o dupie powracające z zadziwiającą regularnością. Co ciekawe, wszystko to wystarczająco śmieszne i chwytliwe, by odwrócić uwagę od sedna. Jeśli polubisz taką formę przekazu, sam będziesz doszukiwał się głębi w głupawych zbitkach typu "Tony Montana, Hanna Montana, Sony Brand Cameras". I znajdziesz. Das Racist bawiąc uczą, ucząc bawią i mają potencjał, za którym trudno nadążyć.

*


Kilka miesięcy później duet proponuje drugi mixtape. Sit Down, Man nawiązuje do poprzednika w sposób oczywisty, ale ten zestaw dopadł syndrom Showtime. Suri i Vazquez – mieli ku temu powody. Uwierzyli więc w swoje moce i podeszli do sprawy po gwiazdorsku. Zatracili skłonność do najprostszych środków, zaprosili gości, oddali produkcję w ręce wielu specjalistów – jednym słowem zbliżyli się do hip-hopowej sztampy. Podkłady są wygładzone i dopracowane – nie dziwne, skoro w creditsach Diplo czy Quincy Jones – co nie jest jednak atutem. Bezkompromisowa i toporna elektronika na Shut Up, Dude sprzyjała wygłupom wokalnym, a teraz obaj MCs uspokajają swoje frenetyczne flow i częściej zwracają uwagę dziury w ich wokalnym wyszkoleniu. Gwiazdorska obsada mikrofonów świadczy o szacunku, ale frazy typu "gypsies read the palm and then / vomit and / gimmee back my dollar hollering / oh god get out you monster" jakkolwiek odkrywcze, nie współgrają z ironicznym profilem Suri i Vasqueza. I nie pomagają proste i zawsze trafione nawiązania do Lil Wayne'a i Sister Sledge – wciąż za dużo tu wymuszonej refleksji, za mało uśmiechu. Nadal wygrywają treściowo z Die Antwoord, nadal nie są debilami, ale "We Are Family" zarezerwował Gene Hackman już czternaście lat temu i najwięksi muzyczni erudyci nie przebiją jego peruki. Na podium nie zobaczymy się na pewno, ale w rekomendacjach chyba jednak przypomnimy.

Filip Kekusz    
1 października 2010
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja