RECENZJE
Daniel Drumz

Daniel Drumz
Untold Stories

2015, U Know Me 6.7

"Bip, bip, bip, bip... Łączymy się z Krakowem". Nie trzeba się jakoś specjalnie wysilać, żeby wyłapać, że w układzie krwionośnym muzyki Daniela Drumza płynie i przetacza się miejski krajobraz drugiej stolicy Polski. A trwa to już (jeśli liczyć wszystkie rodzaje aktywności w rodzaju działalności DJ-a Taśmy) piętnaście lat. Rozważ to więc, młody czytelniku Porcys, bo zapewne piętnaście lat temu w głowie nie były Ci gramofony, winyle czy skrecze, a raczej trenowanie skoków z dywanu na podłogę. Ale nie chcę budować jakiejś świadomościowej ściany, która ma pomóc w narzuceniu szacunku oraz nobilitacji weterana, bo Untold Stories tego rodzaju cwanych zabiegów zupełnie nie potrzebuje. Zaraz dopowiem resztę.

Kto śledzi drogę Daniela Drumza, ten wie, że jeśli już wydawał coś większego, to była to EP-ka. Czy była to imienna mała płyta z 2011 roku, czy sięgająca takich stylistyk jak juke czy footwork świetna (Sleepless) State Of Mind, czy nawet nagrany wraz z Pawłem Strzelczykiem (aka Teielte) minialbum Wodoworok — zawsze kończyło się na małym formacie. Więc jak? "Miała być EP-ka, jest płyta, EP-ki nie ma". Czasem przychodzi taki moment, że trzeba wszystko jakoś domknąć, zebrać w jedną całość, czy właśnie dopowiedzieć to, co zostało niedopowiedziane. I tym właśnie jest pierwszy, DEBIUTANCKI album Daniela Szlajndy. I poniekąd da się to odczuć nawet bez zerkania na tytuł. Jasne, główną osią, wokół której wszystko kręci się na Untold Stories, jest rytmiczna elektronika odnajdująca się w przestrzeniach modnych klubów. Ciężko nawet o jakąś zgrabną etykietkę, bo "First Impression" brzmi jak przeciągnięty na ciemną stronę mocy Lone, spółkujący w dodatku z Leonem Vynehallem, który z kolei zasłuchuje się w pierwszych płytach Prefuse 73. Ale potem dochodzi do nas, że to nie żadni zagraniczni producenci, a nasz człowiek miesza pogięte syntezatory z deep-house'em i poszatkowanymi wokalizami, w dodatku układając wszystkie te klocki w płynną narrację. Ach, no i bas, zapomniałem o znakomitym basie, którego szkielet i pękaty powab robią wrażenie (tu należą się też brawa dla Noona). Choć jest już ciemno i chłodno, przejdźmy alejkę dalej, a znajdziemy napędzany organicznym rytmem "Floaters", w którym wokalno-sample'owy loop i zgrabny, melodyjny, cymbałkowy motyw dodają smaku i światła całości. I już robi się jakoś jaśniej.

Oczywiście na dwóch kawałkach się nie kończy — wystarczy poczekać na nieco spokojniejszy "It's Been A Long Way", w którym na synth-pasmach rozgrywa się mały festiwal mikro-dźwięków, do którego dochodzi partia smyczków, czy na z kolei najbardziej rozwścieczony, dancefloorowy "Misunderstanding" (ale to głównie przez końcowy etap tracka — od 2:35 zaczyna się niezły szturm parkietu), no i najbardziej wyważony, zawierający najładniejszą melodykę, relaksacyjny joint "No Sleep Till Kraków" (ponoć wcale nie chodzi o Beastie Boys), żeby sprecyzować sobie (lub przynajmniej podjąć próbę) konstrukcyjny model longplaya. Choć w moim odczuciu nie można zapomnieć o bardziej stonowanych, spokojniejszych, czy nawet ilustracyjnych wątkach Untold. Wprowadzenie odbywające się za sprawą "Met Her At The Railway Station", to również ważna część składowa całego materiału. Jeśli np. przy "H.R.E.A.M.", mam ochotę pokusić się o paralelę z DJ-em Sprinklesem (pomijając odnośnik do Wu-Tang Clanu, początek przypomina intro "Reverse Rotation"), to przy indeksie pierwszym w uszach zaczynają mi dzwonić jacyś analogowi malarze-pejzażyści w rodzaju Klausa Schulzego czy — szukając w bardziej współczesnej bazie danych — Symmetry, czyli projekt Johnny'ego Jewela z Chromatics (m.in.) i jego Themes For An Imaginary Film. Podobne skojarzenia mam przy "Podgórzu", czyli kolejnej pozbawionej bitu, filmowej impresji, budującej wokół albumu aurę "nocnego soundtracku do metropolii oglądanej przez samochodową szybę".

I choć może nie zawsze mam ochotę na ten rodzaj muzycznej podróży i dostrzegam tu próbujące przemieszczać się po różnych znanych konwencjach akcenty, to jednak wizja Daniela Drumza zupełnie mnie przekonuje. Tak naprawdę ciężko mi znaleźć płytę wydaną w Polsce, która w tak udany sposób łączyłaby pierwiastki taneczne z filmową, nocną neurozą współczesnych czasów. Jeśli więc macie problemy z zasypianiem, wałączajcie Untold Stories, a jeśli jeszcze mieszkacie w Krakowie, to już zupełnie dajcie sobie spokój ze snem. W końcu ten jest kuzynem śmierci.

Tomasz Skowyra    
24 lutego 2015
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie