RECENZJE

Damien Rice
O

2003, Vector 2.8

Po pierwsze. Ktoś nazwał Damiena Rice "drugim Timem Buckleyem". Wiecie... Domowe przedszkole, czy słońce, czy deszcz. Przyjść może do ciebie, jeśli tylko, jeśli tylko, jeśli tylko, jeśli tylko chcesz. Ja nie wiem, Tim Buckley, anyone? TIM FUCKING BUCKLEY? Banda pedalskich gówniarzy z Wielkiej Brytanii podszywa się pod geniusza, używając tytułu jednej z jego płyt jako nazwy. Teraz ten, uduchowiony poeta się znalazł. Z akustykiem w dłoniach. Naprawdę, są jakieś granice. W miarę odkrywania "głębi" podobnych "dzieł" cierpliwość się wyczerpuje. Ponieważ rzeczy w rodzaju Damiena Rice są płytkie jak kałuża po kapuśniaku. Płaskie jak biust Michelle Pfeiffer. Ok, nieładnie teraz pan powiedział. A ja serio uważam, że Pfeiffer z lat osiemdziesiątych miała bardzo ładną twarz. Where was I? Ach, byłem przy gumisiach. Czy mówiłem już co cenimy na tej stronie? Pasję? Talent? Mówiłem? Irlandzki młody śpiewaczyna może i trafi do utęsknionych duszyczek przeczulonych długowłosych niewiast w okresie przedmiesiączkowym, co to Grace poznają za pięć lat z mp3. Tylko że, wybaczcie, mam inne zmartwienia na głowie, niż los tych stworzeń. A mówiąc dosadniej: co mnie to kurwa obchodzi?

I znowu w takich sytuacjach pojawią się pretensje i wyrzuty. Samotne zapłakane nastolatki, których świat właśnie legł w gruzach, spytają mnie histerycznie: "Skoroś taki mądry, to wskaż mi, czego mam słuchać wieczorami, gdy atrakcyjniejsze koleżanki uskuteczniają intensywne ukrwienie ust". Spoko. Po to tu jestem. Jeśli błagacie o natchnionych, mistycznych singer/songwriterów, to mam paru w zanadrzu. Z nowszych, polecam Olka Varleta. Jak wypunktował Michał, "Alex Varlet" is French for "Mark Fucking Eitzel". Tudzież Sufjana Stevensa. Tatusia wyjebali z roboty? Mniej kieszonkowego i nerwowa atmosfera w domu? On o tym śpiewa. A w ogóle to kupcie sobie Astral Weeks: widziałem ostatnio jak leży na przecenie w sklepach. Myślę, że to są na przykład właściwe soundtracki do topienia nocnych dziewczęcych smutków w łagodnych trunkach. Ale nie jakiś Damien, na miłość boską! To kwestia szacunku do swojego czasu. Do swojego życia! Jutro możecie wpaść pod samochód! Nigdy nic nie wiadomo. Chwytajcie dzień. Damien, z prawdziwą wrażliwością nie masz nic wspólnego, chyba że black metal jest podobny do reggae. Romantyczne gówna, a wzruszające ballady, to dwie odmienne kurwa sprawy.

Borys Dejnarowicz    
9 lutego 2004
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie