RECENZJE

Daedelus
Of Snowdonia

2004, Plug Research 6.5

Daedelus jest zakochany. Już drugi swój album zadedykował niejakiej Laurze Darling. Fajo. Co o nim wiemy więcej? Ano na pewno jest to postać ekscentryczna. Zazwyczaj wszelkie wyjątkowości ciągną ku skrajnościom; stonowany Daedelus nie. Co czyni go jeszcze dziwniejszym. Próby zrozumienia fenomenu tego człowieka kończą się w chwili, gdy zorientujemy się, że wśród jego muzyki – jak najbardziej nietypowej przecież – czujemy się jak u siebie. Snując się po metrażu jego płyt, odnosi się wrażenie podróżowania korytarzami znanych nam domów. I tak przeglądamy sobie: babciny pokój babci (dziadka? whateva), futurystyczny pokój kolegi, pokój, którego każdy centymetr kwadratowy ściany wymoszczono poduszkami, natchniony pokój Marleny Dietrich, pusty pokój nocą. Niekiedy wizytujemy izby osobno, przepływając przez ich ściany, niekiedy natomiast wszystkie wizje zamazują się, tworząc subtelny mischung.

Kontynuując charakterystykę Daedelusa stwierdzam, że jego zainteresowanie pięćdziesięcioletnimi (lub starszymi) filmami, które obserwowaliśmy na debiucie Invention, zeszło nieznacznie na bok, na rzecz fascynacji nocą. Spostrzeżeń zamieszkującego Los Angeles muzyka / producenta nie należy traktować jako filozoficznych wywodów na temat ciemności. To raczej opowiastki. Słuchając komentarza należy jednak mieć przed oczami jego temat, dlatego podróż z krążkiem za dnia w zasadzie mija się z celem. A mówiąc precyzyjniej: po prostu jest o wiele mniej przyjemna.

Można by stworzyć stylebook dla recenzentów mających zamiar napisać o Daedelusie. Określałby on jako bezprawne używanie w wypowiedziach takich słów jak: agresywny, kłótliwy, intrygancki, mściwy, prujący, skwirczący, a także beznadziejny oraz powalający. Należałoby również zaapelować o z kolei nienadużywanie określeń w rodzaju: chill out, specyficznie, śmiesznie, czasami unfocused. Owo wydawnictwo koniecznie musiałoby zawierać ostrzeżenie, że streszczanie utworów Amerykanina nieuchronnie prowadzi to zdawania relacji ze skojarzeń, jakie niosą. Mottem wszystkich innych, bardziej obiektywnych metod opisu musi być ta definicja pisania o muzyce, z której słynął Frank Sinatra.

Pozostaje mi zatem potwierdzenie tego, co widać po porcysowych ocenach krążków Daedelusa, tej maestro Zakrockiego i tej mojej. Tak, Invention, jako płyta obfitsza w konkret, dominuje nad albumem tu omawianym. Szczegółowe wysuwanie argumentacji, analizowanie, kłóci się z charakterem obu albumów. W zgodzie z nim pozostaje natomiast stwierdzenie, że czekał na followera Of Snowdonia będę nie tylko przez wzgląd na ciekawość czy dalej uwielbia on tak tę Laurę Darling.

Jędrzej Michalak    
21 lipca 2004
BIEŻĄCE
Relacja: Tauron Nowa Muzyka 2019
SkeptaIgnorance Is Bliss