RECENZJE

Daedelus
Invention

2002, Plug Research 6.8

Invetion to płyta niekonwencjonalna w swoim nastroju i dźwiękach. Zabytkowe melodie przywodzą na myśl ciepłe kapcie, psa Pankracego i kominek. Romantyczny zapach, niczym z Kabaretu Starszych Panów, już w pierwszym "Playing Parties" zbije z tropu przyzwyczajonych do elektroniki. Niekonwencjonalne aranżacje, melancholia, która zadowoli obcujących z Morr Music, bliska Four Tetowi multinstrumentalność oraz... hip-hop składają się na mieszankę tego ciekawego albumu.

Płyta nie poraża, nie inspiruje i nie unosi w górę. Jest za to pomysłowa i wprowadza lekko surrealistyczny, błogi klimat. Obfitość delikatnych melodii skłania do szczególnej jej rekomendacji komuś zmęczonemu, potrzebującemu świętego spokoju. Nie pozbawiona jest przy tym humorystycznej kreski, ale tylko kreski, może nawet kropki, a właściwie to humor może nie jest tutaj adekwatnym określeniem. Raczej dystans, o tak, dystans pozwalający posłużyć się akompaniamentem ze sceny miłosnej niemego filmu w formie ilustracji swoich emocji, opowiada o tym, jak właśnie klawo się czuje i że świat jest śliczny, a robi to przy pomocy cytatu filmowego z lat trzydziestych. Prawda, że oryginalnie?

Cała fabuła rozgrywa się tu w iście żółwim, dziadkowym tempie. Ale pomyliłby się ten, kto uznałby Daedelusa za wapniacki umysł, kogoś, kto spogląda tylko za siebie, twórczego ślamazarę. Owszem, płytka jest przemilutka, misiowata, ciepła i trudno schłodzić ją krytyką. Jeśli w kimś została jeszcze choć odrobina dziecięcej wrażliwości, to chcąc ją poczuć wyraźniej niech odda się takiemu "Adventress". O czym on opowiada? Nie wiem. Może o tym, jak się czuł Daedelus, kiedy pojechał jako mały grzdyl na wieś do babci. Muzycznie brzmi to tak, jakby Gershwin skomponował ścieżkę do Kota Filemona. "Muggle Born" to ewidentny wróbel ćwirek – szary, ale ujmujący w swej prostocie i pospolitości.

Przy minutowym "Aplomb" czuję się, jakbym w latach czterdziestych poszedł z rodzicami na bal (taki na przykład ze Lśnienia, a co! A czemu nie!?) i chłonął oczami dziecka bankietową atmosferę. Ten człowiek naprawdę tworzy nietypowo, w ogóle jak on wygląda. Ten murgrabia na okładce to przecież on! Jest dla Plug Researcha reprezentatywny, bo tam wszystko jest nietypowe. Ot, chociażby najgorsze okładki jakie w życiu widziałem – Safety Scissors, John Tejada, i teraz ta, z czajnikiem w chmurce u góry, huehe, rozłupująca tandetka.

Fantastycznie rozgrywa się trzeci na płycie "Astroboy". Króciutkie radiowe słuchowisko, które zaczyna się tak niewinnie, jakbyśmy zapadali w sen. Muzyczny nastrój budują jazzowe szczoteczki i plumkające pianinko z oddali, a pewna kobieta opowiada na ich tle sen pewnego chłopca. Prosta, szeptana narracja przeradza się w pewnym momencie w głęboką, łagodną grozę, robi się nieprzyjemnie, złowrogo, figlarny klimat niepostrzeżenie zamienił się w mrok, coś się zbliża... Timdimdilidilidim timdimdim tililililililili to znajome pianinko z początku utworu! A więc wszystko szczęśliwie się skończyło! Sen osiąga finisz, narratorka przytacza puentę, a ja wracam do świata rzeczywistego. Po tym kawałku nie mam już wątpliwości, że ten człowiek umie opowiadać te swoje bajeczki. Oczywiście moje emocje są tu lekko przerysowane, ja tak nie przeżywam wszystkiego z zaangażowaniem, ale właśnie w taki sposób gra Daedelus, z dystansem, wyczuciem i talentem. A okładka nabiera właściwego sensu – murgrabia rzeźbi antyczną nutą, a my, zdając sobie sprawę z tego teatralnego kamuflażu i całej tej szopki, nawiązujemy z nim dialog.

Jeśli chcecie sobie wskoczyć do czegoś na kształt świata bajek, świata dziecięcej rubaszności (ale raczej wcielimy się tu w skórę kogoś, kto lubił przytulać się do pluszowych misiów, a nie kopał w górę piłkę tryskając energią), Invention na was czeka. Elegancka pozycja, szczególnie, gdy chcemy troszkę sobie wieczorkiem pośnić na jawie. Delikatnie pośnić.

Krzysztof Zakrocki    
18 października 2002
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie