RECENZJE

Coyote Clean Up
Downhill Exxxpress

2010, I Had An Accident 6.1

W myśl pewnego dosyć popularnego ostatnimi czasy staropolskiego powiedzenia "każdy z nas ma takiego Bundicka, na jakiego zasługuje". Wobec tego na przykład Wojtek może się cieszyć z regularnie otrzymywanych rarytasów od tego "jedynego prawdziwego", a ja do końca życia będę skazany na odbieranie coraz to nowszych wybryków od pochodzącego z Detroit Chrisa Sienkiewicza. Ten oto typ, który na co dzień tworzy pod pseudonimem Coyote Clean Up, nie kazał nam długo czekać na follow-up do świetnego Double Trouble Doo Doo Bubble, tylko mimo wszystko niepotrzebnie się tak z tym nowym albumem śpieszył. W ramach wyjaśnienia pozwolę sobie zdradzić pewne kulisy naszej porcysowej kuchni, ponieważ poprzednia propozycja od tego typa to dla mnie rzecz grubo listowa, ale siły demokracji sprawiły, że ocena zatrzymała się na tym feralnym 6.9. Feralnym, bo nikt tak na dobrą sprawę nie wie, jak do końca podchodzić do tych pozycji, ot takie niewiadomoco – prawie listowe, ale nie do końca, weź i bądź tu mądry. Oczywiście jestem w stanie bezproblemowo pogodzić się z tą oceną, bo doskonale zdaję sobie sprawę, że poprzednie wydawnictwo Chrisa naznaczone było pewnymi drobnymi mankamentami – raz, że trwało zdecydowanie zbyt długo, dwa, że odpowiedni odbiór poszczególnych piosenek utrudniał mocno szkicowy, momentami niedbały charakter tych kompozycji. W związku z tym jednym z moich głównych życzeń względem kolejnego wydawnictwa Kojota było postawienie na konkret i skupienie się na wyciśnięciu maksimum z tych bardzo pomysłowych przecież patentów.

I tak, chociaż na pierwszy rzut oka wszystko wygląda tak jak powinno – materiał na Downhill Exxxpress jest krótszy o ponad połowę w porównaniu z tym z poprzedniego albumu a sam muzyk odchodzi od niezobowiązujących szkiców na rzecz konkretnych, spójnych piosenek, tak jednak nie sposób oprzeć się konkluzji, że są to w gruncie rzeczy odrzuty z Double Trouble. Inne charakterystyczne dla Kojotowego songwritingu kwestie pozostały praktycznie niezmienione – ciągle tytuły poszczególnych utworów na przemian śmieszą lub żenują a schizofreniczne brzmienie całości wciąż momentami intryguje, ale ogólne to jednak czegoś w tym wszystkim brakuje. Jednak sam początek Downhill Exxxpress właściwie w zupełności spełnia moje marzenia na temat idealnego rozwoju tego typa, bo zarówno żenująco zatytułowany opener jak i drugi na trackliście "You Could Tell Me Anythang" (gościu, ogarnij się z tymi tytułami, naprawdę) zapadają w pamięci za sprawą mocno psychodelicznej konstrukcji i ciekawych patentów brzmieniowych. Później już tak różowo nie jest i kolejne kawałki dosyć mocno zlewają się w jedną, dosyć przewidywalną całość, w której jednak zdarzają się chwilowe przebłyski – chociażby w postaci prawdziwego feel-good tracka jakim niewątpliwie jest oparte na mocno minimalistycznej podbudowie "Thunderdrop". I więcej takich trafień wypada życzyć Sienkiewiczowi w przyszłości, bo tak naprawdę Downhill Exxxpress jest w gruncie rzeczy propozycją całkiem interesującą, jednak znając poprzedni dorobek Chrisa ciężko być z tego najnowszego materiału zadowolonym. Właściwie to niejako wracamy do punktu wyjścia – Coyote Clean Up to wciąż jeden z ciekawszych projektów w rejonach około-chillwave'owych i ja wciąż będę trzymał kciuki za harmonijny rozwój jego twórcy. Jednak to chyba nie może dziwić – głupio tak nie kibicować własnemu Bundickowi, prawda?

Kacper Bartosiak    
21 sierpnia 2010
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie