RECENZJE

Coyote Clean Up
Double Trouble Doo Doo Bubble

2010, Afternoons Modeling 6.9

KFB: "Mamo, mam swojego Bundicka!" – to była jedna z pierwszych myśli jakie przyszły mi do głowy po przesłuchaniu Double Trouble Doo Doo Bubble. Jasne, pewnie trochę przesadzam, aczkolwiek myślę, że mniej więcej właśnie tak mógłby brzmieć Chaz gdyby z jego przybornika zabrać kredki świecowe i pastele. Twórczość Chrisa Sienkiewicza (miły polski akcent?) broni się różnorodnością poruszanych wątków – mamy zatem coś, co brzmi trochę jak "suchy" chillwave, takoż i zdrowe dwie łyżki dream popu można tu odważyć, a reszta to jakieś bliżej nieokreślone idm-lo-fi-elektroniczne plumkania. Sprytnym zabiegiem artystycznym wydaje się postawienie w dużej mierze na szkicowy charakter tych kompozycji – ten manewr sprawia, że ciężko się tu do czegokolwiek przyczepić, bo mimo że mamy tu aż 23 kawałki, to jednak część z nich jawi się jako niezobowiązujące mini-impresje, takie tam przyjemne miniatury, które wprawdzie zawierają jakieś ciekawe motywy, ale trwają zbyt krótko aby się nimi nasycić lub znudzić. Niemniej te bardziej "regularne" utwory naprawdę żyją swoim życiem – mógłbym się odwoływać do modnego ostatniego pojęcia "wrażliwości muzycznej", bo faktycznie, pod tym względem jest to jak najbardziej moja drużyna. Klimacik nienachlanie płynącego sobie TAK PO PROSTU "Hammering Time" gra mi mocno na emocjach, innego może urzec "mroczniejsza troszkę" atmosfera takiego "Totally Twilight" czy prawdziwie wymiatającego "Guess Who's New Skool?". Pojawią się pewnie prędzej czy później zarzuty o "gimnazjalny" charakter całego przedsięwzięcia – że tytuły kawałków dla retardów, że "I know dude / It's not cool", ale czort z tym powiadam, bo songwriting wynagradza tu z okładem za wszystkie drobne wpadki, które zrzucam głównie na braki w doświadczeniu i sprzęcie. I jeszcze mi się przypomniało – ten album trwa 75 bitych minut, a mimo to nie nudzi mnie ani przez chwilę. Jeśli nie łykacie tego w całości, to potraktujcie sprawę jako taki sneak-preview, zapowiedź tego, co typ może osiągnąć za 2 lata, bo jakkolwiek możemy się kłócić o faktyczną jakość tego materiału, tak chyba nie ma żadnych wątpliwości, że potencjał bije z tego olbrzymi.

AG: Kacper ukradł set, więc będę się streszczać. Coyote Clean Up – nie jest to może najbardziej chwytliwa, odpalająca największe połacie neuronów naraz znajomość tej wiosny, ale żaden zarzut nie zmieni faktu, że spędziłam z typem sympatyczne święta. A to już, patrząc po związkach, całkiem sporo. Funkcjonalnie, Double Trouble Doo Doo Bubble to 75 minut mocarnego, piosenkowego krypto-ambientu – leniwego i kojącego, o niewielkiej zmienności w obrębie kwadransa. Tego, cholera, niezgorsze!

RG: Nie złapcie się na pierwszy odsłuch! To największy grower tego sezonu, z pierwszym kontaktem wypełnionym rozkminką "czy każdy ma swoje Toro Y Moi czy może bardziej każdy ma swoje Waterloo?", przez następne przesłuchania sukcesywnie podnoszące ocenę, aż w końcu o ocieranie się o lekkie uzależnienie. Szkicowość tych kompozycji sprawia, że Double Trouble Doo Doo Bubble najlepiej się słucha w jak najbardziej prymitywnych warunkach: z głośniczkami laptopa lub głośnymi słuchawkami zawieszonymi na szyi. Potem człowiek szybko wpada w rozogniskowany rytm całego albumu powtarza za Kojotem, że "pushing marshamallows", "everybody is getting dumber by day, everybody is getting insane", "you're not cool" i wszystkie inne te pełne zawodu tekstowe hasełka, a po wpadnięciu można powiedzieć o zachwycie nad dużą częścią materiału, ale ale ale ALE. Double Trouble Doo Doo Bubble to jednocześnie najczęściej słuchany i niesłuchany przeze mnie ostatnio album. Siedemdziesiąt minut to za dużo by się skupić na podobnych siebie szkicach i zainteresowanie mimo wszystko mija. Na tej płycie są duże potencjalne pokłady zajebistości (znowu, "Pushing Marshmallow" ), ale dłużyzny ciągną cały album w dół w rejony (aż? tylko?) prawie-siódemki.

FK: Monumentalizm i ogrom dwupłytowości jak rzadko kontrastują z formą. Tak jak nie byłbym w stanie wytrzymać świadomie podwójnej dawki Causers Of This, tak skupienie odpływa ze mnie już na wysokości 3-4 piosenki z Double Trouble. Z całą stanowczością rozpływam się w świetnym, chwytliwym, rozmarzonym początku, a reszta dociera do mnie w strzępach, wybudzając się na "Lazy" – mój fetysz, którego nie potrafię uzasadnić (bo to fetysz). To, co napisali moi przedmówcy brzmi jednak jak najbardziej wiarygodnie.

Aleksandra Graczyk     Kacper Bartosiak     Filip Kekusz     Ryszard Gawroński    
8 kwietnia 2010
BIEŻĄCE
Adrian Ugowski feat. MFC & Pikers"Xanadu"
Flying LotusFlamagra