RECENZJE

Cool Kids Of Death
2006

2006, Sony BMG 4.4

Nowe Kulki to produkt. Tako rzecze pan Ostrowski, a mi nie pozostaje nic innego, tylko przejąć jego stwierdzenie, wykoślawić i wykorzystać. Do abordażu! Nie ukrywam, w zamyśle wyżej wymienionego owa produktowość ograniczała się do samej warstwy promocyjno-medialnej. Ale ja osobiście i na własne potrzeby rozciągam ją w paśmie, by objęła całe zjawisko o nazwie kodowej 2006. Oszustwo? Manipulacja? Nadużycie? A i owszem, z resztą czemu nie, to przecież recenzja Cool Kids of Death!

Trzeba przyznać że udał im się ten produkt, nie ma co! Te piosenki, punkowe, hałaśliwe, nie puszczaj ich mamie, tata też nie zrozumie, nie ten target. Dla nas wszystko jest na swoim miejscu, stare dobre Kulki. Wierzgające gitary spinane ostrogą basu i perkusji, czasem lekko smagane batem klawiszy. I dalej, galop, i przed siebie. Tak sobie poczynają singlowe "Spaliny", tak gna na złamanie karku "Skandal", czy "Hej Chłopcze". Jeśli zwalniamy, jak w "Jedz Sól", to tylko na moment, trzeba się zebrać przed przeszkodą, hop, i z powrotem na całego. Pod koniec toru mamy jeszcze odrobione miejsca, by zademonstrować parę sztuczek z ujeżdżania ("Człowiek Mucha"), trochę hałaśliwej woltyżerki ("Niebieskie Światło"), i cóż z tego, że nie robi to na mnie wrażenia, że wychodzi trochę cyrkowo? Jeśli ciągnąc tą hippiczną metaforę, to chyba tylko po to by stwierdzić, że jakiś ustawiony ten wyścig. Nie rusza mnie to, jest nieznośnie płasko, mało zaraźliwych melodyjek, bezczelnych gitarowych zagrywek. Chabeta nam wychodzi z tego rumaka! Wszystko wydaje się jednorazowe, chwilowe, niezobowiązujące. Hurra! – ogłaszam sukces, mamy produkt doskonały, nie zaprzątający uwagi. Kup, posłuchaj, zapomnij – tak to czytaj.

Ach, i jeszcze ta słynna produkcja. Biały człowiek wylądował na dziewiczym lądzie buzujących emocji. Wkroczył do mitycznej krainy na szczycie 11 piętra, wioski wściekłych dzikusów machających wyciosanymi z obsydianu riffami, wyjących w ekstatycznym uniesieniu, w rytm tam-tamów z automatu. Macie dobrodziejstwa cywilizacji – błyskotki, kolorowe szkiełka, handklapsy (a jakże, są w "100 Lat"), wokalne ozdobniki, bębny też wam nagramy – a co! – będzie fajnie. Ależ proszę, czcijcie dalej te wasze pogańskie bożki, byle z niezbędną ogładą, musicie się trochę zasymilować. No, powtarzamy: "God save the Queen". Pieprzony muzyczny kolonializm.

Teksty, co się z nimi stało? Kiedyś były odrębnym zjawiskiem, ryzykiem na stałe wkalkulowanym we wrzaski wokalisty. Piątą kolumną, na dwójce nawet nierzadko ciągnącą całą ofensywę. Desant za twoje linie świadomości, by siać spustoszenie i szerzyć defetyzm. Ale przecież nadal jest ostro, bezkompromisowo, aspołecznie i w ogóle anty, tak? Jak dla mnie coś się jednak zjebało. Spoważniałem? Być może. Dorosłem? Nie ukrywam, już muszę się golić – przykro mi, ale to chyba nie to. Wątpię żeby to była kwesta poddająca się dyskusji, godna analizy, "co poeta miał na myśli". Nie tędy droga. Sęk w tym, że ja nadal doskonale pamiętam tamte hasła, literki wycięte z kolorowych magazynów i naklejone na list: "Żądamy okupu, zapłać, wyślemy ci twoje zdjęcie z dzisiejszą gazetą, odetniemy ci ucho. Porwaliśmy cię. Słuchaj się nas. Spierdalaj". Nie, tego już nie ma, adresat nie ten, ucho też jakieś plastikowe. Nawet Wandachowicz inaczej się podpisał, we wkładce też go nie ma, mentalna dezercja zdaje się.

Wszystko zmierza ku przysłowiowemu "sprzedali się". Ale gdzie tam, kto miał się sprzedać, "kurwa na telefon"? Chłopaki chyba uwierzyli, że jednak się da, że urodzili się w Nowym Yorku, że czasem reklama nie kłamie. Ja, jeszcze mam wątpliwości. Zdaje się, że zostałem w nocnym autobusie z gumowym kebabem, otoczony zmęczonymi mordami. Tutaj jak zwykle znajdzie się jakiś podpity debil szukający w darciu mordy niepodważalnego dowodu swojej egzystencji. Nieporadny lowelas piłujący przaśne gadki na dziewczynie z rozmytym makijażem. Trochę śmierdzi, duszno, czystość plasująca się gdzieś w szarej strefie europejskich norm. Nawet chłopaczyna z przypinkami w klapie przybiera defensywne pozy, skrupulatnie układana fryzura leży w rozsypce, oj niezbyt to imponujące. Nocny linii 603, wiecie gdzie mnie szukać.

Paweł Nowotarski    
21 marca 2006
BIEŻĄCE
Adrian Ugowski feat. MFC & Pikers"Xanadu"
Flying LotusFlamagra