RECENZJE

Controller.Controller
X-Amounts

2006, Paper Bag 6.4

Regularne przekopki przez wirtualne stosy nowych piosenek z nowych płyt nowych zespołów o nic nie mówiących nazwach skutkują procesem powolnej transformacji mojej pamięci w książkę treścią korespondującą z atlasem Polski: każdy taki kawałek oznacza mały punkcik na mapie – bez znaczenia w szerszej skali, ale przydaje się gdy akurat tamtędy przejeżdżasz, czyli ktoś ci namecheckuje, a ty odpowiadasz: "Sprawdzone. Słabe. Posłuchaj tego i tamtego". Kuba proponował kiedyś, żeby te wszystkie kapele połączyły się w jedną, co rozwiązałoby niepotrzebne zamieszanie z koniecznością zaśmiecania mózgu. Pragnę się pod tym apelem podpisać i jednocześnie oświadczyć, że w moim przypadku taka reforma już się dokonała – entuzjastyczny college-rock zespołu Dupa całkowicie zlewa mi się z minimalistycznym hardkorem zespołu Gówno, co więcej nie pamiętam trzech liter z nazw ani jednej piosenki tychże zespołów, a nawet nazw samych zespołów przez co pod wszystkie jestem zmuszony podstawić wymyślone nazwy Dupa lub Gówno, ewentualnie Gówno Dupa, Dupa Gówno albo Marcin Rozynek.

Istnieją jednak wyjątki. Omawiany u nas obszernie przy okazji EP-ki History Controller.Controller na papierze powinien dołączyć do wyżej opisanego zbioru, jako że jakikolwiek element wyróżniający piątkę Kanadyjczyków spośród licznego grona nowofalowo-post-punkowych załóg jest trudny do uchwycenia. Hooki spełniają oczekiwania, nie trzepiąc jednak w najmniejszym stopniu po głowie, produkowane zresztą nie pod kątem przygrzania, a raczej chłodno, sterylnie i elegancko. Wokal Basnayake zdradza pokrewieństwo ze Sleater-Kinney, natomiast zamiast spontanu i eksplozji mamy raczej równo skrojone i monotonne kompozycje w klimacie, skłaniającym się do zawczasu okrzepłych i stępiałych Pretty Girls Make Graves (tych z New Romance). Nie czuć podskórnego wkurwienia, że coś zaraz może pierdolnąć, ani ukrytego potencjału, że jak kiedyś przysiądą to wyjdzie coś zajebistego (to wrażenie stale i niezmiennie towarzyszy przy okazji lektury kolejnych krążków TV On The Radio).

Ten fenomen wyjaśniam sobie takim blues-rockowym słowem "rasowość". Pozbawione chwytliwości hooki Controllera są jednakowoż stylowe, by nie rzec "szlachetne", a autorzy X-Amounts wypadają na tle setek podobnych drużyn jak rasowy rasowy rasowy band, no. Lepiej tego nie wytłumaczę. Podczas gdy inni zdobywają Everesty niczym nasza Wojciechowska, by chwilę później "stoczyć się na samo dno" jak Leszek Żukowski lub spaść "w pomruki znaczeń, w niedorzeczności" wzorem podmiotu lirycznego piosenki "Spadam", Controller gra sobie jakby od niechcenia (a przecież w rzeczywistości bardzo starannie, to słychać), i nic w tym nie ma jarającego choćby przez chwilę (dobra, ostatecznie "City Of Daggers"), tylko że żaden dźwięk poniżej 6.0 nie schodzi. Dołączmy jeszcze całkowicie nieinwazyjną produkcję, pozwalającą jedenaście identycznych piosenek złożonych z mało oryginalnych motywów puścić w backgroundzie bez męczenia buły.

Michał Zagroba    
23 sierpnia 2006
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Indie
Car Seat HeadrestTwin Fantasy