RECENZJE

Coldplay
X & Y

2005, Parlophone 2.5

Pamiętam, że Coldplay dało się kiedyś znieść. Na ich małym, nieśmiałym debiucie były dobre piosenki ("Don't Panic", "Trouble", "Shiver") w stylu "Travis, ale dobry". Dobrze się sprzedało i nagrywając drugą płytę byli już odważnym stadionowym zespołem. Hooki się stępiły, produkcja mnie irytowała (wszystko do przodu i jak największe), ale momentami jakieś guilty pleasure się zdarzało. Nie tym razem. Płyta jest taka, jak zapowiadał nijaki singiel "Speed Of Sound". Nawet ten kawałek się tu wyróżnia. Chłopaki rozkminili produkcję, ale piosenki chyba doczepili do niej w ostatniej chwili. Najlepsze (czyli średnie) piosenki ("White Shadows", "Talk") to stary Coldplay w wersji rozcieńczonej. Pełno jest absolutnie niemożliwych do zapamiętania, schematycznie koldplejowych ballad (okropne "What If"). Najgorsze są chyba tracki składające się z samych efektów studyjnych, pod którymi brak treści – sprawdźcie (chociaż nie, nie sprawdzajcie) otwierający "Square One". Dobrych kawałków brak. Płyta ofensywnie nijaka, a następna to już może być 0.0 i Sting.

Łukasz Konatowicz    
14 września 2005
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie