RECENZJE
Cloud Nothings

Cloud Nothings
Here And Nowhere Else

2014, Carpark 6.8

Albini już dziś nie gotuje ani nie zabawia się scrabblami. Wartę przejął John Congleton, a Dylan Baldi – lider Cloud Nothings – potwierdza swoją songwriterską sprawność. Jednocześnie Here And Nowhere Else korzysta z usług doktora Emmetta Browna i próbuje przenieść nas w przeddzień sukcesu Nevermind, zanim jeszcze J Mascis musiał uznać kulturową wyższość Kurta Cobaina. Witamy w 1991 roku! Green Mind Tour trwa w najlepsze, a Nirvana gra energetyzujące supporty przed Dinosaur Jr.

Dokładnie z takiej najntisowej estetyki alternatywnego rocka czerpią garściami hałasujące, punkowe młokosy, o których w muzycznych środkach masowego przekazu zrobiło się głośno za sprawą Attack On Memory. Trio z Cleveland przeprowadza syntezę może nie szczytowych, ale bez wątpienia istotnych osiągnięć gitarowych ascendentów. Druga fala post-hardcore znajduje tutaj wspólny język z doprowadzonym do perfekcji przez Dino Jr. balansem poziomem natężenia dźwięku. Spokojniejsze, introwertyczne partie urządzają sobie efektowny slalom między gwałtownymi, agresywnymi przyspieszeniami. Wszystkie osiem ścieżek stanowiących treść Here And Nowhere Else cechuje zdecydowana dominacja perkusji, wyznaczającej linię melodyczną. Finalny mastering uczynił z Jaysona Gerycza cichego bohatera płyty, dając tym samym do zrozumienia, że Cloud Nothings nie jest zaledwie tworem-półśrodkiem mającym służyć Baldiemu do podbudowania własnego ego i zaspokojenia niespełnionych, garażowych ambicji z czasów, w których miłość do muzyki dzielił tylko z apple'owym softem obsługiwanym przez iOS, a stanowi dziś pełnoprawny zespół – band z krwi i kości. Kapelę, której grunge'owe ekscesy i pobrzmiewające echa zmodulowanego In Utero malują pierwszą tak wyraźną cobainową reinkarnację. Ponadto, studiując warstwę liryczną autorstwa Dylana, Kurt bez wątpienia napawałby się dumą z chrześniaka.

Nieco ponad półgodzinna gonitwa tak się zaczyna, jak się skończy – z wysokiego C, acz niezobowiązująco. Krótka płyta na długie, upalne dni. Hook na hooku, rozstrojony riff na rozstrojonym riffie. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że w chwili obecnej nikt nie robi bardziej melodyjnego, oswojonego punku niż Cloudsi, nie rezygnując przy tym z elementów brudnej, roztrajkotanej stylistyki, czego przykładem jest "Psychic Trauma" – zdecydowany highlight omawianego LP. Kompozycja odkrywająca przed słuchaczem wszystkie przymioty Here And Nowhere Else – krótki czas trwania, mieszaninę charczącego, krzyczanego wokalu z tym jego łagodniejszym obliczem, niemal linearną zmianę tempa oraz omawianą już wyżej imponującą pracę bębnów i talerzy. Warto również pochylić się nad najbardziej poppunkową piosenką na albumie. Outro w postaci "I'm Not Part Of Me" to takie podejście do formuły przebojowego grania niszowych radiostacji, którego w całej rozciągłości zabrakło tegorocznym quasi-debiutantom z The Hotelier. Ochrzczony przez swoją atrakcyjność i przystępność mianem "numeru-pułapki" twór, nad którego brakiem w ogólnym czasie antenowym wszelakich rozgłośni szczerze ubolewam, byłby znakomitym, bardziej wartościowym muzycznie urozmaiceniem dla niejednej zorientowanej na tego rodzaju granie audycji. Po co Green Day, po co Offspring, gdy na horyzoncie jawią się alternatywne możliwości.

Żeby jednak nie było, że to modelowa bezkrytyczna recenzja, pragnę zwrócić uwagę na jeden zasadniczy mankament – niepotrzebne, snujące się zakończenie "Pattern Walks". Średnio-nisko nastrojone gitary w pierwszej części zdecydowanie sprawdzają się w tym wydaniu, ale naniesiony reverb odrzuca i przywołuje na myśl najgorsze, najbardziej statyczne momenty z niekoniecznie ubóstwianego przeze mnie Attack On Memory.

Na zakończenie pragnę przypomnieć tylko, że Dylan Baldi ma w chwili obecnej dwadzieścia dwa lata, głowę pełną pomysłów, niezaprzeczalny songwriterski talent i z wydawnictwa na wydawnictwo czyni jawny progres. Jeśli utrzyma tempo, kolejny krążek nie będzie już tylko "bardzo dobry", a zmieści się w porcysowych podsumowaniach rocznych. Tego życzę i jemu, i sobie – ściskającemu kciuki kibicowi.

Witold Tyczka    
11 października 2014
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Indie
Car Seat HeadrestTwin Fantasy