RECENZJE

Cloud Nothings
Attack On Memory

2012, Carpark 6.5

W dniu wydania Attack On Memory Steve Albini nie gotował. Za to cztery dni później napisał na swym blogu: "I used to make gnocchi all the time. I don't know why but I fell out of the habit. Feeling a twinge of nostalgia…" Cały przepis? Oto notka autora:

"Obudziłem się dziś wczesnym rankiem z uczuciem dojmującego głodu. Głównie za tym, co minione. Chociaż kolacji też wczoraj nie zjadłem. Wiecie, słyszałem ostatnio ciekawy album, który przypomniał mi o paru sprawach. Przede wszystkim: kopytka! – ale to nie wszystko. Zdziwiło mnie, że we wkładce zapisano moje nazwisko. Nigdy wcześniej nie słyszałem tych utworów. Myślałem, że podkręcam tylko moje stereo, żeby hałas za ścianą nie przeszkadzał mi grać w scrabble. Układałem wtedy całkiem trudne słowo: "emo", które momentalnie zapewniło mi zwycięstwo w partii. O zespole coś tam kiedyś słyszałem. Nudnawy jak, nie przymierzając, flaczki z olejem. A tutaj…serwują całkiem inne danie! Na początku głównie drapieżne anty-hymny. Też grałem. Trochę podniosłość Unwound w krzyczanych fragmentach. W ogóle "No Future/ No Past" – chyba najgorszy tytuł od czasów Post-Nothing. Jeszcze nie wychodzi młodzieży. Ale przy "Wasted Days" serio się popłakałem. Kroiłem właśnie cebulę na zasmażkę. Wielowarstwowy kawałek. Nawet Wrens się tu pławią w tłuszczyku instrumentalnego wrzątku. Niektórzy napiszą: Slint, ale nie będą mieć racji. Coś o tym wiem. Zaraz potem musiałem sięgnąć do zeszytu. Chyba przepis się nie zgadzał. Zamiast tego machinalnie odtworzyłem Diary. Tak chyba należy umiejscowić ten zwrot na "Fall In". Może też Promise Ring bym wrzucił do jednego garnka. W tym miejscu napotykam odwieczny dylemat: pieprz czy wanilia, na słodko czy na ostro? "Stay Useless" – useless? Był taki krążek Kitchen On Fire. Całkiem dobrze się przegryzło. Chwalę gościa, który tutaj stroi talerze. Zakończenie płyty skromne, niepozorne, lecz przecież takie właśnie są kopytka, wyglądają jak sto nieszczęść, a jednak już pierwszy kęs sprawia, że człowiekowi ciepło robi się na sercu a w oku kręci łezka. Na koniec może opowiem jeszcze dowcip, którym rozbawiliśmy publikę na koncercie w Polsce (pierożki!): leci Polak do nieba i spotyka po drodze spadającego w dół Włocha. Makaroniarz: Hej, wiesz może jak się obsługuje spadochron? Polaczek: Nie, a ty wiesz jak obsłużyć gazowego grilla? [O tym, ze ja wiem będziecie mogli przeczytać w sobotę, mięso już się marynuje]. W tym problem, że chłopaki potrafią obsługiwać też spadochron. Kiedy już myślałem, że buchnie ogień i całość uniesie się w powietrze przy aromacie surowego, krwistego burgera pieczonego na pełnym gazie, na stół wjechała wersja light, też smaczna, lecz będąca jednak substytutem lądowania na cztery łapy. Nie wiem czy ma to sens? Na razie nie mam czasu sprawdzić. Jem obiad."

Wawrzyn Kowalski    
13 lutego 2012
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie