RECENZJE
clipping. - CLPPNG

clipping.
CLPPNG

2014, Sub Pop 6.4

Sporo grubego zagranicznego hip-hopu tego lata w Polsce. Tak, Jurassic 5 dali genialny koncert. Outkast zapewne też, ale nie dosłyszałem. PuszaTy pokaże klasę, ale jednak na Open'erze. Earl zapewne będzie miał problem Kendricka z zeszłego roku - jest niski, nie ma zespołu, więc nie poradzi sobie z rozmiarami sceny, ale zagra "Hive" i to jest najważniejsze. Przyjedzie jeszcze zapewne mnóstwo gwiazd undergroundu, których obecność skojarzę dzień po. Danny Brown to Danny Brown. Na Offie wjedzie Le1f, który jednak raczej nie przebije Mykki Blanco z zeszłego roku. I jest jeszcze clipping. - zapowiedziane przez organizatorów w marcu, pomiędzy Protomartyr i i Wolf Eyes, dość mimochodem, ale może się okazać, że będzie to najciekawszy, najbardziej angażujący koncert w tym sezonie. Może ale nie musi, dodajmy, bo druga opcja jest taka, że doświadczenie będzie to okrutne, do odruchów wymiotnych włącznie.

Bo clipping. się, moi kochani, nie opierdalają. Na swoim poprzednim pełnym wydawnictwie, Midcity, producenci William Hutson i Jonathan Snipes przygotowali miks głośnego pojebaństwa, przywołujący na pierwszy rzut ucha Death Grips - nie w kategorii estetyki (jakże złę jest to słowo w tym zdaniu), ale bardziej odrzucania słuchacza. Płyta, otagowana m.in. jako "harsh noise" w bardzo wielu momentach była zupełnie niesłuchalna (pierwszy utwór po intro nazywał się "Loud" i nie może być bardziej czytelnej wskazówki co do głównej cechy podkładów), składała się z metalicznych i mechanicznych trzasków, gdzieś tam ewokujących klimaty z wczesnego Ministry, czy remiksy Nine Inch Nails z Fixed. W stronę słuchalności ciągnął MC Daveed Diggs, dysponujący szybkim aparatem mowy, najwyraźniej sporą wiedzą o hip-hopie z zeszłych dwóch dekad i ciągotami w stronę gangsta. Mimo wszystko uśmiechów do słuchacza nie było. Nawet fragmenty melodyjne i wygładzone przecinane były przesterem, którego widmo w każdym programie do emisji dźwięku wyglądałoby jak klocek. A w międzyczasie zaplątał się minutowy skit, który składał się w ponad połowie z wrzynającego się w mózg, wibrującego, okrutnego pisku. Było to wszystko nieznośne, męczące, kłopotliwe i na tyle zajebiście pomyślane, że teraz wydaje ich już Sub Pop.

Ale Sub Pop to nie żadne undergroundy, tylko drobna sprzedaż oficjalna, tanie klipy, dziwki ze wschodu i koks z żarówki, więc i brzmienie zespołu nieco wyszło na przeciw sympatykom Afghan Wings czy Washed Out (no i Shabazz Palaces niech im będzie). Tak można wywnioskować, bo - biorąc pod uwagę poprzedni akapit - tutaj mamy do czynienia z łagodnym popem, wciąż budowanym na dźwiękach z fabryki, tyle że nie Dacii, ale raczej Apple'a. A i są fragmenty, które spokojnie sprawdziłyby się na playlistach telewizji muzycznych, gdyby takowe jeszcze istniały. Bit do singlowego "Work Work" skonstruowany z odgłosów łyżeczek na delayu, jest jedną z najbardziej chwytliwych rzeczy od miesięcy, "Summertime" kojarzy mi się z tą schyłkową odsłoną Beastie Boys, choć nie potrafię powiedzieć, a minimalistyczne "Dream" jest jakże trafną oprawą muzyczną bardziej kameralnych snów. Straszliwie kręci mnie "Tonight", które, dzięki delikatnemu autotune'owi w refrenie, na sekundę zmienia się w barową balladę, zwiastującą solidne obijanie ryja. I "Inside Out", bo jest śmieszne. Jeśli chodzi o dźwiękową wyobraźnię CLPPNG wyprzedza Midcity, a także bardzo wiele nagrań z ostatnich miesięcy, o kilka długości.

Trochę nie wyrabia się Daveed Diggs. W historyjkach, rymach i rytmach częściej słyszę jego starszych, bardziej uzdolnionych kolegów, niż jego samego. To trochę jak z tym teledyskiem do "Work Work": z jednej strony fajnie, że przypomina się American History X, ale z drugiej potem oglądasz American History X i już nie chcesz patrzeć na teledysk. Kiedy jeszcze odniesienia podawane są w sposób żartobliwy (Ludacrisowe "What's Your Fantasy?" we wspomnianym "Tonight") to spoko, ale czasem raper chyba nie zdaje sobie sprawy, że to, co wymyślił, wymyślił wcześniej już ktoś inny. Szczęśliwie ratuje się kombinowaniem i nieoczywistym poczuciem humoru. "The existence of this voice implies he made it / And often keeping a G in the face of a world leading a kumbaya / Ali boom ba yay / Got that 'oh my ya' / Chemotherapay". Ot i co.

clipping. to okrutnie ambitny projekt, którego twórcy chcą wywracać nasze spojrzenie na hip-hop. Na Midcity próbowali to wymusić, chlastając kablami po uszach. W 2014 roku usiedli po drugiej stronie stołu i zaczęli z nami rozmawiać. Warto rozmawiać.

Filip Kekusz    
28 lipca 2014
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie