RECENZJE

Clientele
God Save The Clientele

2007, Merge 7.2

Jeżeli na jakąkolwiek płytę w tym roku czekałem, to na nowy album Clientele.

Jeżeli jakikolwiek longplay nie zawiódł w tym roku moich oczekiwań, to właśnie ten.

Jeżeli jakikolwiek spośród wydanych w tym roku albumów wlał w moje serce nadzieję, że może wcale nie żyjemy w czasach, w których liczą się jedynie single, to God Save The Clientele.

Jeżeli o jakimkolwiek artyście mógłbym napisać, że z uwielbieniem spijam słowa z jego ust, to o Alasdairze MacLeanie, wokaliście brytyjskiego kwartetu.

Jeżeli o jakiejkolwiek artystce mógłbym napisać, że się w niej platonicznie i beznadziejnie podkochuję, to o blondwłosej Mel Draisey, nowej skrzypaczce i pianistce Clientele.

Jeżeli....

I mógłbym tak długo, naprawdę. Od momentu kiedy po raz pierwszy usłyszałem nowe utwory Clientele na kameralnym koncercie jesienią ubiegłego roku wierzyłem, że Strange Geometry doczeka się godnego następcy. Tak też się stało: tegorocznym "Since K Got Over Me" jawi się promujący płytę numer "Bookshop Casanova" odgrywany na żywo jako "Disco Song". Rzeczywiście najmocniej "taneczna" i najbardziej przebojowa rzecz w katalogu zespołu. Piosenka z tytułem będącym jawnym żartem z przymiotnika "literacki", jakim tak często określa się ten band. I z miłosnym refrenem, jakiego nie powstydziliby się Lennon z Maccą. Na pewno nietypowy utwór jak na Clientele, zresztą nie on jeden na tej płycie.

Weźmy choćby numer otwierający krążek - "Here Comes The Phantom". Pozornie zdaje się, że tak optymistycznie londyński zespół jeszcze nie brzmiał: "My heart is playing like a violin" wyśpiewuje Alasdair melodyjnie jak nigdy dotąd. Weźmy tytuły: "These Days Nothing But Sunshine", "Carnival On 7th Street". Zaskakujące jak na grupę dotąd kojarzoną z melancholijnymi piosenkami o niespełnionej miłości i samotnych wieczorach spędzanych na spacerowaniu w deszczu i rozmyślaniu o dziewczynie, która odeszła i zapewne już nie wróci. Bez obaw, Alasdair nie byłby sobą, gdyby nie zaśpiewał "It's gonna be a lonely, lonely day" w "The Queen Of Seville", jednym z najpiękniejszych fragmentów płyty. Utwór ten przypomina, że Clientele to jeden z nielicznych zespołów potrafiących w obrębie krótkiej formy jaką jest popowa piosenka zawrzeć tak wiele prawdziwych, nieprzerysowanych słów o miłości czy tęsknocie. Słów, które każdy chciałby wypowiedzieć, ale mało kto umie, bo tylko wybrani posiedli ten dar co Alasdair. Dar oryginalnego mówienia o rzeczach, o których śpiewano już setki tysięcy razy, co więcej - o których przecież sam MacLean napisał już niezliczoną ilość tekstów. "Love, I gotta go, 'cause there is no place in this world for me no more" śpiewa wokalista w "The Queen Of Seville" i już wiemy, że wciąż pozostajemy w tej sferze, gdzie szczęście jest czymś ulotnym, chwilowym. Że "Happiness just comes and goes" jak we wspomnianym openerze, który przy bliższym wsłuchaniu okazuje się nie być wcale tak radosny, jakim się początkowo wydawał.

Obecne są na tej płycie także inne wątki, które Alasdair podejmował już wcześniej w swojej twórczości. Poprzedni album zachwycał melorecytowanym "Losing Haringey", w którym MacLean z nostalgią wspominał czasy, gdy był nastolatkiem. Tegoroczne wydawnictwo oferuje podobnie szeptane "The Dance Of The Hours", w którym lider Clientele sięga jeszcze głębiej w przeszłość. Tym razem do czasów, gdy jako mały chłopiec znalazł w ogrodzie figurkę średniowiecznego rycerza. Z pozornie błahego wydarzenia rodzi się urzekająca opowieść o dzieciństwie i wyobraźni opowiedziana jak zwykle u tego tekściarza w sposób niezwykle plastyczny. Nic zresztą dziwnego, MacLean jest nie tylko muzykiem, lecz także maluje, cała szata graficzna God Save The Clientele jest jego dziełem.

Muzycznie to wciąż w zasadzie ten sam zespół, którym zauroczyłem się wiele lat temu. Dodanie do składu Mel spowodowało jednak, że nieco wyraźniej słychać skrzypce, a pianino częściej wysuwa się na pierwszy plan. Nowością jest pojawiający się gdzieniegdzie pedal steel, co nie zaskakuje, skoro album nagrywany był w Nashville z producentem grupy Lambchop Markiem Neversem i przy udziale multiinstrumentalisty Wilco i Autumn Defense Pata Sansone'a. Za aranżację smyczków odpowiedzialny jest ponownie Louis Philippe, który czyni cuda w "From Brighton Beach To Santa Monica". W tej piosence zachwyca ponadto wokalna symbioza Alasdaira i Sansone'a, która przywodzi na myśl najlepsze dokonania Simona & Garfunkela. Z kolei w intymnym "No Dreams Last Night" liderowi Clientele towarzyszy znana z grupy Pipas Lupe Núñez-Fernández, która szeptem idealnie dopełnia śpiew MacLeana.

Do najwspanialszych momentów krążka wypada zaliczyć na pewno closera zatytułowanego "Dreams Of Leaving". "Don’t be afraid of dreams of leaving / Remember they are only dreams / They have no meaning in the sunlight / Just the same as you and me" śpiewa swym delikatnym głosem Alasdair przy akompaniamencie hiszpańskiej gitary i filmowych, melodramatycznych smyczków. Jest czymś znamiennym, że grupa zamyka album piosenką tak piękną, że wydaje się ona być czymś wręcz nierealnym. Kto wie, może to wszystko się tylko śni? Przecież dziś już nie ma takich zespołów jak Clientele.

Tomasz Waśko    
27 czerwca 2007
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie