RECENZJE

Clearlake
Amber

2006, Domino 5.3

Członkowie Clearlake, gdy ponad rok temu rozmawialiśmy z nimi w upojnej toalecie warszawskiego klubu, zapowiadali premierę Amber na czerwiec zeszłego roku. Pomimo półrocznej obsuwy, follower Cedars wyszedł i tak za wcześnie; po dłuższej abstynencji od zespołu może łatwiej byłoby przełknąć jego nie do końca udany powrót. Podczas wspomnianej rozmowy muzycy twierdzili, że do ich nowego krążka będzie można potańczyć. I owszem, jest trochę innowacji w założeniach, które postawili przed sobą ci sympatyczni Angole. Zionie im teraz z gardzieli ostrzej, co zbliża do Mansun, jest też zarazem więcej arystokratycznego, chciałoby się powiedzieć, mroku Radiohead. Właśnie, Fab Five to pierwszy cierń nie pozwalający słuchać tej płyty z taką przyjemnością, na jaką miało się nadzieję.

Clearlake zbyt często powołują się na Kid A czy też Amnesiaca, kalkując na przykład za jednym zamachem (w utworze tytułowym) pejzaż wstępu do "Life In A Glasshouse" oraz cierpiętniczą atmosferę niemal żywcem wyjętą z drugiego "Morning Bell". Często pojawiające się, zamulające nastrój smyki jawią się jako środek mający doprowadzić do jednego, mającego coś wspólnego z Oxfordem, hyhy, celu. Ten postępujący brak samodzielności ze strony kapeli pieprznąłbym pewnie w kąt, mydląc wam oczy zachwytami nad tekstami Pegga, gdyby nie druga przeszkoda, tak kochana przez nudę, a przeze mnie nie do zamaskowania. Uff, niech odetchnę z ulgą, że nie przeczyta (a na pewno nie zrozumie) tego mój stary druh i przyjaciel z wojska Jason, bowiem stwierdzam, ze strasznie skiepścił mu się songwriting. Pamiętając serie majstersztyków z Cedars połowę nowych piosenek grupy pragnie się cisnąć o kant dupy. Singlowy "Neon" to połajanka kanciasta, Krzysiu, za sprawą harmonijki przywołująca country-rocka, czy raczej countro-rocko, mające się nijak do tego, w czym zespołowi do twarzy. Nie no przesadzam, poirytowany wręcz późno-Oasisowym przeciętniactwem tych niecałych czterech minut. Ale kolejne niekoniecznie są lepsze.

"Good Clear Fun" spaja powieki graniem tego samego motywu all day long. Niezgorszy on, ale domaga się atrakcyjniejszego towarzystwa niż oklepane, delikatne arpeggia. Brak natchnionej iskierki bije również z ballady "Dreamt That You Died", mdłego przedłużenia "Wonder If The Snow Will Settle". Nietknięta dotąd przez mój opis reszta tracklisty prezentuje się już lepiej, jak na przykład "Here To Learn", zbudowany o riff ostry, duszny, hutniczy, przywołujący (w kontekście całej płyty – po raz kolejny) Black Rebel Motorcycle Club. Jak widzicie przesunęli się Clearlake ku trendom, co przysporzy (i już przysparza) im pozytywniejszych recenzji w niekumającym dotąd poczynań grupy Albionie. Mimo to wielkiej kariery raczej nie zrobią. (Co wyczuło też Domino, fundując im zupełnie amatorski klip do "Neon", którego ze wstydu nie puszczałby nawet nasz 4 Fun.) Clearlake bowiem nie wyzbyli się do cna swojej dostrzegalnie oryginalnej, ale generalnie odrzuconej tożsamości, i – co ciekawe – dla mnie to największy plus albumu, przywołujący ulubione Cedars niekiedy bardzo silnie (closer!). Niestety ledwie solidność większości materiału wyznacza jako niezbyt wysoki poziom, na wysokości którego paliwo się kończy a słońce zachodzi.

Jędrzej Michalak    
7 marca 2006
BIEŻĄCE
Adrian Ugowski feat. MFC & Pikers"Xanadu"
Flying LotusFlamagra