RECENZJE

Classixx
Faraway Reach

2016, Innovative Leisure 7.1

Tego lata Classixx znowu są do naszych usług. Nie ma mowy o sprzeniewierzeniu się filozofii tropikalnego nu-disco – Tyler Blake i Michael David stawiają na sprawdzone środki przedstawione w pełni na debiutanckim Hanging Gardens. Dobrze wiecie, na czym to polegało: beztroskie tańce na balearycznej wyspie zostały zmaterializowane w przebojowych singlach, do tego kilka bardziej wychillowanych momentów, w całej tej imprezie znalazło się też kilka interesujących postaci pomagających w rozkręceniu zabawy. Na tegorocznym Faraway Reach duo z LA jest jeszcze bardziej gościnne, ale zamiary ma dokładnie takie same. Chłopaki chcą podarować nam jeszcze więcej słońca i jeszcze bardziej uprzyjemnić wakacyjny czas.

Co przemawia za tym, aby wybrać się na melanż serwowany przez Classixx? Dla mnie kluczowe są dwie sprawy. Po pierwsze mają jakiś dar do układania zabójczo fruwających melodii, do konstruowania bezczelnie przyjemnych motywów, które aż chce się chłonąć. Druga sprawa "to są właśnie te detale" (Hajto), czyli niebywale drobiazgowa, sterylna i nosząca znamiona jubilerskiej dokładności produkcja. Tracki można oglądać pod mikroskopem i do woli zachwycać się maleńkimi deseniami skrytymi w wielopłaszczyznowym miksie. Chwilami takie granie budzi skojarzenia z Basement Jaxx, bo to właściwie bardzo podobny vibe, tylko przystosowany do obecnego czasu i skroplony tropikalnym olejkami. Tak czy inaczej, z takimi walorami po swojej stronie pozostaje już tylko umiejętne rozłożenie akcentów.

Może zaczniemy od potencjalnych hitów. Największym killerem (analogicznie do "All You're Waiting For" z debiutu) wydaje się kolabo z Alexem Frankelem z Holy Ghost w "I Feel Numb". To porcja disco trzęsąca już w chwilę po starcie, ale tak to jest, gdy sieknie się obłędny refren w duchu potężnych, dance'owych bomb Chaza Jankela. Innym kandydatem będzie "In These Fine Time", gdzie De Lux staje się przewodnikiem po zefirowo-balearycznych przestrzeniach. "Safe Inside" z Passion Pit nabiera szybszego tempa, ale tropikalia bitu nie pozostawiają złudzeń, że Blake i David znowu atakują Twoją plejlistę na lato. Przy "Just Let Go" robią to nawet odrobinę zbyt nachalnie – nie mam nic przeciwko syntezatorowym łańcuszkom rozwieszonym po całym utworze, ale refren z falsetem Toma Krella to trochę zbyt przezroczysta celebracja kojarząca się raczej z niższej jakości towarem, jaki można znaleźć w komercyjnych rozgłośniach.

Ale "Eyes On Me" z Harriet Brown sprawia, że zapominam o sprawie. Błogie songwriterskie operacje ubrane w orzeźwiającą szatę produkcji załatwiają sprawę, a najfajniejszy jest tu skręcony jak listki lukrowej różyczki motywik na 1:55 – palce lizać. Również house'owy "Ndivile" chce powalczyć o chwilę sławy i choć ma ku temu warunki, to jednak nie mieści się podium. Na końcu zestawu melduje się podszyty dancehallowym pulsem "Whatever I Want" gdzie T-Pain częstuje autotune'owym śpiewem. I w tym miejscu przypomniała mi się stara Groove Armada i jest to raczej miłe wspomnienie.

Teraz przyszła pora na teoretycznie mniej singlowe oblicze Faraway Reach. I tu można zestawić otwierający "Grecian Summer", którym już jakiś czas temu zachwycałem się jak truskawkowym sorbetem, oraz "Pure Distraction", brzmiącym jak pociągnięcie wątku openera. Oczywiście takie balearyczne (stanowczo za często pada w tej recenzji to słowo, ale co poradzę) chwile relaksu nie są nowością w katalogu Classixx – weźmy chociażby "Dominoes" i zauważymy, że takie zależności świadczą o doskonale sequelowym charakterze drugiego LP, co absolutnie mi pasuje. Wreszcie pozostały dwa utwory, które również można spiąć i ustawić obok siebie. "The Dissolve" oraz closer "A Mountain With No Ending" to dwie kojące dawki slow-dance'u osadzone niemal w ambientowej teksturze tła. Przyznam szczerzę, że nie wracam do nich często, ale mimo to spełniają swoją rolę: urozmaicają stylistykę krążka i dają nieco wytchnienia od czających się na każdym kroku, nieugiętych sztosów. Więc jeśli szukacie czegoś skrojonego pod letni wypoczynek, to Classixx wychodzą Wam naprzeciw ze swoim drugim albumikiem. Kosztujcie, póki słońce bangla w zenicie.

Tomasz Skowyra    
18 lipca 2016
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie