RECENZJE

Class Actress
Rapprocher

2011, Carpark 6.3

Ekscytuję się projektem Class Actress. Sama jego idea, estetyka, wyjściowe założenia. Pisałem o tym tu i tu. Zeszłoroczna EP-ka Journal Of Ardency była słodką obietnicą, nawet trochę jej spełnieniem (dwadzieścia parę minut to sporo jak na EP-kę, nie?). Obietnicą synth-popu z sercem i z seksem, z anglo, germano i italofilskimi kawałkami, i z Elizabeth Harper, która śpiewa jak królowa śniegu, ale śpiewa, że chce sięgnąć do twojego złamanego nastoletniego serca. Twojego, chłopaku.

Długogrający album Rapprocher niestety nie uwodzi (mnie) tak skutecznie. Harper ze swoim partnerem Markiem Richardsonem (nie tym Markiem Richardsonem) nagrała płytę, korzystając z tych samych patentów. Ale hasło przewodnie to "mniej" – jest mniej intensywnie, mniej seksi, mniej chwytliwie, mniej disco, mniej romantycznie. I, ok, Rapprocher brzmi bardziej profesjonalnie i konwencjonalnie. Gdzieś zatraciła się duża część wyrazistości. Nie ma tu nic tak słodkiego jak "Adolescent Heart". Nie ma długiej syntezatorowej ekspozycji jak ta w "Someone Real". Są równe, także pod względem długości, trochę zlewające się ze sobą kawałki.

Na szczęście poziom piosenek jest dość wysoki, to synth-pop wysokiej próby. Dwie pierwsze piosenki – "Keep You" i "Love Me Like You Used To" – mają chyba największy komercyjny potencjał ze wszystkich numerów Class Actress. Są chwytliwe refreny, są mocniej niż kiedyś brzmiące bity. I są znane z Journal zgrzytliwe, celowo "tanio" brzmiące syntezatory i śpiew Harper, która co chwila chce rządzić parkietem ale często wycofuje się na pozycję wrażliwej nimfy. Wspominałem jaka to jest dobra wokalistka? Jej głos, charyzma i interpretacje ratują nawet mniej ciekawy materiał. Gdyby ktoś inny śpiewał w "Limousine" czy "All The Saints", to powiedziałbym może, że to nudnawe kawałki. A tak powiem, że są dyskretnie uwodzicielskie.

Dla paru momentów nie trzeba szukać żadnych usprawiedliwień, chwilami na Rapprocher po prostu wszystko działa świetnie. Głownie w dwóch najgroźniejszych kawałkach – "Need To Know" jest niemal gotyckie i ma refren, który tnie jak szkło, "Missed" jest jak złowroga wersja czegoś z albumu Katy B. I oto największa korzyść z tej płyty – dowiadujemy się, że Liz może być po prostu zła i okrutna w efektywny sposób. Mazgajów pocieszy urocze "Bienvenue", dość bliskie "Adolescent Heart".

Nie jest źle, nie jest ani trochę źle. Rapprocher zostało zrobione pewną ręką. Członkowie duetu mają na półkach bogate kolekcje popu z lat 80. (główne inspiracje: Human League, Depeche Mode, wczesna Madonna), ale ich muzyka nigdy nie brzmi jak kanibalistyczny revival czy fanowskie karaoke. Oczywiście pomaga zabójcza frontwoman z osobowością, mózgiem i seksapilem. Mam nadzieje, że ich produkt sprzeda się dobrze. I mam nadzieję, że nagrają jeszcze kiedyś coś zaskakującego.

Łukasz Konatowicz    
10 listopada 2011
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie