RECENZJE

Clap Your Hands Say Yeah
Clap Your Hands Say Yeah

2005, Clap Your Hands Say Yeah 6.8

PFM rozpływa się w dziewiątkowych zachwytach, znajomi przebąkują coś, że niby nowy Funeral, tylko świeższy i mniej rozdmuchany, a zarazem ciut lepszy. Dlatego też pierwotna wersja tego tekstu miała być kilkuakapitowym artykułem, w którym zagłębiam się w moją (lekko odosobnioną na serwisowych łamach) fascynację debiutem Arcade Fire, po czym, zachwycony pełną realizacją kanadyjskich pomysłów w wykonaniu piątki nowicjuszy z Brooklynu, wspominam coś o ścisłej czołówce roku, jeśli nie samym numerze jeden. Nic z tych rzeczy, bowiem self-titled Clap Your Hands Say Yeah (może poza kilkoma fragmentami), do Funeral po prostu się nie umywa.

Nie chodzi bynajmniej o ten leciutki, naprawdę bezpretensjonalny klimat całości, czy oddaloną lo-fi produkcję; te elementy działają jedynie na korzyść albumu. Sęk tkwi w samych kompozycjach: brak tu takich wymiataczy jak "Neighborhood #1", mogących spokojnie ciągnąć za sobą resztę płyty, łagodząc znużenie niektórymi z dalszych fragmentów; nie ma szczerych emocji "In The Backseat" czy słodkiej naiwności "Une Annee Sans Lumiere"; a i hooki jakieś takie wątłe, bez wyobraźni i polotu.

Jest za to porcja luzackiego, urokliwego w brzmieniu, a przede wszystkim – cholernie równego materiału. Tak jak stosunkowo niewiele motywów wybija się na jakościowe wyżyny (o szczytach nawet nie mówiąc), tak trudno doznać momentów nudy. Intro "Clap Your Hands!" to skrzyżowanie teleturniejowego soundtracku z meksykańskim folkiem; następne kawałki celują przeważnie w popołudniową niezal-amerykańskość z popowym zacięciem ("Upon This Tidal Wave Of Young Blood", czy najlepszy w zestawie "The Skin Of My Yellow Country Teeth"). Jak w przypadku Arcade Fire, dość często wkrada się też duch The Walkmen (check wokal i okazjonalne retro-uzupełnienia tła), choć w wydaniu bardziej plażowym niż knajpiano-neurotycznym (jeśli coś takiego może w ogóle istnieć). Zespół kojarzyć się może również z Department Of Eagles (produkcja), Unicorns (infantylizm), a czasem Animal Collective.

Przekornie, jest jednak coś w muzyce Clap Your Hands Say Yeah niesamowicie oryginalnego: jakaś zwiewna, acz jednoznacznie pozytywna nuta, która sprawia, że chwilami trudno się od tego krążka oderwać. Trochę przykro tylko, że wyłącznie dlatego.

Patryk Mrozek    
19 września 2005
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja