RECENZJE

Cisza & Spokój
Cisza & Spokój

2006, ToSieWytnie 6.5

"Czas wziąć sprawy w swoje ręce", powiedział jedynak do jedynaka, choć każdy z nich miał brata. Założyli własną wytwórnię (TSW), sami zabrali się za promocję, dystrybucję, organizację koncertów, WSZYSTKO (co nie znaczy, że "nie będzie niczego"). Ten odważny manewr zaowocował znakomicie i obficie. Nie ogarniam do końca komu ToSieWytnie Records służy fachową menadżerką, pomocną dłonią etc., ale jaram się najoryginalniej w tym roku wydanym na świecie krążkiem. Na zewnątrz tekturowa okładka z wygrawerowanym tytułem w centrum, z boczku spięta kółkami jak notatnik. Wewnątrz są teksty, pomysłowe fotki duetu ( też ilustracje niejakiego Sewera) niechybnie z przesłaniem więc można poszaleć doszukując się metafor.

Artwork wymiata po całości, ale nie inaczej ma się sól współpracy C&S, czyli muzyka. Zaczyna się od rzucenia przez Dużego Pe rękawicy "tym którzy mają problem z pałą", od szeregu złowieszczych (choć bardziej zawadiacko-żartobliwych niż groźnych) przechwałek skierowanych do niedowiarków, wrogów, autorów kawałków "które robią laski z połykiem" (mocne!). Dj Spox według upodobania żongluje bitami, nigdy nie dając nam się zbytnio przyzwyczaić do jednego, bo w kolejce czekają już kolejne, a jest ich bez liku. "Złam To Sam", chwilami "Cut-a-Strofa / Muzyka Duszy" serwuje nam 2stepowe odjazy, "Uzależniony" jakieś romantyczne smyki prawie jak z Since I Left You, "Powiedzmy To" bas jak z wkurwionego Jigga, a "Dawaj!" eksplozje dęciaków w deseń Basement Jaxx. "Cisza Krzyczy" na podkładzie skwierczącym jak płyta na starym adapterze, a wtórują jej komediowe gagi i dopowiedzenia (think Łona), oraz sympatyczny sampelek ze Skaldów.

Generalnie Duet przejawia nie tylko wielką ochotę ale i nieprzeciętny talent do aktorskich sztuczek, które kapitalnie ożywiają i urozmaicają płaszczyznę odbioru kawałków. Mistrz syntezatorów i gramofonów, producent, kompozytor, autor końcowego mixu (tak tak, to wszystko Spox) ma odpowiedź na każdy humor Dużego Pe. W miarę niepostrzeżenie upływających minut, podsuwa ziomkowi bardziej nastrojowe tło, co w końcu prowadzi do diametralnej zmiany atmosfery w kierunku tej zapamiętanej z Sinusa. Zajebiście! Nieziemsko atrakcyjnie jawią się te spokojniejsze nuty po tryskającym energią początku albumu. Rzekłbym przejściowy (w sensie klimatu) "Nie Słyszą Mnie" z fenomekurwaniebanalnym Mista Pita odsłania drugie oblicze albumu. "Ostatniej Nocy" z kapitalnymi, stylizowanymi na grube retro wokalizami Lilu przechodzące płynnie (takich przejść jest na krążku więcej) w dziesiątkowy "Szukając Wyjścia", gdzie Mista Pita znowu odbiera mi głos (w mowie i piśmie), pozamiatane. "Uczuć nie opłaca się bezmyślnie trwonić" oraz "Szukam, szukam, szukam Cię bo inne mogą być dla ciebie tylko tłem / Szukam, szukam, szukam czegoś co było może tylko snem". Zanotowaliście? Warto.

*   *   *

Dobra, Jacek tu doznaje, pora na mój kontratak, bo jestem bardziej sceptyczny. Nie znam całości dorobku Dużego Pe, ale na podstawie tego co akurat miałem przyjemność, stwierdzam, że jest on na razie MC niespełnionym. Dlaczego. Ano popatrzmy – pod względem możliwości technicznych mamy do czynienia ze ścisłą polską czołówką, z kolei świadectwo rymotwórczej kreatywności wystawiają mu zgodnie obserwatorzy fristajlowych popisów na szosie, ponadto przenikliwości obserwacji dowiódł na brawurowym featuringu w "Trenerze Szewczyku", serwując najfajniejszą rodzimą scenkę rodzajową roku bieżącego . Jest więc Pan Duże Pe zawodnikiem kompletnym i... niewiele z tego w gruncie rzeczy wynika. Efektowne na płaszczyźnie czystej poetyki (rymy, układy fonetyczne) nawijki jakoś kurwa nie są w stanie mnie kopnąć – takie przechwałki wypluwane rubaszną manierą a la "rampam pam jestem najlepszy ichuj, tara ra kumasz stary jak wymiatam" przeplatane typowymi meta-lirykami o tym jak tworzą/piszą i niewiele wnoszącymi, poza nutką optymizmu, życiowymi sloganami to jednak nie jest do końca to, czego można by oczekiwać od gościa z wersami pokroju "Wiem, że life bywa brutal / Ale wcale nie mam zamiaru skończyć jak Tupac / Bo jakiś mutant w narko-alko amoku / Nie słuchał jak mówili mu 'Nie warto, daj spokój'" w najświeższym dorobku. Mało treści.

[Na przykład siła debiutu Łony polegała między innymi na tym, że zajebisty antyblokerski ziom szalał i raczył żarcikami i konstatacjami na pułapie całkowicie niedostępnym intelektom dresów uprawiających egzystencjalną refleksję na dachu bloku lub raperów w gatunku "myśliciel z zawodówki" opowiadających co tu się dzieje naprawdę. Albo to co Afrojax robi, że jakby Wilku by tak nie napisał, no, to raczej liga zagraniczna, Slug te sprawy. Na marginesie Afrojax odsadził tekściarską konkurencję, nie tylko hip-hopową, wszelką, o dłuuugie kilometry. Czarno Widzę najlepsze liryki od nie wiem kiedy, obok Tymona może.]

Hm, zacząłem od dupy strony. Typowego krytykanckiego żalu pod tytułem: dlaczego album nie jest taki, jaki wymyśliłem sobie, że powinien być na podstawie nie wiadomo czego. Kajam się zatem, a nawet posypuję głowę, jak słyszałem ostatnio w telewizji, całym wiadrem popiołu. Ten self-titled, cokolwiek o nim nie powiedzieć w kwestii oczekiwań, jest dziełem tak zwanym fully-formated: spójnym, wypasionym i poukładanym jak puzzle (od śmiałej autoprezentacji, poprzez radosne "pozytywne przesłanie" po wyciszoną końcówkę), od początku do końca. DJ Spox skroił fachowe podkłady o smaczku rasowy-oldschool-funk, ale brzmiących niemal swojsko, jak z naszego rdzennego tutaj źródełka. Wymiatają skity, wśród których pojawiają się znajome dziełka z kanonu śmiesznych empetrójek ("Kukliński" wieńczący popisową opowieść muzyczną Spoxa "Uzależniony") i zręcznie wsamplowane klasyki polskiej piosenki (Skaldowie w polityczno-społecznym "Cisza Krzyczy" i "Cut-a-Strofie" oraz Breakout w innych). Kompletnie nie mogę natomiast podzielić entuzjazmu w kwestii "kontrybucji" osobnika o pseudonimie Mista Pita. W czym nie ma nic dziwnego zważywszy, że zawsze zgłaszałem votum separatum na przykład od podjarki Gutkiem z "Ja To Ja".

Reasumując, Warszawa panuje w hip-hopie w tym roku.

Jacek Kinowski     Michał Zagroba    
26 grudnia 2006
BIEŻĄCE
American FootballAmerican Football (LP3)
Mac DeMarco"All Of Our Yesterdays"