RECENZJE

Chvrches
The Bones Of What You Believe

2013, Glassnote 3.7

2004 – Dwoje absolwentów Uniwersytetu Wesleyan nagrywa swój debiutancki materiał – We (Don’t) Care EP. Indeks nr 5 zatytułowany ”Kids” okazuje się być kluczowym w historii zespołu – powracając na późniejszych wydawnictwach jeszcze dwa razy. Do trzech razy sztuka. W końcu wypala. Jest hype i uznanie ze strony wpływowych magazynów, miliony wyświetleń na YouTube oraz rzesza nastoletnich epigonów porzucających gitary, na rzecz odkurzonych na strychach syntezatorów. W tym samym roku The Knife wypływają na powierzchnie z singlem ”Heartbeats” – mid-tempowym hołdem dla epoki 80’s wprowadzającym powiew świeżości dla ówczesnej rewiwalowej estetyczności.

2008 – Anthony Gonzales w ramach swojego projektu M83 po pełnym zrealizowaniu swoich fascynacji ambientem zaprezentowanych na Digital Shades Vol. 1 postanawia podążyć ścieżka rozpoczętą na Before The Dawn Heal Us stawiając na jeszcze bardziej chwytliwe melodie konstruowane na bazie syntezatorowych motywów, idealnie wstrzeliwując się w apogeum fascynacji ejtisową estetyką. Poza zaprezentowanym materiałem artwork albumu działa na wyobraźnię ówczesnej młodzieży, która dostaje swój album roku. Jak się później okazuje jest to dopiero wstęp do rozbuchanej synth-epickości, która znajdzie swoje spełnienie na następnym wydawnictwie tym razem pozbawionym ciekawych motywów.

2008/2009 – Najlepszy zespól świata nagrywa swój najlepszy album – takie głosy padały w kontekście zbliżającego się kolejnego długograja kolektywu z Baltimore. Merriweather Post Pavillion uznany został za arcydzieło już przed premierą. Jednoznaczne odcięcie się od indie rockowego backgroundu oraz całkowite zerwanie z folkową estetyką Sung Tongs na rzecz sampeliady, ostatecznie przekonuje resztę niedowiarków, że czas muzyki gitarowej minął ostatecznie. Ci, którzy nie załapali się na poprzedni najlepszy zespół świata, mieli okazje doświadczać na własnej skórze w ich mniemaniu czegoś epokowego. Najbardziej twórczy zespól dekady u szczytu swoich możliwości nagrywa swój najbardziej hype’owany album – 10-tki przed premierą zostały rozdane. Rzeczywistość okazała się nieco odmienna. Animale nagrali znakomity album, lecz nie na miarę swoich najbardziej wybitnych momentów. Jednak z perspektywy czasu niezaprzeczalny jest fakt ogromnego wpływu jakie wydawnictwo zainicjowało. Możliwe, że był to najbardziej wpływowy krążek drugiej połowy zeszłej dekady inspirując połowę elektronicznej sceny Kanady.

2012 – Beneficjentami filozofii post-mpp zostali bez wątpienia Purity Ring będący ''the next big thing'' wśród słuchaczy zajawionych Merri. Korzystający ze spuścizny witch house’u Megan James i Corin Roddick na swoim debiutanckim albumie zgrabnie połączyli trendy obowiązujące we współczesnej muzyce tanecznej z niebanalną rytmicznością oraz względną przebojowością przyprawiając to charakterystycznym dark synth-popowym brzmieniem.

2013 – Ten rok zapamiętany zostanie przede wszystkim za wysoki poziom bieżących wydawnictw, a w drugiej kolejności za udział w nich uznanych marek. Jednak w tej beczce miodu musi znaleźć się też łyżka dziegciu. Takową zdaje się być The Bones Of What You Belive. Pełnoprawny debiut Szkotów w przeciwieństwie do poprzedników odarty jest z jakiejkolwiek kreatywności, nie wnosząc zupełnie nic do współczesnej muzyki. Twórczość Chvrches jest jałową próbą przypodobania się masowym gustom pozornie wpisując się w obowiązujące trendy, a w rzeczywistości stanowiąc homogenizację kulturową zaczerpniętych wpływów. Od pierwszego kontaktu z albumem da się wyczuć tę sztucznie stworzoną w studio pseudo-przebojowość, niepopartą żadnym, chociaż na chwilę przykuwającym motywem. Banalna melodyczność jest banalną do tego stopnia, że niemal w każdej sekundzie można przewidzieć jak dana linia melodyczna zostanie rozwinięta (a w 99% jest to kierunek najbardziej oczywisty). Etykiety korporacyjny pop, muzyka z H&M doskonale opisują nieinwazyjny charakter tego albumu. Jest to taka bezwartościowa muzyka tła, która doskonale mogłaby sprawdzić się podczas klikania menusów w FIFIE, nie odwracając uwagi od ustawień taktycznych czy wyboru składów.

The Bones Of What You Belive bliżej do skrzętnie przygotowanego planu marketingowego niż do zapisu muzycznej kreatywności. Wszystkie kawałki na płycie utrzymane są w podobnym klimacie co mogłoby być zaletą, przecież znane są albumy wybitne czarujące swoją spójnością – Loveless, Causers of This (ok, ale nie żartujmy sobie z tym zestawieniem). Tutaj stylistyczna spójność idzie w parze z brakiem pomysłów na piosenki – poszczególne tracki zlewają się ze sobą, co jest cholernie nużące i żeby wytrzymać do końca wymagana jest spora doza cierpliwości. Przed porażką na całej linii album ratuje się jego pierwszą, znośną częścią, ale czym dalej w las tym gorzej. Myśląc o debiucie szkockiego tria nasuwa mi się analogia z indie 2.0 – wystarczy zastąpić gitary syntezatorami, a niewiele się zmienia – czuć tę samą indie popową banalność, powtarzanie w kółko tych samych schematów, toporność rytmiczną, a przede wszystkim mizerny songwriting.

Wszystko byłoby ok (przecież każdy ma prawo nagrywać słabą muzykę), gdyby nie recepcja, jaka zalewa internet w kontekście tego albumu. Metakrytyka mówi 80/100, jest Best New Music, nawet jakieś brednie pokroju ”album roku”. Czytając te bzdury ma się wrażenie, że krytyka uległa masowej halucynacji lub też podprogowemu przekazowi implikowanemu zaangażowanymi lirykami Lauren Mayberry. Polecam też wywiady z kolesiami (dziewczyna zachowuje granice przyzwoitości), które są morzem bezkresnej beki przekraczającym ramy absurdu. Przykład: "These days you hear so many interesting production ideas, but the melody’s always hidden somewhere in the back. We’re not for that sort of thing. It’s all about songwriting, is it not?".

Chvrches wbrew swoim intencjom stworzyli coś, czego nie udało się dokonać świadomie tworzącym vaporwave’owcom – muzykę centrów handlowych, wyjałowioną z wartości, idealnie wpisującą się w bezduszny charakter korporacjonizmu. Jedyna nadzieja w tym, że ten stadionowy corpo-pop nie będzie zjawiskiem trwalszym i szybko zniknie ze współczesnej muzycznej mapy, na co jednak się nie zanosi.

Marek Lewandowski    
24 października 2013
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie