RECENZJE

Chvrches
Every Open Eye

2015, Virgin / Glassnote 3.5

Top 5 największych debilizmów, jakie kiedykolwiek zostały napisane o Chvrches w polskim internecie wraz z krótkim komentarzem:

 

5."To wydawnictwo totalne, spójne, pozbawione mankamentów." – Michał Balcer, recenzja The Bones Of What You Believe na portalu Music Alert.


Temat debiutu Chvrches został zamknięty tutaj, a z powyższego zdania muszę się zgodzić z jednym: faktycznie jest to album TOTALNY. Założę się, że starsi czytelnicy Porcys wiedzą, co mam na myśli.

4."«The Mother We Share» to przebój idealny, który zapewne spowodował, że etatowi autorzy kawałków największych gwiazd popu zzielenieli z zazdrości." – Sara Ochał, recenzja Every Open Eye na portalu Music is.


Którzy konkretnie autorzy? Pharrell? Ilya z Maxem Martinem? Shellback? A może Greg Kurstin albo Dr Luke? Owszem, piosenki Chvrches niosą ze sobą pewną dawkę masowości, ale żaden szanujący się, funkcjonujący w kręgu mainstreamu songwriter czy producent nie tylko nie miałby w kontekście tego numeru (jak i każdego innego z debiutu Szkotów) powodów do zazdrości (lol), ale wręcz wstydziłby się puszczać w obieg coś tak tandetnego.

3."Każdy utwór jest pełny, rozmaity i wystarczająco rozległy, aby móc na chwilę zatopić się w jakże lekkich i tanecznych brzmieniach, podczas kolejnego babskiego wieczoru na którym mogą być również faceci. Nie wstydźmy się. Utwory delikatnie nas zamroczą swoimi miękkimi syntezatorami, nadając płycie tonacji nadzwyczaj lekkiej i zwiewnej." – Jakub Kranc, recenzja Every Open Eye na portalu ALTER MAG.


Długo mi zajęło przebrnięcie przez absolut pierwszego zdania, ale bardziej nurtuje mnie jednak ta rzekoma zwiewność płyty. Rozbuchane, zaciągające długi u M83 syntezatory to ostatnia rzecz, jaką skojarzyłbym ze słowem "lekkość", no chyba, że za punkt porównania przyjmiemy zespół Throbbing Gristle. Zdarzają się tu przejawy delikatniejszego bitmejkingu ("Down Side Of Me"), ale generalnie mówimy o kłodach o subtelności rewolucji październikowej, które "zamroczyć" mogą co najwyżej kogoś po 22-godzinnej dniówce. Dawno nie słuchałem tak męczącej i wkurzającej muzyki.

2."Jednym z plusów całości jest także brzmienie, które obfituje w nieco bogatsze niż wcześniej progresje, finezyjny miks oraz bardzo gładkie, a przy tym nieoklepane melodie." – autor bloga oddajciemipianino.blogspot.com, recenzja Every Open Eye.


Co się w ogóle odpierdala w tej "recenzji" to ja nawet nie, ale skupmy się na tym konkretnym zdaniu: abstrahując już od absurdalnego zestawienia progresji i melodii jako budulca brzmienia, nie jestem w stanie skumać przykładania im w przypadku muzyki Chvrches łatki nieoklepanych, co robi nie tylko autor powyższego, ale i tłum stadnie ogłupionych recenzentów z zachodu. Kompozycje na Every Open Eye – tak samo zresztą jak na jego poprzedniku – są płaskie jak Holandia, mdłe i przewidywalne i nie trzeba wielu lat zajadłego porcysowania, by stwierdzić, że niczego ciekawego tu nie uświadczymy. Gdzie ta oryginalność, gdzie piniondze są za las? W obliczu powszechnej mierności nieliczne fajne momenty – takie jak sympatyczny refrenik singlowego "Leave A Trace" – brzmią jak przypadek, jak ślepy traf zaprogramowanego na wykreowanie jałowej, sztucznej euforii algorytmu.

1."Nie mogę się oderwać od ich coveru "I would die 4 u". Mam wrażenie, że utwór został napisany specjalnie dla nich:D Nie umniejszając oczywiście Prince'owi:)" – użytkownik FrenchIsStrange, forum fanów Depeche Mode, wątek o Chvrches.


I jak tu być oazą spokoju?

Wojciech Chełmecki    
3 grudnia 2015
BIEŻĄCE
Adrian Ugowski feat. MFC & Pikers"Xanadu"
Flying LotusFlamagra