RECENZJE

Christopher Bissonnette
Periphery

2005, Kranky 6.9

Ta trwająca niemal godzinę, jednostajna etiuda jest pracą wpisującą się w nurt przygnębiającego, niepokojącego, psychologizującego ambientu, za którego początek zwykło się uznawać On Land Eno. To wszakże tylko połowiczny adres; doprecyzować go należy odniesieniami do bliższego chronologicznie, subtelnego lap-noise'u. "In Accordance" rozpoczyna rodzajem krzyżówki intra "Beauties Can Die" M83 i "Mountain Of Needles" duetu Eno/Byrne, by osunąć się w wilgotne, zatęchłe, cykające czeluści rodem z markowych soundscape'ów Tymka Heckera, co ustawia klimatyczny standard dla reszty materiału. Wyłaniające się ze statycznych obrazów i w stagnację odchodzące "movements" działają na wspólnej zasadzie stopniowych kulminacji za pomocą modulowania natężenia dźwięku. Christopherowi udają się trzy pieczenie na jednym ogniu. Raz: porusza wrażliwość, ewokując zamierający pejzaż po nuklearnej zagładzie planety, gdzie szczątki przetrwałych organizmów brzęczą mimowolnie poszukując pokarmu. Dwa: rozgrywa kompetentnie wieloplanowe tekstury, aczkolwiek mówimy tu o operowaniu takimi detalami, że dla przypadkowo napotkanej na ulicy osoby byłyby one raczej niedostrzegalne. I wreszcie trzy – jak Hecker i paru innych, honorowanych przeze mnie tu i ówdzie gamoni odnoszących sukcesy w zbliżonej estetyce, Bissonnette jawi się realnym kompozytorem, zdolnym przekształcić drobne pomruki złowrogiej natury, chrzęsty niezydentyfikowanych obiektów tudzież falowe szumy w muzyczne misterium. Choć zanurzając się w nie po zmierzchu ryzykujemy popadnięcie w uczucia przerażenia, strachu i zera sensu.

Borys Dejnarowicz    
9 lutego 2006
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie