RECENZJE

Christian Mistress
Possession

2012, Relapse 6.6

Alice Murray nie mogła przewidzieć, co z tego wyniknie. Gdy w 1921 roku opublikowała słynne The Witch Cult In Western Europe, w którym demaskowała tajemniczą organizacje magów i czarownic, próbujących przetrwać w organizującej się kulturze łacińskiego średniowiecza, prawdopodobnie nie przypuszczała nawet, że diabeł nie powiedział dobranoc, a okultyzm zacznie zataczać coraz szersze kręgi i nawiedzać loże. Można mówić różne bzdury, sięgać do inkwizycyjnych ksiąg konfesyjnych, by znaleźć krew prawdziwych noworodków, prawda jest taka, że metalu posoka to robota na dwie gitary, naturalna jak zbieranie ziół przy miesięcznym świetle.

To może przybliżyć nas do zrozumienia fenomenu, który dla wielu stał się prawdziwą zagadką szkolnych lat. Kim są ci ludzie w koszulkach Iron Maiden? Temat wydawał się zamknięty. Mieliśmy udane czasy muzyki ciężkiej, kiedy osiągnęła ona pewne ekstrema trudne do powtórzenia. Niech ktoś, kurwa, nagra drugi Oceanic! Były lata tłuste, w czasie których post-hardcore, noise, post-rock inkorporowano w służbę ryku dostatecznie często, aby nie było się czego wstydzić. Nikt nie powiedział chyba nigdy złego słowa o Neurosis. I nie chce przez to sugerować, że nastały lata chude, bo mówimy przecież o gatunku, który równie dobrze radzi sobie w wyjącej apokalipsie, co w egipskich plagach, w czasie których z nieba spadają wilgotne żaby i ropuchy, a z daleka nadlatują wrzody, muchy i komary, on czuje się dobrze choćby na korzonkach.

Ten koszmar zaczął się na dobre chyba dwa lata temu, gdy Cauchemar wydał świetną La Vierge Noire, na której klasyczna mieszanka hard rocka i heavy metalu, spotyka niepokojąco piwniczną produkcję, przebojowość nowej fali i uwikłany w kobiece wokalizy archaiczny doom. Niewiele czasu zajęło, by podobne granie zadebiutowało w Relapse za sprawą Possession. Drugi krążek Christian Mistress dowodzonej przez mężną Christine Davis zbudowany jest na oparach debiutu Agony & Opium. Przewietrzono trochę rozedrgane brzmienia, wprowadzając więcej bardziej jednoznacznych melodii i bardziej łomotliwych galopad. Ten album, choć dobry, wydaje się przede wszystkim ważny.

Przeoczony zeszłoroczny fenomen to ilość dobrych płyt zanurzonych w etosie wczesnego Ozzy'ego, oraz tego co z elementów tego świętego korpusu zlepiono w latach osiemdziesiątych. Dobra, mieliśmy już Kemado i jej stylizowaną na wczesny Black Sabbath czeredkę, wydaje się jednak, że tym razem, spróbowano zrobić to samo, obchodząc klucz thrashu i wytrych Mastodon. Zestawiając Christian Mistress z jakby naturalnie przychodzącą do głowy Kylesą, zanotujemy różnicę. O ile grupa z Georgii konsekwentnie poszerzała asortyment swoich zagrań o klasycznie metalowe elementy, znacząc ewolucje swojego nieortodoksyjnego sludge, o tyle zespół z Olympia od tych składników właśnie zaczynał. Paradoksalnie, z uwagi na miejsce, na Possession nie ma śladu Melvins

To co na niej jest na pewno to długie solówki, dużo energicznej perkusji, akustyczne wstępy i teksty dotykające spraw ziemskich i szatańskich. Powodem rozbudzonych oczekiwań był przede wszystkim "Haunted Hunted", jeden z najlepszych metalowych singli ostatnich lat, którego pierwsza minuta jest niemal demonicznie dobra, a rozwinięcie nawiedzone. "And in his garden at night, where the black flowers bloom under the light" i cała historia rodem z Micińskiego, powinna być taka typowa, tak oklepana. Problemem miał być też wokal, nawet jeśli skierowany bardziej w stronę PJ Harvey, niż gotyckiej dziewanny, z dużym prawdopodobieństwem można było założyć, że to nie zaskoczy. Otóż nie. To zaskakuje. A sposób w jaki komponowane są gitary pod tę linię wokalną, zasługuje na ofiary z ludzi.

Wyobrażałem sobie więc Possession, jako podsumowanie całego zbioru ciekawych zeszłorocznych krążków od szwedzkiego Orchid poczynając, przez norweskie Devil, przez The World. The Flesh. The Devil po Devil's Blood i reszty uczniów stracharza o nazwach tak kuriozalnie zbieżnych jak niemiecki Mountain Witch i Witch Mountain z Oregonu. W skrócie coś jakby prawdziwa Blood Ceremony, odprawiana w Saturnalia Temple, do której prowadzą Gates Of Slumber. Pomyliłem się o włos, o paznokieć, o szpon. Przewiduję, że, jakkolwiek świetny, ten album pozostanie tylko zajawką nielicznych. Black metal został już powszechnie w środowisku niezalu zrehabilitowany, fala heavy lat osiemdziesiątych musi na to jeszcze trochę poczekać.

Wawrzyn Kowalski    
8 marca 2012
BIEŻĄCE
Adrian Ugowski feat. MFC & Pikers"Xanadu"
Flying LotusFlamagra