RECENZJE

Choklate
Choklate

2006, Kajmere Sound 6.8

I tak powiem... Mało kto o tym pamięta ale jestem trzecim writerem w kolejności pojawienia się na Porcys. Tuż po założycielach, taki ze mnie wiarus. Heh postać słowa "wiarus", jakby prosto z Tytusa, Romka i A'Tomka (yeah!). W każdym razie było to pięć lat temu i wiele się od tamtej pory zmieniło. Na przykład srałem wtedy na pop i wstydziłem się w duchu za "upodlające" czasy, kiedy na czatach internetowych nie dość że dodawałem sobie wiosen (czternaście zamiast dwunastu, haha) to jeszcze na pytanie "czego słuchasz?" odpowiadałem "pop / rock". Za stymulownaie własnego wieku (a także udawane "umawianie się" z nieznajomymi w różnych miastach na placu Piłsudskiego – wszak w każdym jest taki plac i można ludzi nabierać) śmiesznie mi i głupio do dziś. Ale podejście do mainstreamowego popu nie jest już to samo. Na zdrowy rozum trudno żebym to specjalnie lubił w roku 2001, świeżo po Emergency, Moon czy Glow. Wtedy ciekawe, ba, fascynujące rzeczy działy się gdzie indziej, w alternatywie, niezalu, undergroundzie.

Ale nagle nastąpił koniec! Nie no nie nastąpił, ale poziom muzyki zaczął się ostro obniżać (płyty roku dla Porcys: 2001 – 9.6, 2005 – 8.0, 2006 – 7.?) , pojawiło się nudne nu-indie i milion innych zblazowanych i dalekich od kreatywności zjawisk. Zakrocki pisał kiedyś, że błogosławi kreatywnych, ale czy znajdzie się godny do przyłożenia głowy w tym roku? Przestały powstawać klasyczne płyty! Nie wiem czy to zauważyliście. Niemal wszystkie gatunki dołują, od tych "najpierwszych" (dla nas) zaczynając. Rockowe krążki AD 2006, i tak odprawiające resztę (z jednym cichym wyjątkiem) z kwitkiem, czyli Guillemots i TV On The Radio, mają przeciętne momenty. Elektronika rządzi tylko jeśli jest dostatecznie udziwniona, niemuzyczna wręcz, jak to trafnie zauważył kolega Kekusz. Nie rozwijajmy wątku negatywnego, znacie konkluzję – jedyne co się nie tylko trzyma, ale i dobrze rokuje na przyszłość, to pop. Pieprzona Bijonseee, jakaś Jessica Simpson, Nelly Furtado, kto to jest w ogóle. Wiecie i ja się dziwnie czułem jak gremium redaktorskie zaczęło doznawać przy Justinie, że świeży. Albo jak nagle pojawiają się niunie w grafikach u nas. Wycinasz jpga Irfanem i musisz uważać przy tym żeby nie zrobiło się z tego main page seks strony nastolatki lesby młode!!! blondynki. Machałem ręką na spiskowe teorie pół-mózgów, że Porcys zawsze MUSI być kontrowersyjny, i to stąd zmiana frontu, ale myśli o małej dewiacji zarządu, "och tyle już znamy muzyki, potrzebna jakaś odmiana", pojawiły się. I wtedy sam posłuchałem tego jebanego Justina...

No właśnie. I dziś jestem w połowie drogie między Borysem, który chyba słucha współczesnej muzyki tylko dla popu, a Greczynem Pawłem, który twardo trzyma się ideałów sierpnia. I chyba z racji zajmowanego miejsca zostałem oddelegowany do pisania tej recenzji. A nawet jeśli powody były zupełnie inne, to dobrze się złożyło. Choklate to bowiem ręka wyciągnięta wobec wszystkich, którzy jeszcze nie doznają przy nie-gitarowym popie, a jednocześnie mądrze przestali widzieć w rozszerzającej się podjarce internetowych (przede wszystkim) i nieinternetowych źródeł mistyfikację snobów i innych potajemnie sprzymierzonych sił zła. Oto i panna, o której AMG nie raczy napisać zdania, nagrywa po pierwsze wypasioną soulową płytę. Secundo, serwuje ona pyszny krążek r’n’b. Oraz na koniec, mamy tu album sięgający wprost do korzeni współczesnej czarnej komerchy, ale odżegnujący się od jej głównych i najpopularniejszych obecnie nurtów.

Choklate jest z Seatlle. Sama pisze swoją muzykę. Znam zdecydowanie za mało klasycznych czarnych płyt ale co ciekawe każdą z tych poznanych w tej jej pomysłach słyszę. Balansujace między funkiem a melancholią arpeggia gitar, ciepły i sentymentalny wokal, propagujące optymizm przesłanie. Oj banał ale Al Green kłaniam się, hello Stevie Wonder bossie. I tak dalej. Żadnych "tłustych" zdigitalizowanych bitów, syntezatorów. (Produkuje Vitamin D, który jak widzę miał coś wspólnego z De La Soul. Ale skoro jedzie ta recenzja na szczerości to nie pytajcie mnie o więcej bo nie wiem.) Nie mówię o ascezie, a skąd, ale o ostrożnym i nie monumentalnym doborze upiększaczy songwritingu. Jako gość w jednym z numerów występuje człowiek z Jurassic 5. To może ważny skład, może nie, w każdym razie kolo podobnie prawi do Gift Of Gaba. I od razu na rękę jest odnieść się do Blackalicious – naszej hip-hopowej podjarki sprzed już czterech lat – ho ho czas leci widzę. Chórki "Aural Pleasure" albo to samo plus podkład "Purest Love" – o tym się myśli słuchając Choklate. Odniesienia do teraźniejszości zatem są, bo też Choklate nie wymyśliła niczego oryginalnego, trudno powiedzieć by stworzyła własna niszę. Brak czasu na wgłębianie się w szczegóły (nie wspomniałem nawet słowem o fajności pseudonimu!), ale zrodził się w głowie tej kobitki super materiał, na etapie nagrywania wystrzyżony z dodatków, które czynią z piosenek single a z płyt produkt. "Szczera szczerość" i ujmująca naturalność to w powyższej działce wcale nie takie częste cechy. Tej muzyki słucha się inaczej, ja jeszcze do końca nie wiem jak, ale są krążki, które nie dość że w tej nauce pomagają, to jeszcze są kosmicznie cooool. "Cool" wymyślił jak wiadomo Lennon, ale przy opisie jego współczesnych spadkobierców nie jest ten wynalazek taki potrzebny – niestety. Przydaje się natomiast gdzieś indziej, i warto to zauważyć.

Jędrzej Michalak    
28 grudnia 2006
BIEŻĄCE
Adrian Ugowski feat. MFC & Pikers"Xanadu"
Flying LotusFlamagra