RECENZJE
Chloe Martini

Chloe Martini
Private Joy (EP)

2015, Roche Musique 7.3

Jest tak, jak sobie to Chloe Martini zaplanowała: miał być progres i miało być mniej melancholii na EP-ce inspirowanej r&b-popem lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych oraz muzyką z dzieciństwa Chloe i waszych serc. Warszawianka wzorowo to ogarnęła. Ale o swoją obecną renomę dbała od samego początku, bo pierwsze wydawnictwo, EP-ka Reborn, dwa lata temu z końcem jesieni wskoczyła jak wisienka na smakowity tort końcoworoczny jako zapowiedź czegoś bardzo, bardzo ciekawego w krajowej muzyce. I chociaż w zasadzie należałoby poczekać do tego bliżej nieokreślonego momentu, w którym Anna Żmijewska wyda swój debiutancki album, żeby bez zahamowań móc rozprawiać o jej zjawiskowości, to gratulacje należą się jej już teraz.

Jeśli wszystko jest już w miarę jasne, stańmy oko w oko z Private Joy, czyli czterema bogato zaaranżowanymi, melodyjnymi, nieco zmrożonymi brzmieniowo piosenkami, od których dostałem wszystko, czego mogłem oczekiwać. Odpuszczę sobie opisywanie ich jedna po drugiej i zamiast tego pojadę skojarzeniami, zaczynając od produkcji. Ania leci na pokładzie FL Studio, z którego wytwarza chłodny i selektywny sound, mogący się kojarzyć (zwłaszcza perkusjonalia) z brzmieniem U Know Me, co w służbie zmysłowego r&b bardzo mi odpowiada. Możemy też spróbować scalić produkcje Janet Jackson (00s) i Baxtera, dodać więcej basu i łyk mikstury spowalniającej, żeby jakoś oddać tę otoczkę. Tych dwoje powyżej raczej nieprzypadkowo się tu pojawia, bo kompozycyjnie Chloe też jest z nimi niejako po drodze. Na przykład fragmenty 20 Y.O. Amerykanki i ogólny styl Fina znajdują swoje odbicie w odpowiednio “Our Time” i “Volatile Dreams”. Siłą rzeczy będziemy się odwoływać do współczesnych produkcji (zaokrąglając do tych dziesięciu lat), bo Chloe stwarza środowisko, w którym mogliby istnieć i Lisa Shaw, i Redinho, i nawet Timberlake, a przykłady można jeszcze mnożyć. I mimo wspominek nie ma tu kurzu, trzasku woskowych płyt ani rozmemłanych synthów. Jest dźwięcznie i głęboko. Jest przepych. Ale to raczej przepych zimnych, elektronicznych krain, gdzie inspiracje połyskują na piedestałach jak szklane rzeźby, rozgrzewane ciepłem wokali i basu.

Może przez kalejdoskopowość, która je cechuje, nie zauważam w numerach, z wyjątkiem tego świetnego “Get Enough”, dominacji ważkich momentów, strukturalnych zagrywek czy refrenów. Dla mnie ścieżki rozkładają się tu w miarę równomiernie, a sama wypełniona gładkimi motywami i ozdobnikami tkanka, którą tworzą, przeplatając się, jest tutaj dla mnie wiodącą siłą. Z tego względu “Temptation” pozostaje moim ulubionym kawałkiem Chloe, bo tam, zdaje się, została osiągnięta równowaga obu wykładni, makro i mikro (chociaż więcej tam Jamesa Blake’a niż Jimmy’ego Jama i Terry’ego Lewisa). Mało tu więc mamy wolnej przestrzeni, ale dźwięki są pierwszorzędnie zorganizowane. Chloe wszędzie, gdzie może, wplata cykadełka i stroi swoje piosenki w różne wyszukane błyskotki, przykładając się do tego z dużą pieczołowitością. Sprawia wrażenie, że struktury numerów wprawiane są w ruch delikatnymi pchnięciami i muśnięciami dźwiękowych drobin, wśród których znajdziemy brzęczące lub zgaszone talerze, przeszkadzajki, pojedyncze szarpnięcia strun basu i Rolandowe akcenty. Aż dziw bierze, że w takich okolicznościach Chloe nie inkorporuje trapowych elementów, ale jeśli o mnie chodzi, to wysoka piąteczka za ich brak.

Powiedziałbym, że to ta liga, w której gra Obey City, ale z pominięciem płaszczyzn modernistycznych. Trzeba przyznać, że wpływy Prince’a, Janet Jackson, Spice Girls, funku czy soulu są tutaj traktowane po autorsku, bez oglądania się bardzo na boki. W tym momencie nie potrafię natomiast określić, dokąd będzie się posuwać kariera naszej producentki. Ułóżmy sobie jednak równanie zawierające składowe: przykładny songwriting, skill techniczny, wrażliwość, wyczucie i unikatowość, by wywnioskować, w jakim idzie kierunku. Reszta nie będzie miała już żadnego znaczenia.

Krzysztof Pytel    
13 kwietnia 2015
BIEŻĄCE
Adrian Ugowski feat. MFC & Pikers"Xanadu"
Flying LotusFlamagra