RECENZJE

Chihei Hatakeyama
Ghostly Garden

2010, Own 6.3

RP: Ambient, Japonia, kultura wschodu, wiśnia kwitnąca na filmie lecącym w przyspieszeniu, muzyka makro, metropolia pełna zgrzytu i ludzi jak owadów ("Slight Trail"), siedzi i kontempluje, fale, dźwięki wyższe, prawie piski, chłodne, jasne barwy, raczej czystość, medytacja?, czy ci się nie chce?, właściwie samo się trochę, co robisz?, myślę. Pobudka. Próba uśrednionej oceny. Może trochę wymijająca recenzja typu "tagi"? Ambient, Japonia.

ŁŁ: Ja jestem trochę niekonsekwentny w ocenianiu ambientu, np. podobały mi się zeszłoroczne Mokiry i Basinskie, ale minęła już ta dekada – dla mnie ten album po prostu niewiele wnosi nad "miejski" ambient, w stylu nie wiem, Rana Slavina, i choć shoegaze’owa warstewka wślizguje się dyskretnie strużkami w magmę ładnych, przyznaję, płatów, to dla mnie trochę za mało, a gdyby to nie było z Japonii, to podejrzewam że pole interpretacyjne (bo przecież to muzyka dużej wyobraźni) zwężone by zostało jeszcze drastyczniej.

FK: Chihei od czasu Minima Moralia obrósł w nagrania, które łącznie stanowią już soundtrack do wartościowego i zdrowej długości snu. Odnotujmy dla przyzwoitości, że Japończyk nadal propaguje łagodne dźwiękowe plamy z rzężeniem podszyte Whitmanem, ale do jego poziomu tak samo mu daleko jak cztery lata temu. Czyli na dobrą sprawę całkiem blisko, nie ma co wybrzydzać.

ŁK: Opisywanie ambientu jest tym trudniejsze im bardziej jest on abstrakcyjny. Jeśli artysta prezentuje koncept muzyki jako wody, słońca czy innego zjawiska, recenzent jest uratowany. Piszesz jak się przelewa, jak się sączy, masz z głowy. W przypadku Ghostly Garden można jednak o tym zapomnieć... chyba, że to brzmienie mgły powoli unoszącej się nad poranną trawą, opadłego gradu zmieniającego się pod wpływem słońca w spowijającą wszystko wokół białą parę, cyrkulacji powietrza w japońskim ogrodzie o wschodzie... Muzyka Hatakeyamy to jasny ambient o rzadkich strukturach (chyba tylko otwierające "Shadows" ma te sycącą, Fenneszowską / Heckerowską gęstość), uklecony z przetworzonych dźwięków "prawdziwych" instrumentów. Nie jest odkrywcza ani nie wzrusza jak wykręcające serce pasaże Williama Basinskiego, ale ma sporo swoistego zgrzebnego uroku.

Radek Pulkowski     Łukasz Konatowicz     Łukasz Łachecki     Filip Kekusz    
27 maja 2010
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Indie
Car Seat HeadrestTwin Fantasy