RECENZJE

Chairlift
Moth

2016, Columbia 6.1

Tytuł nowej płyty Chairlift daje duże pole do popisu recenzentom-hermeneutom. Symbolikę ćmy można bowiem podciągnąć pod tak wiele jej aspektów, że pierwotny tytuł (Peach – przyp. Caroline Polachek), zdaje się czymś kompletnie bladym. Chaos, skłonność do zahaczania o skrajności czy delikatne w gruncie rzeczy usposobienie to slogany, które spokojnie mogłyby reprezentować przemyconą tu filozofię twórczą Polachek i Wimberly’ego, ale najbardziej kusi wątek metamorficzny – tak jak osiągająca finalną formę ćma, duet łagodzi swój hermetyzm wychodząc nieco do ludzi, nadal pozostając jednak zjawiskiem zapieczętowanym gdzieś na pograniczu alternatywy. Chairlift na Moth popychają swoją syntezatorową naturę w stronę funku, panoramę lat. 90 wykorzystują jako laboratorium i co chwile puszczają oko do mainstreamu, ale nie rezygnują przy tym wszystkim z własnego, wypracowanego idiomu.

Co poszło więc nie tak, że przy tak pozytywnej w gruncie rzeczy charakterystyce jak powyższa czujemy się tym krążkiem lekko zawiedzeni? Cóż, jak to bywa przy odkrywaniu się na nowo – nie wszystkie wybory udało się obronić. Chwilę konsternacji przeżyli wszyscy, którzy Moth obserwowali na bieżąco, na poziomie promujących singli. W flirtującym z radiowym r&b "Ch-Ching" ostatecznie najbardziej spodobało mi się liryczne nawiązanie do okładki The Dreaming ("Open your mouth and I’ll slip you the key"); "Romeo" ze swoim pokracznym, niesamowicie denerwującym refrenem mógłby natomiast odnaleźć się co najwyżej na ostatnim albumie St. Vincent, pośród swojaków. I kiedy niektórzy zdążyli już postawić na duecie krzyżyk, światło dzienne ujrzało "Crying In Public" – somnambuliczna, misternie rozpracowana ejtisowa reminiscencja z hipnotyzującym groovem i przeszywającym popisem wokalnym Polachek. Oczekiwanie na Moth niespodziewanie nabrało rumieńców.

Sprawdźmy więc jak to wszystko koniec końców wygląda. Opener "Look Up" wyłania się z mgły w podobny sposób, jaki robiło to "Everything Is You" otwierając Me Empress Of: elegancko, spokojnie, ze stopniowo narastającym napięciem. Napięcie to znika wraz z pojawieniem się funkowo zacinającej gitki z "Polymorphing" – zrelaksowanej, disco-jazzowej kartki z lat 70. Trochę zamula mantryczna "Ottawa To Osaka", nie pierwsze już wspomnienie Polachek z Japonii. Podobnie zresztą wypada zamach na Björk w "Unfinished Business" oraz stanowczo za długa, nieudana art-popowa próba złapania ducha Japan w "No Such Thing As Illusion". Pomimo kompozycyjnej skromności znakomicie wypada z kolei "Show U Off" – ślamazarny, choć zażerający banger zaciągający dług u najntisowej Janet, błyszczący gęstym jak u Kurstina mixem i fantastycznym performensem wokalnym (co tam się dzieje pod koniec). Tracklistę zamyka nieinwazyjny, nieco oderwany, house-owo zabarwiony "Moth To The Flame", który – ciekawostka – Polachek skomponowała ucząc się Abletona gdzieś w okolicach Something.

Pisząc o Moth trzeba wspomnieć o rozbuchanej, sterylnej produkcji, jakże innej od zamglonej, dream-popowej architektury Something. Ktoś może powiedzieć, że właśnie to wszystko przeprodukowane, że to jest moment, w którym Chairlift traci swoją tożsamość, ale kompletnie się z tym nie zgodzę. Moth to kieszonkowy Chairlift na czasy, w których Carly Rae Jepsen tarza się w ejtisach, a ludzie jarają się Chvrches; Moth to Chairlift o potencjale większym niż kiedykolwiek wcześniej, choć potencjale póki co wykorzystanym jedynie częściowo. Nie wydaje mi się, by po zmianie kierunku duet wrócił na stare śmieci, ale jeśli nauczą skutecznie oddzielać ziarna od plew, być może nie będziemy musieli w przyszłości narzekać i z nostalgią wracać do Something – choć szanse na to są marne, bo większość zagranicznej prasy chwali tę płytę niekoniecznie za te piosenki co trzeba. Musimy więc mieć nadzieję, że nazwisko Polachek do czegoś zobowiązuje i Caroline przeczyta tę recenzję, wyciągając odpowiednie wnioski. Halo, Caroline, pozdrawiamy!

Wojciech Chełmecki    
25 lutego 2016
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Indie
Car Seat HeadrestTwin Fantasy