RECENZJE

Castanets
Cathedral

2004, Asthmatic Kitty 6.7

Fajnie, ta recenzja za dwie godziny ma być umieszczona w updacie. Co powiedzieć, co powiedzieć?

Obrodził w tym roku neo-folk, obrodził. Pierwsze z brzegu: Iron & Wine, Wilco, Vetiver. Idąc za tymi nazwami tym trudniej wyimaginować sobie, by mocno zawężone swoim minimalistycznym charakterem terytorium gatunku udało się komuś – choćby nieznacznie – poszerzyć. Tymczasem na scenę wkroczył Raymond Raposa, dając nam lekcję rozwijania wyobraźni. Mający ciekawą biografię (w szkołach przestał bywać w wieku piętnastu lat) songwriter wraz z między innymi częścią składu Pinback oraz wszędobylskim w tym roku Devendrą Banhartem stworzyli ciekawą mieszankę tradycyjnego pomykania na akustyku z rozmytymi, toczącymi się w tle, eksperymentalnymi czarami przeróżnej formy i treści, od Olivia Tremol Control po nowe Animal Collective. Skojarzenia jak widzicie cisną się na usta szybko, ale, co decydujące, żadne z nich nie zamyka pomysłów Castanets w przeważającym stopniu: te funkcjonują na własnych prawach. To duży plus, dostrzegany z odległości.

Gdy z kolei przybliżymy się, wyostrzając wzrok i nadstawiając ucho, analizy idą na bok. Dociera bowiem znaczna moc kompozycji, wspierana wysypem zdrowych upiększaczy. Mnogie tu jak ziarna piasku na kołobrzeskiej plaży dzwonienia i stuknięcia wprawdzie nie urozmaicają songwritingu, zdecydowanie natomiast ożywiają osnowę albumu, z jednej strony często podniosłego, a z drugiej ciągnącego ku swawoli, ironii. To dziwne, ale to zderzenie, będące częstą osią konstrukcyjną Cathedral, w żaden sposób nie rozbija wartości płyty, a wręcz ją współtworzy. Czujemy się trochę jak w baśni, mówiącej o poważnym, momentami straszącej opowieścią z ciemnego lasu, ale mimo wszystko – it's only a tale, kid. Dość macie abstrakcyjnych wywodów, posłuchajmy zatem takiego "Industry And Snow" (śnieg, śnieg, gdzie on się podział w tym roku?). Wychodzi on od lo-fi wokalu i jednego ze wspomnianych dzwonień (wyprodukowanego tak dosłownie, że zdajemy się widzieć zamaszyste ruchy osoby kryjącej się za jego generowaniem). Po chwili temat rozkłada skrzydła, nabierając błyskawicznie jak śniegowa kula budulca nowych, rzężących dźwięków. Ostatecznie lądujemy wśród pisków i elektrycznych skowytów.

Takimi igraszkami szybko można by się znudzić (przyznaję, więcej tu formy), stąd mini dream-team followeruje najdzikszy moment płyty stunnerem, moim ulubionym "You Are The Blood". Pojedyncze głaskania w akordy (coś jak Low z Trust) budują podniosłą atmosferę wraz z Raposą (nie dysponuje on charakterystycznym wokalem, ot, folkish), dublującą go Liz Janes i dęciakami, przemawiającymi z oddali jak budzący się ze snu bury niedźwiedź (wybaczcie, nie mogłem się powstrzymać). Powaga zostaje zachowana, nieegzaltowaną teatralnością uzewnętrzniania pięknego tekstu ("You are the blood flowing through my fingers") i melodią. Końcówka znów należy do przypadku, tym razem łagodniejszego w wyrazie, bo do jamujących stukań. No i odzywa się miś, podkreślający przedni motyw przewodni piosenki.

Dużo tu operowania w miksie: a to podkreślono wokal, dublując go echem w "No Light To Be Found (Fare Thee Faith, The Path Is Yours)" z Devendrą, który prezentuje formę godną górnych rejonów Rejoicing In Hands, a to zostawiając w stanie surowym perkusję, przez co rysuje się jako rozmyta twarz na fotografii, obok innych, wyrazistych pełnią stereo – "Three Days, Four Nights". (W tym konkretnym kawałku sporo włożono country, jak na tegorocznym The Elected powiedzmy, z tymi harmonijkami i wysoko piejącym wiosłem. A pątnicze zawołania przypominają Baptist Generals czy też klimat Songs: Ohia.) Generalnie zadbano, by przeróżne dźwiękowe papiloty były widoczne i miały duży udział w utworach. I mają – to bardzo aktywne tło (by się nim w pełni nacieszyć, wystarczy sięgnąć po lupę lepszych słuchawek) do songwriterskich poczynań stanowi wyróżnik Cathedral. Raposa planuje teraz nie tylko wydać swoje stare nagrania, rozpowszechniane do tej pory tylko wśród przyjaciół drogą CDRów, ale i wydać książkę. Słów nie zrecenzujemy, natomiast muzykę – ze znacznym zainteresowaniem.

Jędrzej Michalak    
28 grudnia 2004
BIEŻĄCE
Adrian Ugowski feat. MFC & Pikers"Xanadu"
Flying LotusFlamagra