RECENZJE

Carly Rae Jepsen
Curiosity (EP)

2012, 604 5.6

To, co dzieje się ostatnio w temacie "Call Me Maybe", już dawno zdążyło przerosnąć moje oczekiwania. Słuchając tej piosenki pod koniec ubiegłego roku, nie postawiłbym zbyt wiele na to, że zdąży zrobić taką karierę. W końcu singlowa premiera tego utworu miała miejsce jakoś we wrześniu, a czas przeważnie nie sprzyja w takich sytuacjach nieznanym szerzej artystom. Jednak w tym momencie do gry wkroczył los-figlarz, który powiązał życiową ścieżkę Carly Rae Jepsen z niejakim Justinem Bieberem. "Młody gwiazdor" coś tam trollował na twitterze, że "Call Me Maybe" to najbardziej chwytliwy utwór jaki słyszał w życiu i to wystarczyło, żeby kula śnieżna z rozmachem zaczęła się toczyć. No i co, świat od razu zrozumiał swój błąd i singiel nieznanej nikomu i wcale niemłodej jak na standardy teen-popu Kanadyjki błyskawicznie zaczął podbijać światowe listy przebojów. Sprawa szybko zaczęła żyć własnym życiem i wymknęła się Carly spod kontroli – ilości internetowych memów i przeróbek nawet nie zliczę. Szkoda tylko, że większość z nich poraża nieprawdopodobną wręcz suchością. Powiedzmy to jasno – nawet te tysiące odtworzeń "Call Me Maybe" we wszystkich komercyjnych radiostacjach nie są w stanie zmienić jednego – to wciąż doobry numer i nigdy nie narzekam jak przypadkiem na niego trafię.

Nie wiem na ile to dobry pomysł pod względem marketingowym, żeby "idąc za ciosem" od razu wydawać EP-kę, zamiast cierpliwie poczekać te parę miesięcy dłużej do longplaya, ale to nie do końca nasz interes. Być może Jepsen poczuła się bardzo pewnie otwierając występy dla Biebera i zaczęła planować w dłuższej perspektywie – tego nie wiem, mogę się tylko domyślać. Wiem za to, że Curiosity (EP) pozwala wiązać z nią jakieś nadzieje, bo dziewczyna nie wydaje się specjalnie zmanierowana, raczej olewa ostatnie synthpopowe trendy i stawia na prostolinijny przekaz. Tak, na tej EP-ce dominuje "staroszkolny teen-pop" i to jeden z niewątpliwych atutów tego skromnego materiału. Pięć nowych utworów też ma swoje niepozorne hooki i nawet jeśli czasem wydają się podejrzane (ta zagrywka gitary z "Talk To Me", gdzie ja to słyszałem? Jakiś Tom Petty? Jak wiecie to piszcie śmiało w komentarzach na fb), to słucha się tego bardzo przyjemnie. Takie "Picture" to czyste gimnazjum niemal żywcem wyjęte z Finally Out Of P.E., więc nie mogę tego nie polubić, wybaczcie. W temacie Carly Rae Jepsen rewolucji pewnie nie będzie, ale są szanse, że jej drugi regularny album będzie lepszy od tegorocznych starań Biebera. Niby nic, a cieszy!

Kacper Bartosiak    
20 lipca 2012
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie