RECENZJE

Caretaker
An Empty Bliss Beyond This World

2011, History Always Favours The Winners 6.5

W cieniu ośnieżonych szczytów Szwajcarii niecierpliwy pacjent kliniki Dignitas łapie ostatni haust osławionego alpejskiego powietrza. To już koniec. Zamglonym wzrokiem odprowadza sympatycznego brodacza, który do ostatnich chwil trzyma go za rękę. W zasadzie może poczytać to sobie za honor, gdyż jego ostatni gość jest brytyjskim lordem. Sir Terrence Pratchett – podróżnik, który ze Świata Dysku przeniósł się niedawno do świata zdekonstruowanych wspomnień, mentalnej impotencji i ontologicznego pasjansa układanego z kart znaczonych przez Alzheimera. "Są ludzie, dla których utrata godności życia jest wystarczającym powodem, by umrzeć" – powiedział po emisji kontrowersyjnego dokumentu apologizującego eutanazję. "Dignitas" to właśnie "godność".

Terry Pratchett mógłby być bohaterem ostatniej płyty, zafascynowanego niepojętymi ścieżkami pamięci, Jima Kirby'ego. Nagrywający jako Caretaker kompozytor łatwo ulega zresztą podobnym obsesjom – zanim zmierzył się z udźwiękowianiem patologii będących udziałem chorych na Alzheimera, krążył wokół innego idee fix – wyimaginowanego soundtracku do "Lśnienia". Oczarowany atmosferą nawiedzonego domu podejmował kolejne muzyczne próby, które zaowocowały serią nagrań zbierających feerię dark-ambientowych plam. Być może Kirby do dziś eksplorowałby tę tematykę, jednak ta wkrótce ustąpiła kolejnej obsesji – pamięci.

Procesy rejestrowania zdarzeń i zachodzące w nich defekty stanowiły inspiracje dla ostatnich albumów Kirby'ego: sześciopłytowego Theoretically Pure Anterograde Amnesia czy Persistent Repetition Of Phrases. Przesłuchać tego pierwszego kolosa nie jest łatwo: nie dość, że składa się z 72 utworów, to jeszcze wiele z nich ambiente-noise'owe eksperymenty na pograniczu z industrialem. Trzeba jednak przyznać, że pośród tych chropowatych walców można odnaleźć przyjemny shoegaze'owy zaułek czy kilka intrygująco obrobionych sampli. Właśnie ta ostatnia metoda stała się nowym środkiem wyrazu wykorzystywanym przez Caretakera. Zakładane zaś przez niego koncepty zapewniają tej, umówmy się dość błahej, formule legitymizację nawet wśród najbardziej wybrednych słuchaczy.

Choć An Empty Bliss Beyond This World jest naturalną konsekwencją Persistent Repetition Phrases, Caretaker jeszcze wyraźniej posługuje się na nim językiem melodii. To już nie ten Kirby, którego Scaruffi wrzucał do jednego worka z Schaefferem i innymi tuzami muzyki konkretnej. Niewiele tu też elementów wspólnych z posępnymi kompozycjami, które, opowiadając historie Basinskiego czy Biosphere, sięgały po stylistyczne rozwiązania rodem ze świata IDM-u czy industrialu. Mam wrażenie, że ostatni album Caretaker to raczej propozycja skierowana do fanów Jamesa Blake'a i kolegów z wytwórni R&S. Tyle, że obrana z klubowego etosu, intelektualistyczna, kontemplacyjna, choć uruchamiająca zadziwiająco podobną wrażliwość.

Zlepek przetworzonych, zabrudzonych sampli sprzed dekad stanowi dla Kirby'ego narzędzie, za pomocą którego sięga w odległą przeszłość. Nie jest to jednak podróż rodem z filmów, gdzie świat miniony staje się nagle tym rzeczywistym, teraźniejszością wystrzeloną wstecz. Przedstawiony za pomocą przetworzonych, powyginanych próbek obraz jest niekompletny, ograniczony, pełen wątpliwości i zaburzeń w emisji. Repetytywny kolaż to klucz do umysłu chorego, który stara się przywołać minione wydarzenia. Ich powrót następuje zawsze z innego miejsca, wypacza przekaz, dostarcza impuls, który jednak okazuje się za słaby, by rozpalić żarówkę świadomości.

Pełny trzasków, zerwanych taśm, błędów i przeskoków album ma w zasadzie jedną wadę – nie zdobywa się na większe ryzyko. Gdy zestawić efekt jego pracy z założonym konceptem, można śmiało powiedzieć, że jest to zapis pamięci człowieka absolutnie zdrowego, któremu coś tam się zatrze, coś tam się zmyśli, ale który ostatecznie potrafi odtwarzać wybrane narracje. Pomimo efektownej obróbki An Empty Bliss Beyond This World pozostaje płytą zawdzięczającą bardzo wiele cytowanym utworom, których tematy cieszą ucho, ale przytępiają potrzebę intelektualnej rozgrywki. Disintegration Loops w wersji pop.

W cieniu wygiętego ronda swojego ulubionego kapelusza chłodzi się szklanka brandy. Sir Pratchett siedzi w fotelu i słucha swojego ulubionego Thomasa Tallisa. Choć wydaje się zrelaksowany, jego skazane na śmierć komórki toczą zawzięty bój o dawno porzuconą myśl. Na drugi dzień odwoła swój udział w akcji "Ateistyczny Autobus", bo nie jest już pewien czy chce się poddać "pustej rozkoszy nie z tego świata", której językiem jest entropia. Chwilowa przyjemność, która niczym kafkowski odźwierny nie wyjawia, co znajduje się za drzwiami. "Caretaker" to właśnie "odźwierny".

Jan Błaszczak    
24 czerwca 2011
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie