RECENZJE

Calexico
Garden Ruin

2006, Quarterstick 4.3

Muzyka zabarwiona elementami latynoskimi nigdy mnie specjalnie nie ruszała. W ogóle jeśli chodzi o "południowców" to najbliżej mi do ironii Johna Cleese'a wyrażonej niegdyś w Hotelu Zacisze. (Sprawdźcie jak zareagował na kokietowanego przez jego żonę w recepcji opalonego amanta z rozpiętą koszulą i mnóstwem złotych wisiorków na szyi – odcinek pod tytułem "Psychiatra".) W przypadku Calexico i takich płyt jak Hot Rail czy Feast Of Wire pozostawała jednakże obiektywna wartość muzyczna, której nie sposób było pominąć. Toteż przyznaję, wzbogacały człowieka wspomniane albumy – kunsztownym folk-songwritingiem Joeya Burnsa i licznymi, bogatymi smaczkami aranżacyjnymi w tle.

Ale tegoroczny Garden Ruin to już niestety w przytłaczającej większości miałka przeciętność. Country'owa piosnka "Cruel" prezentuje poziom słabszych numerów Hidden Cameras, smętne "Yours And Mine" i "Smash" klimatem bardziej pasują do wieczornego cyklu "Jedynki" pod tytułem "Okruchy Życia", "Letter To Bowie Knife" jest wyjątkowo rockowy azaliż słaby, a deklamacyjne "Nom De Plume" (pour quoi faire?) nieadekwatne i nędzne. Nieco wytchnienia przynoszą nawet-miłe "Bisbee Blue" i "Panic Open String", oraz lekko jazzująca "Roka". Pozytywnie zaskakuje też sekwencja kończąca – closer "All Systems Red", gdzie nareszcie pojawiają się harmonie godne uwagi (ładnie świszczące przesterowane gitary) i (o dziwo) oba hidden tracki. Pierwszy z nich skojarzył mi się nawet z siedzącym przy pianinku, pogrążonym w smutnych akordach wczesnym Tomem Waitsem z Closing Time, w którego rolę wcielił się tutaj Burns. Drugi natomiast – arpeggio podrasowane różnymi dzwonkami i skrzypiącymi smykami – z jakimś Iron & Wine powiedzmy. I choć mam świadomość, że porównywanie czegokolwiek z tej płyty do Waitsa jest zdecydowanie na wyrost, to akurat te kawałki na tle reszty wypadają dosyć przekonywająco.

Paweł Greczyn    
15 listopada 2006
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie