RECENZJE

Buscabulla
EP II (EP)

2017, Baby Making 6.9

W pewną grudniową noc zeszłego roku, gdy powoli kształtowały się nasze podsumowania, Wojtek podesłał mi singiel "Tártaro" zupełnie nieznanego mi wtedy duetu Buscabulla. Chwilę później zacząłem oglądać klip, w którym Raquel Berrios, młodziutka i pełna naturalnego wdzięku Portorykanka, wraz z Luisem Alfredo Del Valle składa hołd Frankiemu Ruizowi – portorykańskiej legendzie "erotycznej salsy" ("Tártaro" to oczywiście jego pseudonim). "The song is a love letter to him, referencing some of his most famous lyrics, many of them about sex motels, extramarital affairs, and passionate encounters" – powiedziała przybrana w białą koszulkę i różowe skarpetki bohaterka klipu. Sam teledysk nakręcono w "sex motelu" Hotel OK w ojczyźnie Raquel i Luisa, tak, aby jeszcze lepiej sportretować ducha nieżyjącego muzyka. I chyba nie muszę pisać, że efekt wysiłków wypadł olśniewająco – muzyka łączy się z obrazem w sposób perfekcyjny tworząc nierozerwalną i doskonale zjednoczoną całość.

Bo wiecie, Tártaro" to jedna z tych piosenek, której czar hipnotyzuje natychmiastowo – dźwiękowy świat tej rozmarzonej mgiełki otwiera portal do egzotycznej krainy sennych marzeń, w której nieśmiały, dziewczęcy, anielski i wreszcie zmysłowy głos Raquel z namaszczeniem i czułością wtula się między świetliste, klawiszowe aranże bedroom-popowo-latynoskiego funku, aby niespodziewanie, z dzikością w sercu oddać się nieskrępowanej rozkoszy tańca (2:42 – to moment, w którym całkiem odpływam...). Czuję się jakbym słuchał singla z portorykańskiego Anniemal i już wiem, dlaczego ten kawałek tak na mnie działa, dlaczego tak niesamowicie się do niego przywiązałem – to był w końcu mój singiel roku 2016. Btw, dzięki Wojtek!

Ale Buscabulla mają w zanadrzu jeszcze więcej i dobra passa nie kończy się na jednym songu. Już pierwsza EP-ka (co ciekawe, wyprodukowana przez Blood Orange) zdradzała niemały potencjał, choć był to poligon doświadczalny, gdzie powoli krystalizował się styl duetu, który zdaje się, że rozkwitł na tegorocznej EP II. Miast oszczędnych, opartych głównie na tameimpalowskim basie szkiców, para stworzyła niecodzienny mariaż klawiszowego popu, portorykańskiego smaku i prog-popowej rozpiętości.

Znakomity "Tártaro" pełni tu rolę otwarcia magicznej ceremonii i czołowego singla lawirującego między poetyką snu, a zaraźliwą formułą radiowego przeboju, natomiast "Titán" to skondensowany strumień o niemal prog-rockowej narracji wymieszany z psychodelią à la "Being For The Benefit Of Mr. Kite!", na tle którego Raquel snuje swoją baśniową opowiastkę. Nawiedzony "Perdón" płynie leniwie i niespiesznie jak niektóre jamy z Causers Of This, aby w zwieńczeniu zaatakować eterycznym hookiem, a nagrany wspólnie z Helado Negro "Frío" kończy ten skromny zbiór piosenek bajkową wizytą w dyskotece umiejscowionej na granicy świata jawy i marzeń. I to właściwie tyle z mojej strony. 12 minut muzyki, która może nie odkrywa wiecznych prawd, ale jednak zrobiła na mnie niemałe wrażenie. Nowy rok zaczął się naprawdę pięknie.

PS: A jak posłuchacie, to sprawdźcie tę "nagą" wersję "Tártaro".

Tomasz Skowyra    
6 lutego 2017
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja