RECENZJE

Burial
Untrue

2007, Hyperdub 4.2

Niczym osadzony w izolatce moja stara suka sypia po szesnaście godzin na dobę. Co pewien czas przerywa jednak regenerację sił i na granicy snu i jawy wykonuje metodycznie jakąś czynność, której efektem ma być poprawa komfortu życia. I tak dzisiaj o trzynastej z lekka zmrużonymi oczami rozpoczęła metodyczne lizanie lewej przedniej łapy na wysokości przedramienia. Robiła to przez okres tak długi, że wgapiając się w nią zatraciłem poczucie świata otaczającego. I co z tego wynika? Ano nic. Na bezmyślnym gapieniu się w repetytywną czynność zmarnowałem minuty cennego czasu. Jednak coś hipnotyzującego było w tej nieskończonej powtarzalności jednego smyrnięcia jęzorem na każdą z utraconych sekund. Doświadczenie nie doprowadziło jednak do retrospekcji z dzieciństwa czy ogarnięcia równoległych światów. Można to opisywać dziesiątkami słów, ale najprościej rzecz ujmując: się zawiesiłem.

Między akapity wplotę zdania, które nigdzie nie pasują.

Nie jestem żadnym Burialem, żeby z całą pewnością tłumaczyć o co chodzi w twórczości Buriala. Ale mam prostą koncepcję, która nie została poparta lekturą jakiegokolwiek z nielicznych wywiadów, jakich gość udzielił. Lektura Untrue powinna wprowadzić zaangażowanego słuchacza w stan medytacji otwierający gwiezdne portale, za pomocą których porozumie się on z dziećmi sumeryjskiego boga niebios Anu. Dostajemy natomiast porcję nic nie znaczących wrażeń, zbliżonych do obserwacji psa gryzącego łapę.

Ale okładka jest mistrzowska.

Na estetykę Untrue składają się intrygujące mgły, nastrojowe pejzaże, kliknięcia, urywki zdań i głębokie bity. One tam sobie podskakują chaotycznie, a co jakiś czas Burial przychodzi, ustawia je w równym rządku na chwilę i trzyma póki mu nie zdrętwieją ręce. Wszystkie karty odsłonięte zostają w "Archangel", a że w przypadku tego rodzaju muzyki trudno mówić o songwritingu, to na żadnym polu nie ma zaskoczenia. Kurde, słucham tej płyty od trzech miesięcy (bardzo chciałbym doznać) i nadal nie jestem w stanie zidentyfikować więcej niż trzech utworów. Mam wrażenie, że stosowany na Untrue patent genialnie sprawdza się na EP-kach (bo piętnaście minut to optymalna długość jednorazowej sesji z tą muzyką), ale trzy kwadranse z tą samą mantrą wciąż, to jest dobre dla twardo zdeklarowanych miłośników ambientu.

I aura wokół typa też.

Żebyśmy się dobrze zrozumieli. Same utwory nie są złe. Gdyby rozważać każdy z osobna, na pewno większość znalazłaby się co najmniej w okolicach 5.0. "Archangel" i "Ghost Hardware" to nawet miotą, niestety upchnięcie w jednym miejscu tak jednorodnego materiału sprzyja właśnie gapieniu się w ścianę, albo rozdrapywaniu sobie strupów.

I na pewno nie jest to tak nudne jak s/t.

Filip Kekusz    
10 marca 2008
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Indie
Car Seat HeadrestTwin Fantasy