RECENZJE

Bullion
You Drive Me To Plastic

2011, Young Turks 6.9

MHJ: Tadzio – "polski chłopiec" omamia Aschenbacha. Niespożycie fantazmatyczne (i na b. wysokim szczeblu i ludyczności, i urokliwości) dziwne przypadki Nathana Jenkinsa: hołd 2w1 ("Pet Sounds: in the Key of Dee"), bardziej niż udane "Young Heartache", single i teraz – najnowszy kontynuator tego wzburzonego konstansu. Album fluktuuje kelejdoskopowym tempem, niemniej nie umniejszając żadnemu z zaanektowanych elementów o bardzo przeróżnych prowieniencjach (na czułych kontrastach występują roztańczony swing, szklany new wave, chocolate milk & more). Majstersztykowy asamblaż w korekcyjnych mackach. Koniec końców, stawkę przychodzi i podbija mi triumfalny powrót (z głupia frant?) zagasłego wspomnienia ( dobra, trochę przez "Exquinoxe 5") : "Kwant to program o życiu na naszej planecie i w przestrzeni kosmicznej, to program o procesach i zjawiskach zachodzących na Ziemi i w kosmosie, to program o małych i dużych problemach naszej ziemskiej cywilizacji". Gorąco zachęcam wszystkich do zapętlania sobie czołówki na uzupełnienie wizji!

FK: Jeszcze koło 2002 roku sądziłem, że skoro z jednej strony wszystko już w muzyce było, a z drugiej wciąż funkcjonuje podział na stylistyczne szufladki, to wystarczyłoby wziąć jak najwięcej dziwacznych składników, poszatkować je nieregularnie i mnóstwo głuchych się złapie. Debil. Nie wiedziałem jeszcze o Vocal Studies + Uprock Narratives i dziesiątkach innych wykonawców, którzy zrobili to lepiej niż ja kiedykolwiek bym to wymyślił. A potem długo nie było nic. A teraz jest Bullion, który od miesięcy ma chyba ten sam pomysł, bo co utwór, to ja nie mam pojęcia o co chodzi, ani co jest początkiem, a co końcem. Jeszcze bardziej marszczę się na te dwadzieścia minut, teoretycznie podzielone na dziewięć fragmentów. Nie, nie kropka, znak zapytania raczej. Bo gdyby nie rajskie skrzypce z zeszłorocznego "Too Right", byłaby to po prostu magma błyszczących pięknych motywów i motywików, poskładanych w narkotycznym transie. Uwielbiam tę wielgachną antypiosenkę całym sercem, jednak oddam lokomotywę z klocków temu, kto przekonująco wyjaśni mi dlaczego.

RG: Siedzę i siedzę, próbuję rozgryźć już któryś raz, siedzę, nie rozumiem, wrzucam na głośniki znowu i dalej nic. "Bulliona nikt nie kuma", ja na pewno totalnie nie i traktuję You Drive Me To Plastic jako najdziwniejszego typka w klasie: nie wiesz skąd on wytrzasnął swój schemat zachowań i co go w życiu prowadzi, ale jest tak bardzo sobą, że nie możesz nie podejść i jeszcze raz nie zagadać. I tak nawiązujesz kontakt któryś raz z kolei, zafascynowany, coś tam niby dochodzi, że tutaj się rytm rypie, a tam wchodzi melodyjka z tropikalnymi inklinacjami, tutaj wpada "armia równomiernie naciskanych kaczek" ("Too Right" brzmi znacznie lepiej otoczone niż samodzielne), a tam jakiś instrument nie trafia w odpowiedni moment. Wszystko składa się z jakąś konstrukcję z dziesięciu tysięcy ścian, graniastosłupów, kolczatek i kastanietów, niby przez powtarzanie lekko oswojone, ale ze znakami zapytania w odbiorze co parę chwil. Ja tam w swoich działaniach zawsze lądowałem zakumplowany z tym dziwnymi, więc i tutaj zapraszam Bulliona do swojej paczki.

Obczajcie też In The Key Of Dee . Wow.

KM: Zawsze marzyłem o zabawkowym pociągu, ale raczej takim, jak w amerykańskich filmach rodzinnych. A lokomotywę z klocków chyba będę musiał zbudować sobie sam, bo w kwestii Bulliona pozostaję bezradny. No, zwyczajnie mnie nie rusza. Zacząłem już nerwowo sprawdzać kabelki od głośników, podejrzewając, że coś nie styka, że mój sprzęt gubi jakiś odsetek dźwięków – to już kolejny album w tym roku, przy którym inni doznają, a ja jakoś nie mogę. Wszystko jednak jest w najlepszym porządku, creativy zdają najbardziej wymagające sound testy na piątkę z plusem. Winą za zaistniały stan rzeczy można zatem obarczać moje zblazowanie albo słaby poziom wydawnictw.

Jest jeszcze jedna możliwość – to efekt zawiedzionych oczekiwań. Bullion wywindował je w ubiegłym roku do niebotycznego poziomu, wyposażając swoje narkotyczne brikolaże w cały zestaw najintymniejszych, eskapistycznych afektów. "Crazy Over You" ściskało w gardle, a "Say Goodbye To What" prowokowało do beztroskiego, natchnionego tańca. Tutaj niczego takiego nie ma. Zachowawczy dobór sampli, zachowawcze cięcia, zachowawcze bity. I tak, jest kolorowo, czasem wkrada się egzotyka, ale panie Rosół, weź pan dogotuj ten makaron, bo czuć posmak mąki.

Krzysztof Michalak     Magda Janicka     Filip Kekusz     Ryszard Gawroński    
15 lutego 2011
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Indie
Car Seat HeadrestTwin Fantasy