RECENZJE

Broken Social Scene
Broken Social Scene

2005, Arts & Crafts 7.0

Dobra, miejmy to za sobą: nie jest lepsza ani równie dobra. Ale i tak wszyscy to wiecie, biorąc pod uwagę jak spóźniona jest ta recenzja. Nikomu nie wydaje się chyba bliska YFIIP, może oprócz Allmusic, ale kto do cholery przejmuje się opiniami Allmusic.

Jak już każdy wie, największą uwagę na Broken Social Scene zwraca na siebie produkcja. Ta płyta jest brzmieniowo ogromna. David Newfeld rozdmuchał wszystko do springsteenowskich rozmiarów. Brak dbałości o detale z poprzedniej płyty, bardzo trudno czasami rozróżnić niezliczone ścieżki. Do tego kolektyw ma jeszcze więcej (siedemnastu) członków niż poprzednio. Ta płyta to wielogłowy potwór, który mało przejmuje się subtelnością. Inne podejście słychać już od początku. Tam gdzie kiedyś "Capture The Flag" otwierało skromnie i minimalistycznie, "Our Faces Split The Coast In Half" przechodzi od akustycznych strummów do wielkiego wybuchu niezrozumiałych wokali, sekcji dętej i wraca do początku powodując zawrót głowy.

Co nie znaczy, że brak ciekawych treści. "7/4 (Shoreline)" jest perfekcyjne jak cokolwiek z You Forgot. Jak ma się taką melodię i śpiewającą Feist, to zepsuć się nie da. To jedyna z piosenek w zestawie o zapamiętywanej melodii. Reszta ginie gdzieś w plamach dźwięku i nieprzewidywalnych zakrętach kompozycji. Ale ciągle jest przeważnie dobrze. "Fire Eye'd Boy" zaczyna się jak kopia "Cause = Time", ale potem zmierza w nowym i ciekawym kierunku, "Swimmers" to śliczna piosenka, a "It's All Gonna Break" to imponujące epickie zakończenie.

BSS się zatem nie splamili. Nagrali ambitną, długą i trudną do strawienia na raz płytę ze świetnymi momentami. Ale nie jest lepsza ani równie dobra. Ale i tak wszyscy to wiecie.

Łukasz Konatowicz    
29 grudnia 2005
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie