RECENZJE

Brodka
Granda

2010, Sony Music 5.1

KB: Niezachęcony męczącym eklektyzmem pierwszego singla, nie odczuwałem zbytniego entuzjazmu wobec całości i jak się okazuje, przeczucia były właściwe. Na pewno dawno nie słyszałem tak dobrze wyprodukowanej polskiej płyty – dokładny, selektywny mastering naprawdę robi wrażenie, a i nie pudłuje całość produkcji – brzmienie bębnów, klawiszy, chórków, organiczność i gęstość całego miksu robi pozytywne wrażenie, choć momentami to całe "z tradycją w nowoczesność" przyprawia o ból głowy, razem z powykręcanym wokalem Moniki, która przecież najmilej brzmi w formach najprostszych ("Miałeś Być"), a teraz wcale nie prezentuje się aż tak oryginalnie i świeżo. Choć śmiałem się z każdorazowego przywoływania Nosowskiej w recenzjach Grandy, to oczywistość tego skojarzenia nie oznacza, że jest ono niesłuszne – zarówno w tych "freakowych" fragmentach, jak i bardziej lirycznych ("Kropki i kreski") można pomylić artystki i dotyczy to także tekstów utworów. Furia Futrzaków to nie jest. Początek albumu zapowiada świetną płytę – po konsternacji związanej ze wstępem do openera (to płyta Eleni?), sytuacje ratuje sam utwór – "Szysza" jest szansą na ucywilizowanie estetyki weselnej i trzeba przyznać, że zestawienie bardzo ludowej kompozycji z nowoczesną produkcją i chwytliwym, niegłupim, wcale nie aż tak z-przymrużeniem-oka refrenem ("taniec wątki rwie, a w tańcu ciebie chcę"!) wypada jak najbardziej ok. Utwór tytułowy nie ucieka daleko, choć zbliża się w stronę estetyki polskiego rocka z lat 80. i staje się już jakiś wymuszony, znacznie mniej błyskotliwy. Highlightem albumu jest "Krzyżówka Dnia" znajdująca się pod numerkiem trzecim, która najlepiej realizuje pomysł na Grandę – niektórzy wykładowcy próbują mi wciskać, że pop jest muzyką ludową współczesności, z czym się kompletnie nie zgadzam, więc jeśli chciałbym pożartować z takiego podejścia do sprawy, sam nagrałbym taką "Krzyżówkę Dnia", gdybym tylko umiał – oczywistości estetyk świetnie się zderzają, a przy tym songwriting trzyma wysoki poziom. Jednak im dłużej słucham Grandy, tym większe znużenie odczuwam – pomysł się wypala i gdy kuleje songwriting, wszystko wydaje się już być jakieś "na siłę".

KFB: Aj ta Monika... Z jednej strony trochę podziwiam ją za tak odważną zmianę stylistyki i zerwanie z wizerunkiem "zwykłej popowej wokalistki", ale jednak nie jestem do końca pewny, czy kierunek obrany przez Brodkę jest aby na pewno dla niej najlepszy. Siłą rzeczy najbardziej pasującym do niej repertuarem był do tej pory naiwny dziewczęcy teen-pop reprezentowany przez takie "Miałeś Być", jedną z najfajniejszych popowych piosenek ostatniej dekady na krajowym podwórku. I jeśli o czymś marzyłem w kontekście Moniki, to właśnie o postawieniu odważniej na takie granie a nie o przyśpieszonym kursie dojrzewania wzorowanym na ostatnim Heyu i Czesławie Śpiewa. Granda na pewno przyczyni się do wzrostu popularności Brodki, która pewnie całkiem szybko stanie się "nową nadzieją" statystycznego słuchacza Trójki. Nie ma w tym bynajmniej nic bulwersującego, wypada po prostu pogratulować Monice niecodziennego pomysłu na siebie i sposobu zrealizowania go w praktyce, bo choć to nie do końca moje granie, to słucha się tego całkiem przyjemnie. Nie kupuję do końca tej całej ludycznej oprawy i jeśli coś mnie boli to fakt, że brakuje mi tu popu w popie. Ale tytułowy z tej płyty, "Krzyżówka Dnia" czy lekko psychodeliczne "K.O." to naprawdę bardzo porządne kawałki którym ciężko cokolwiek zarzucić a i reszta specjalnie nie odstaje. Jest dobrze, ciekawi mnie tylko co teraz?

RG: Ma być podobno światowo i wreszcie dobrze. Taka przynajmniej panuje atmosfera w środowisku, że wreszcie dotykamy jakiejś właściwej zagranicznej inspiracji, Brodka do fajnej buzi ma wreszcie fajną płytę i ANIMAL COLLECTIVE. Tymczasem Grandę w dół ciągnie szereg cech znamiennych polskiemu rynkowi: ma być ambitnie, więc zaproszeni są Budyń i gościu z Pustek (co niesie za sobą wysokie ryzyko artystyczne), słychać wyraźnie co będzie singlem, co nie, a na dodatek czasami estetyka ociera się za przeproszeniem o chujowo-ludowo (inaczej określić się tego co się dzieje u Czesława Mozila nie da). Z drugiej strony jest to pierwsza płyta Brodki funkcjonująca jako całość, z określonym brzmieniem i estetyką i jest na niej parę świetnych piosenek. Ludowość zmieszana tak dobrze zmieszana z popem w "Szyszy", "Grandzie", "W pięciu smakach" i "Kropkach kreskach" to strasznie kozacka rzecz i sprawa, że ja Grandy nie potrafię inaczej określić bez użycia "fajna".

ŁK:

Hit:

Monika Brodka: Granda

Monika Brodka zrobiła niezłą grandę. Charyzmatyczna góralka o twarzy lalki zawsze wydawała mi się na siłę wciśnięta w błahe popowe przeboje. Teraz spektakularnie uwolniła swoje prawdziwe artystyczne ja i zaserwowała ucztę wybredniejszej części słuchaczy. Ci, którzy kupią płytę szukając łatwo przyswajalnych hitów doznają wielkiego szoku. Granda to eksplozja smaków i kolorów, już pierwsza piosenka, "Szysza" zaskakuje stylizacją na stare nagrania Izabeli Trojanowskiej. Utwór tytułowy czy "Krzyżówka Dnia" to szlachetny, ambitny pop najwyższej próby. Do tego są tu jeszcze wspaniałe nastrojowe numery jak wyjęte z nieistniejącego filmu o Bondzie "K.O." i brzmiąca jak zaginiona piosenka ludowa "Syberia". Głównym punktem programu są jednak świetne teksty autorstwa Radka Łukasiewicza z Pustek, Jacka "Budynia" Szymkiewicza z Pogodna i samej Moniki. Dają one upust świeżo spuszczonemu ze smyczy szaleństwu.

Kit:

Monika Brodka: Granda

Powinno cieszyć, że niedawna gwiazda programu "Idol" wyrwała spod kurateli masowych producentów lukrowanych radiowych przebojów i naczelnego autora tekstów RP, Jacka Cygana. Nagrywając "Grandę" Monika Brodka otoczyła się ważnymi postaciamii dzisiejszej polskiej alternatywy: Radkiem Łukasiewiczem z Pustek, Jackiem "Budyniem" Szymkiewiczem z Pogodna i znanym ze współpracy z Heyem i Katarzyną Nosowską producentem Marcinem Borsem. Udział tego ostatniego ma tu szczególne znaczenie: Brodka chciałaby być Nosowską. Już w "Szyszy", pierwszym utworze słychać silenie się na manierę wybitnej wokalistki (do tego połączone z okropną stylizacją na obciachowe nagrania Izabeli Trojanowskiej z lat 80., to naprawdę niestrawny koktajl). Później jest tylko gorzej. Piosenki takie jak "Bez Tytułu" czy "Kropki Kreski" to ewidentne podróbki. Można dać się przez chwilę nabrać, ale szybko słyszy się fałsz i różnice wielu klas między dwiema paniami. I po co komu kopia, skoro oryginał jest wciąż we wspaniałej formie, nawet bez lalkowatej buzi?

Kamil Babacz     Łukasz Konatowicz     Kacper Bartosiak     Ryszard Gawroński    
28 września 2010
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie