RECENZJE

Brockhampton
Saturation

2017, Empire 5.8

Zbuntowani chłopcy z Los Angeles nagrali płytę, będącą perfekcyjnym odzwierciedleniem trendów panujących we współczesnym rapie. SATURATION nawiązuje do konceptu hip-hopowego kolektywu, spopularyzowanego przez wczesne poczynania Odd Future. Siła tych żółtodziobów opiera się na godzinach poświęconych muzycznej edukacji, albowiem Kevin Abstract i spółka to po prostu banda nerdów, która poznała się na słynnym forum miłośników Kanye Westa. Przyswojony przez nich streamingowy dobrobyt wpłynął na postmodernistyczny kształt albumu brawurowo łączącego rozmaite stylistyki przewijające się przez soundcloudowe playlisty. Jednak na niekorzyść Brockhampton działa fakt, iż ich dzika nieobliczalność nie do końca pasuje do formuły prawie godzinnego longplaya.

Na pewno nie można odmówić amerykańskim łobuzom wigoru. Ich najnowsze dzieło zaraża pozytywną energią, która motywuje słuchacza do spontanicznych sesji karaoke. Absurdalna wręcz chwytliwość większości refrenów zdradza ogromny talent do porywania tłumów. Ikry nie brakuje także podkładom, które w zręczny sposób miksują popowe sentymenty z awangardowym sznytem. Szkoda tylko, że wspomniana euforia to właściwie jedyny rodzaj emocji jaki dostajemy. Pomimo pozornej gatunkowej różnorodności, każdemu z tych utworów doskwiera rażąca jednowymiarowość. Niestety, nawet najbardziej widowiskowe sceny akcji potrafią znużyć, gdy trwają zbyt długo.

Podnieca także stylistyczna ekwilibrystyka albumu nastawiona na zadowolenie wiecznie niezaspokojonej współczesnej publiki. Atrakcyjne zmiany tonu zapewniają odpowiednią dawkę adrenaliny dla spragnionych niespodzianek fanów. Jednak nagromadzenie twistów nie zamaskuje warsztatowych braków poszczególnych mc's. Wersom członków Brockhampton brakuje cwaniactwa bon-motów starszych kolegów po fachu, a poza tym są sprzedawane z charyzmą księgowego. Osobowości internetowych ulubieńców zlewają się w jednolitą, szara masę z której momentami ciężko wyłuskać znamiona indywidualnego talentu.

Martwi również unoszący się nad całością duch artystycznej demokracji. Po dłuższej znajomości z krążkiem zaczyna doskwierać nieobecność wyraźnego lidera. Niby Kevin Abstract próbuje wejść w buty szefa całego cyrku, ale brak mu zdecydowania w narzuceniu swojej wizji reszcie formacji. Przydałby się tu ktoś, kto by złapał wszystkich za mordę i potrafił znaleźć metodę w całym tym szaleństwie.

Otrzymujemy więc projekt zgrabnie wykorzystujący popularne hip-hopowe trendy, który jednak nie ma do zaoferowania nic ponad efektowną grą skojarzeniami. Miejmy nadzieję, że kolejne pozycje w dyskografii gniewnych młodzieńców sprawią, że się nawrócę. Tymczasem, omijam hype szerokim łukiem.

Łukasz Krajnik    
4 lipca 2017
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja