RECENZJE

Broadcast
Tender Buttons

2005, Warp 6.0

"Teeender is the niiight, lying by your siiiide"... Aa, Tender Buttons, już już, sorewicz.

Broadcast na przestrzeni dwóch longplayów już dwukrotnie zadawali pytanie "What's the point in wasting time"? Najpierw uroczym kawałkiem "Come On Let's Go" (zamykającym naszą listę 100 Singles 00-04), w którym taki przekaz miał miejsce dosłownie. Do zastanawiania się nad zagadnieniem zachęcał też Haha Sound (który ja oceniłbym niżej niż Michaello Zagrobini), tym razem metaforycznie: mniej lub bardziej delikatnie wypełniając przestrzeń smugami nudy, których wchłanianie jest zazwyczaj, jeśli nie siedzi się akurat w dobrze płatnej pracy, symptomem tracenia czasu właśnie. W trzecim rozdaniu jeszcze silniej zelektryfikowane i sprowadzone do duetu (Trish Keenan i jej głos zostali na szczęście) Broadcast nie rozpływa się już w mówieniu o czasie. Czas, logicznie rzecz biorąc nie może się o niczym rozpływać, więc nie mogę ładnie połączyć zdań, mogę natomiast dorzucić, że ów trzyma się na Tender Buttons normalnego biegu, nie łapie ciągot by nadmiernie zwolnić. Pewnie dzięki temu, że Anglicy bardzo ładnie wypatrzyli miejsce ulokowane między graniem na żywych instrumentach, a zimnymi powiewami elektro i sobie w nim przycupnęli. Zasadniczo wykonali tę czynność już przed debiutem, acz wraz z kolejnymi wydawnictwami postępują kolejne zmiany. Nie licząc akustycznego "Tears In The Typing Pool" wspomnianemu skrawkowi gruntu dziś bliżej do trzeszczącej Lali Puny. Klimaty krążków tych Niemiaszków generalnie mi się już nieco przejadły, stąd należy się disclaimer, że nowy Broadcast to elektro z ludzką twarzą (pomimo tekstów przypominających monologi robotów, w rodzaju "Do that to me / Do that to my anatomy / Corporeal corporeal"). Elektro silnie owiane czymś tajemniczym, intrygującym, ah. Zawodowi filozofowie z posłem Palikotem na czele mogą rozstrzygać, czy sukces artystyczny płyty to efekt także jeszcze staranniej przyprószonego old-schoolem brzmienia (cool), czy może nieuniknionych (jak zwykle) nawiązań do Stereolab, lub kilku mini-killerków. Takich jak śliczna (znów jeden z singli roku) antybushowska diatryba "America's Boy", z aż dziwnie melodyjną erupcją bliżej niedefiniowalnego dźwięku. Takich tu zresztą więcej, dzięki czemu trochę tu jak w horrorze z początku poprzedniego wieku, jak w Nosferatu, mhmm.

Jędrzej Michalak    
28 listopada 2005
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie