RECENZJE

Broadcast
Haha Sound

2003, Warp 5.6

EP-ka Pendulum co prawda nie antycypowała konkretnych rozwiązań na drugim pełnoprawnym i pełnowymiarowym wydawnictwie Broadcast, za to sygnalizowała samą chęć odwrotu od najbardziej charakterystycznych cech, indywidualnych rysów, które czyniły The Noise Made By People wyjątkową. Grupa nie zdołała wymyślić czegokolwiek, co mogłoby w jakiś sposób zrekompensować straty, wywierając wrażenie, że nic nie pozostało z Broadcast poszukującego i że faktycznie mamy do czynienia nie tyle z porażką artystyczną, co sporym regresem, dawką przyjemniackiego grania nie szarpiącego za struny wyobraźni i intelektu w dobie, kiedy coraz mniej rzeczy robi na ludziach wrażenie. Ziomale, kilka dni temu wyciągnąłem z wody rekina piaskowego. Popatrzyłem sekundkę jak się trzepotał i dobrodusznie zwróciłem mu wolność (twoje życie należy teraz do mnie, kolego). Jeśli taki połów nie wywołał w moim organizmie wzrostu poziomu adrenaliny, trudno spodziewać się podniety tysięcznym identycznie zwykłym albumem, dobrowolnie spychającym się samemu do rangi muzyki użytkowej.

Noise Made By People wzbudza moje zainteresowanie już od dłuższego czasu. Jest to niewątpliwie smakowity kąsek dla ludzi uwielbiających pławić się w szczegółach, poświęcających trochę czasu na przeżuwanie, lubiących delektować się smakiem. Między innymi dlatego płytkie brzmienie Haha Sound działa mi na nerwy. To coś, jakby Broadcast nie mogło się zdecydować, czy pozostać przy subtelności, wysublimowaniu, eleganckiej skrupulatności, czy może raczej bezczelnie uderzyć w prostotę i porozbijać się trochę po zetkach i rmfach. Ale to trzeba coś wybrać, a nie stać w rozkroku jak sierotki, które nie chcą, ale muszą, bo padły ofiarą globalizacji, presji zewnętrznej i Squarepushera. Albo coś w tym guście.

Przykładowo "Lunch Hour Pops" należy do kawałków, które spotkały się z całkowitym brakiem zrozumienia z mojej strony. Track łączy w sobie odrobinę kaszaniastą, anielsko-eteryczną atmosferę (harfa, te klimaty) z domową produkcją, jednocześnie Trish Keenan nie potrafi zdobyć się na choćby odrobinę wokalnej inwencji. Możliwe też, że nie jestem w stanie uruchomić obszaru mózgowego odpowiedzialnego za bardziej abstrakcyjne rozumowanie, pozostając niewrażliwy na mniej konwencjonalne pojmowanie estetyczne. Whatever. Jedno jest pewne: w przypadku następnego knota pod tytułem "Black Umbrellas" odpowiedzialność spoczywa wyłącznie po stronie twórców, bo dopuścili jakiegoś Aborygena do sprawdzania przez minutę wytrzymałości kilku przycisków na klawiaturze. Hej, wielka sztuka! Jędrzej, dawaj, nagrywamy płytę.

No, wcielając się na chwilę w rolę poplecznika grupy mógłbym zaznaczyć, że kilka razy nawet przeciętne Haha Sound unosi się jednak na skrzydłach wyobraźni. "Man Is Not A Bird" jako jeden z nielicznych utworów odwołuje się do sennej atmosfery debiutu, niestety po raz kolejny Keenan nie ma pomysłu jak wyzwolić się od kompletnej auto-stereolabizacji melodii i ekspresji wokalnej, pożyczanych od Mary Hansen przy każdej okazji. Mimo wielkiego ściągania nie można odmówić Trish naturalnej kobiecej słodyczy, czy to w delikatnym walczyku-kołysance "Colour Me In" czy milusińskiej piosnce "The Little Bell", rymowance tak uroczej, że mogącej opowiadać o wrózkach, różdżkach i kwiatkach. Po pewnym czasie docenia się też acid-psychodelię "O How I Miss You", odwołującą się do najfajniejszych patentów produkcyjnych z epoki narkołyków. Niewinna bajeczka "Winter Now" również okazuje się podminowana jakimiś psycholeptykami, a oprócz tego zaśpiewy w refrenie bez żenady cytują wielki przebój Wojciecha Gąssowskiego. Co prawda nie mogę wam tego zanucić, ale chodzi o ten moment, kiedy Wojtek zaczyna się kołysać w rozmarzeniu, myśląc, że swinguje, a żeński chórek wydaje z siebie dwa urywane "uu".

W skali powiedzmy stu lat, Haha Sound jest identycznie trwałe jak podpis patykiem na piasku, zniknie szybko w zalewie ciekawszych produkcji. Nawet jeśli nowy Broadcast jakimś cudem stanie się daniem głównym na stole gości siedzących na co dzień w Futrach, Smolikach (gdzie tam) i innych podejrzanych konfekcjach, szukający nowych wyzwań warpowcy schrupią go jak sałatkę.

Michał Zagroba    
16 lipca 2003
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Indie
Car Seat HeadrestTwin Fantasy