RECENZJE

Britney Spears
Blackout

2007, Jive 3.5

Ech. Pamiętacie ...Baby One More Time? Kolonie, pierwsze browary, ukrywanie się przed wychowawcami, obmacywanie blondwłosych rówieśniczek za przypadkowo wyczajoną filcową kotarą... W każdym razie, jeżeli już wtedy nosiliście glany – mieliście przejebane, bowiem "(You Drive Me) Crazy", singiel przecież, bolał was proporcjonalnie do przyjemności jaką sprawiał tym, którzy akurat uczyli się słowa "inicjacja" w pokoju dziewczyn. Bynajmniej nie z Kopalińskiego. Tak, schyłek podstawówki był naturalnym tłem dla bossostwa tych wszystkich singli i twojego codziennego nastoletnio-popowego wypełniacza pochłaniającego resztę dwóch pierwszych Spears, która potem zresztą ukazała potencjał siebie jako autorytetu i zakały uogólnionego drzewa mitochondrialnego, przechodząc burzliwą drogę od świata Disneya przez co twardsze używki i brak włosów na głowie do całkowitego szumu informacyjnego. Gdzieś czytałem, że wyrzuciła kiedyś jakiś płód na śmietnik. Zawsze była naiwna, na tym też buduje się wizerunek Blackout, tylko mniej świadomie chyba: niby ma być do przesady sexy i mokre uda wszędzie, ale w tym roku akurat "I AAM MOOOISSST" zrobił ktoś całkiem inny, w innej części świata i przestrzeni publicznej, bijąc na głowę nieporadnośc Brit. Ach, i przecież "blackout" oznacza "blacking out negativity and embracing life". HKBJLLNKSTFULKLKWTF4u45626.

Spears się rozszczepia. Aspekt socjo-jakiś zamknąć można w nierozsądnej rzeźni morficznej na polach korpusu języka rodzimego o poprawnośc formy "promiskuityzm" względem tej nieco krótszej. O wizerunku medialnym wszyscy nie wiemy jaki jest, a o nierówności najnowszego longplaya dowiadujemy się co dopiero, mimo rozmaitych prób urozmaicenia: przedstawia swoją impresję Gwen ("Toy Soldier"), trąci późną Robyn w rapowanych zwrotkach "Freakshow" (która podobno udziela swojego wokalu tu i ówdzie w tłach), zalewa odbiorców swoim wytłuszczonym tonalnie głosem w większości kawałków (amplituda miksu głosu w "Piece Of Me" jest trudną do ogarnięcia, polecam), profanuje Soft Cell w "Radar". Najklasyczniejszy w środkach "Ooh Ooh Baby" jest z kolei upadłą próbą wypłynięcia w bulgoczące wapory miłości, "nie chce mi się uzasadniać", ale wcale nie dlatego zdaje się być najsłabszym. "Hot As Ice" ratuje tylko nieśmiały rym męski w chorusie. Mało. Dość powiedzieć, że nie da się wyobrazić laboratorium, w jakim powstał Blackout: tylko dwustumetrowe spektrofonografy obsługiwane przez dziesiątki pracujących na zmiany, wzbudzonych indukcyjnie zielonych karłów, wiecznie spoconych od przekręcania dichroicznych dźwigni mogły wypluć z siebie coś owocującego czymś właśnie takim, jak te wszystkie niskie i gęste choć oko wykol tonacje wprowadzające nieśmiało Mu czy Knife do szerszej popkultury. Powiedzmy sobie szczerze - albo do tak nielinearnego strojenia wokalu potrzeba matryc o podprzestrzeniach nie dających się sprowadzić do rozważań jednowymiarowych, albo widmo Rudolfa Kalmana czai się za oknem, gotowe zatopić nasz niezbyt holonomiczny aparat poznawczy w wiadrze pełnym krwi dziewic Zakaukazia.

Bloodshy & Avant. Bloodshy & Avant, znani z produkcji dla znanych i czczonych przez proletariat osiadły na przedmieściach Bad Karmy, tym razem poszli po nieobciążony grawitacyjnie (w opozycji do dominującej perspektywy wokalnej, czegoś) electro-podbudowany dance-pop, nie jakoś rewolucyjny zresztą i ubogi harmonicznie jak zeszłoroczna odwilż, hamując statystyczną windę - będącą czymś więcej niż-widelec tętent poprawnie ułożonej na 7.5 i rozstrzelonej oktawowo przez Danję (tego od Timbalanda, który wraz z nim odszedł od bossowskiej konwencji bitów tektonicznych w rodzaju "Wake Up") blaszki podeszwowej singla wiodącego - naniesioną tu przez tego od oceanów i wideł, "Why Should I Be Sad". Nie, ale tak całkiem na poważnie już, it's 3.5, bitch (choćby nie wiem jak interesowało was kiedy Britney jest "about to shake her ass", a kiedy nie), a sytuacja jest średnia i cokolwiek zjazdowa. Od dziś słucham tylko klasyków noopopowego podziemia i wysokobudżetowego przesteru.

Mateusz Jędras    
28 listopada 2007
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja