RECENZJE

Bright Eyes
Cassadaga

2007, Saddle Creek 4.5

O większości katalogu Bright Eyes można powiedzieć, że jest z nim coś nie tak. O Cassadaga (Cassadadze?!) konkretnie, że to najmniej ciekawa płyta Connora Obersta. Może nie być jego najgorszą, bo wczesne emo albumy są w dużej mierze niezdzierżalne, ale posiada najmniej charakteru, przyprawia mnie głównie o pare ziewnięć, kilka drobnych oznak aprobaty i trochę (więcej) niesmaku.

Cassadaga jest rozczarowująca. Przez chwilę Oberst był coś wartym artystą. Lifted było zasakującym skokiem jakościowym, absurdalnie epicką wypadkową Blonde On Blonde i Pinkerton. I miało parę dobrych kawałków, a teksty przestały być do dupy. I'm Wide Awake, It's Morning z kolei było całkiem wiarygodnym zwięzłym albumem country i pożegnaniem z gotyckimi inklinacjami. I ta z syntezatorami też nie była beznadziejna. Niestety, czas przestał dobrze wpływać na Connora. Zaoferował słuchaczom alt-rock o country posmaku i z produkcją jak dla Nory Jones, oraz wkładkę ze swoimi najsłabszymi od lat tekstami, które zajmują zawsze centralne miejsce w jego twórczości. Dominują populistyczne i dość tanie refleksje na temat świata dzisiejszego i religii. "Four Winds", żwawy singiel, który wyróżnia się muzycznie na tym albumie, obciążony zostaje niezgrabnymi wersami jak: "The Bible's blind, the Torah's deaf, the Qu'ran's mute / If you burn them all together you get close to the truth". A osobiste piosenki jak "Soul Singer In A Session Band" albo "I Must Belong Somewhere" cechuje spadek formy i chybione środki wyrazu. Jest jeszcze muzyka, w której zbyt wiele adult contemporary chwytów w rodzaju dramatycznych smyków rujnujących wzruszające "Lime Tree" i orientalnych zaśpiewów z gatunku plastikowego world-music w outro "Coat Check Dream Song". Po przesłuchaniu płyty czuję w ustach posmak wanilii.

Ale wiecie co, ten album nie jest zły. Niejeden moment jest wręcz dobry, rzadko tylko da się to powiedzieć o całej piosence. Prawie każdy track mógłby być warty zapamiętania, ale zawiera jakiś irytujący moment albo beznadziejny tekst czy też brzmi zbyt gładko. To ponadgodzinna płyta z zupełnie niezłymi piętnastoma minutami.

Łukasz Konatowicz    
7 września 2007
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie