RECENZJE

Brian Eno & Kevin Shields
The Weight Of History / Only Once Away My Son

2018, Opal 8.2

Wspólne wydawnictwo dwóch starszych panów od muzyki nie doczekało się do tej pory należytego odzewu. Ze świecą szukać jakichkolwiek tekstów o tym kolabo z porcysowych snów po muzycznej stronie Internetu. Istnieją trzy bardziej i mniej prawdopodobne przyczyny takiego stanu rzeczy. Możliwe, że wszyscy recenzenci po zapoznaniu się z tym materiałem doznali blokady twórczej i percepcyjnej, więc nie wiedząc, co myśleć i co napisać, czekają na ruch kolegów po fachu i do dziś szachują się w ten sposób. Możliwe też, że te prawie dwadzieścia minut muzyki po prostu się opiniotwórczym redaktorom nie spodobało – doznało perfekcyjnej kolektywnej dezaprobaty, odrzucającej nawet opcję opublikowania recenzji negatywnych. Najbardziej prawdopodobne i prozaiczne wytłumaczenie jest jednak, według mnie, inne. Chodzi mianowicie o format i ostateczny kształt tego wydawnictwa. W dobie dzisiejszej kondycji krytyki muzycznej – nie rozwodząc się nad tym zagadnieniem zbyt długo, bo to dyskusja zapewne na osobny, większy tekst – taki "album" jest, w moim odczuciu, zaporą dla wielu nie do przejścia. Redakcje, które listy roczne gotowe mają już w połowie listopada, w szeregach których przysłowiowe zstąpienie Mesjasza D'Angelo sieje wielkie spustoszenie, z całą pewnością mają problem z materiałem, który oficjalnie jest singlem z dwiema stronami A, na które to strony składa się prawie po dziesięć minut muzyki. Peany na cześć tego dziwoląga, które torowałyby mu drogę do wysokich miejsc w końcoworocznych rankingach, z całą pewnością nie w smak tym fajom.

Kwestia ta jest o tyle istotna, że ten podwójny singiel, jak można się było spodziewać, to rzecz wyjątkowa, w ramach której Eno i Shields raz jeszcze potwierdzają swój status muzycznych superbohaterów, więc jeśli nie dojdzie w tym przypadku do jakiejś poważniejszej rehabilitacji przy podsumach roku czy dekady, będzie to, moim skromnym zdaniem, dość spektakularny kryminał i niesprawiedliwość. Na ratunek przychodzę jednak ja i poniższe mocno spóźnione pisanie.

Patent na te dwa utwory w teorii wydaje się nieskomplikowany. Oto Eno i Shields na teoretycznie – na pierwszy rzut ucha – dość statecznych dźwiękowych tkankach dokonują w niecałe dwadzieścia minut na ucho coś około MILIARDA mikrooperacji. Dźwiękowy organizm, który opiera się w utworze pierwszym na mantrze śpiewanej przez samego Eno, w drugim zaś na raczej prostym BICIKU tegoż, jest przez tych dwóch panów poddawany coraz to wymyślniejszym eksperymentom, starannie zaplanowanym i wykonanym z chirurgiczną precyzją w sterylnych warunkach. Być może znajdą się właściwsze metafory, ale jak dla mnie doprawdy brzmi to jak gdyby ta dwójka w białych rękawiczkach i kitlach pochylała się z dwóch stron nad operacyjnym stołem, przeszczepiając pacjentowi wszystkie narządy, uśmiercając go, a następnie wskrzeszając – no, w każdym razie wszystko pod kontrolą, najlepsza klinika w mieście.

W "The Weight Of History" wspomniany już wokal Eno płynący na wodach drone-ambientowego kluczenia, maluje mocno obrazowy, postapokaliptyczny krajobraz. W miarę konwencjonalny przebieg utworu mniej więcej od czwartej minuty wpada w rejony opisywane przeze mnie wyżej. Pomruki Eno dogasają i ustępują miejsca setkom mikrozmian, dostrzegalnych w większości pod dźwiękowym mikroskopem – czytaj: kup se lepsze słuchawki jeśli nie doznajesz, ewentualnie "niech Ci chuj z uszu wyjmie laryngolog". Drugie, trzecie i czwarte plany tej mikstury składają się na – nie bójmy się tego słowa – AUDIOFILSKI brylant, w którym dzieje się WSZYSTKO, żeby wspomnieć tylko krótkie, subtelne ataki Shieldsowego helikoptera, czy niepokojące pacnięcia i szepty bliskie repertuarowi Stapletona czy Stewarta. Nawet Tomasz Hajto miałby problem z ogarnięciem takiej ilości detali. "Only Once Away My Son" znany jest nieco dłużej, a jako że w niczym nie ustępuje wyżej wspomnianemu, a moim skromnym zdaniem nawet lekko go przewyższa, na naszych łamach został już przy paru okazjach wspomiany. Minimalna przewaga "Only Once Away My Son" nad "The Weight Of HIstory" zależy pewnie w jakimś stopniu od tego, że utwór ten poznaliśmy wcześniej i to przy okazji jego premiery faktem stała się współpraca dwóch legendarnych, emerytowanych porcys darlings. Czysto muzycznie dzieją się tu podobnie wielkie rzeczy, ale w odróżnieniu od wyżej omawianego numeru, dzieją się już od pierwszych sekund.

Po wielokrotnych odsłuchach tego materiału właściwie przestałem traktować te utwory jako utwory. Eno i Shields wyczarowali w swoim laboratorium tak sugestywne i wielowątkowe kolosy, że od jakiegoś czasu czuję jakbym był naocznym świadkiem tych eksperymentów. Singiel ten nie jest więc dla mnie skończonym produktem, a procesem, z wiadomych względów definiowanym trochę inaczej niż TLOP-owa rewolucja Westa. Procesem – w sensie wrażenia, które odnosi się przy obcowaniu z dziełem, w którym nagromadzenie zmian jest niespotykane, a jednak słyszalne tylko przy uważniejszym posiedzeniu i dobrym sprzęcie, jak również wrażenia ciągłości i niewyczerpania sztuczek zainteresowanych. Przed oczyma staje mi wizja wielogodzinnych sesji mistrzów, niewzruszenie, bez przerwy mutujących ten soniczny, żywy organizm, a to, że ostał nam się z niego akurat taki wycinek, to i tak dobrze, nie zamierzam narzekać.

Stanisław Kuczok    
11 czerwca 2018
BIEŻĄCE
SpiritualizedAnd Nothing Hurt
NonameRoom 25